- Nom. O to w tym chodzi. Chociaż moja matka uważa, że wcale nie jesteśmy aż tacy specjalni - wzruszył ramionami. U niego brakowało jakiegokolwiek rozmarzenia. Mówił swoim zwyczajnym, rozluźnionym tonem, ale mało w tym było jakiejś ojcowskiej dumy czy czegoś podobnego.
Wypił swojego swojego drinka, rozwodząc się w myślach nad smakiem. Nie był zły, a nawet dobry. Ktokolwiek je mieszał, ewidentnie znał się na rzeczy, nawet jeśli Burke nie mógł podziwiać efektu, jaki spowodował na jego włosach.
- Co ty gadasz? Jest tu jakieś lustro...? - rozejrzał się, mimowolnie samemu przeczesując palcami włosy, jakby samymi opuszkami mógł poczuć tę zmianę. Niestety, była tylko wizualna. A może na szczęście, bo nie wciągnęło ani jego, ani jej.
- Całkiem szczerze to ci powiem, że nie zastanawiałem się nad tym aż tak. Nie chce mi się zastanawiać czy ten facet pod kolumną to na przykład mój ojciec, albo tamten to jakiś inny Borgin - bezczelnie wskazał palcem w jedną i drugą stronę. - A ty? Nie znalazłaś jakiejś zagubionej rodziny? Mam ogólnie wrażenie, że mieli jakąś listę zakazanych mord na wejściu. W sensie po co faktycznie sprawdzać wszystko aż tak rygorystycznie? Znaczy jasne, byłby przypał jakby była drama jak na weselu Blacków, ale... - urwał, zostawiając resztę słów w domyśle i wzruszając przy tym ramionami. Mugole byli trochę kontrowersyjny i podobno się w ogóle nie myli, więc spodziewał się jak od tego cyrku musiało tam walić, ale no cyrk to cyrk. Przecież porządny czarodziej czystej krwi za małpę robić nie będzie. - No już, spokojnie. Coś tam miauczyli o ostatni eliksirze więc zaraz sobie potańczymy.
!balmaskowy