- Nie ma przecież w tym nic złego - wymruczał w jej stronę, krzywiąc się mimowolnie. Jej skrytość w tym temacie nie była niczym nowym, ale chyba nie do końca podchwytywał całe jej podłoże i uzasadnienie. I tak zajmowała się sztuką, siedząc w galerii i rozgryzając kolejne obrazy tak, żeby jak najlepiej zaprezentować je innym osobom. Ale powiedzieć, że była malarką? To był nagle grzech, tak jakby branie w palce pędzla było czymś niemal świętokradczym dla jej osoby.
Jego dłoń wspięła się po boku, nakrywając miejsce w które szturchnęła go łokciem, z absurdalnie wręcz teatralnym wywróceniem na nią oczami. Żarty pisały się tutaj same, niestety, chociaż całkiem szczerze liczył na to, że prędzej jak później uda się jej poradzić z nieprzyjemnymi skutkami ubocznymi Spalonej Nocy.
- Ma serce do takich rzeczy - odpowiedział z namysłem. Talent był tylko ułamkiem tego, co siedziało w Heloise. Była tak jakaś dziwna, kreatywna iskra, która pozwalała jej tworzyć to, co urodziło się w jej głowie. Bo przecież co za problem było zrobić klasyczny wieniec? Żaden. Ktoś z talentem splótłby go pieczołowicie, równiutko, z największą precyzją i ten wyglądałby przepięknie, ale ona? Ona dorobiła do tego cały misterny mechanizm, jakby chciała krzyczeć do całego świta ze swojego lasku, żeby widział z kim na do czynienia. Wolałby klasykę, ale cóż. Nie zamierzał narzekać, a przynajmniej nie przy innych ludziach.
Astoria ruszyła wreszcie w kierunku ołtarza, by zaprezentować swój obrazek bogini, a on zdecydował się na to samo. Atmosfera uświęconego namaszczenia, która zdawała się koncentrować im bliżej ołtarza się znajdowali, wydawała się w pewien sposób przytłaczać. Jakby każda kolejna modlitwa, złożone do niej ręce i składające się na nią słowa, budowały wielki wał, roztaczający się powoli coraz dalej i dalej od ołtarza, a on swoją niewiarą bruździł to, co zostało tu zbudowane.
Trudno.
Złożył wieniec na ołtarzu i zapalił symboliczną świecę, by dopełnić rytuału. Pochylił na chwilę głowę, właściwie chcąc zamarkować modlitwę, ale mimowolnie w jego głowie zrodziło się jakieś podziękowanie za opiekę nad Helloise i prośba by modlitwy Astorii zostały wysłuchane. Krótka chwila, mając szansę wybrzmieć o wiele szybciej niż te, które ludzie tworzyli dookoła, przez co wrócił od ołtarza jeszcze przed panną Avery.
Spiął się na moment, kiedy wysoka sylwetka trąciła towarzyszącą mu kobietę, jednak znajomość twarzy w pewien sposób kazała mu się wycofać z czegokolwiek co właśnie przemknęło mu przez głowę.
- Właśnie oddaliśmy je na ołtarz - odparł, unikając świątecznego powitania i zamiast tego uśmiechając się tylko grzecznie. - Proszę, przestań. Wieniec może był mój, ale nie ja go tworzyłem. Oklaski należą się autorce - kąciki ust drgnęły w grymasie, kiedy uwaga została skierowana na niego. - Doktor Malfoy pracuje na oddziale urazów magizoologicznych. A biorąc pod uwagę mój zawód i ja i moi pracownicy jesteśmy tam częstymi gośćmi.
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast