31.01.2026, 13:40 ✶
Przez krótką, zwodniczą chwilę po rzuceniu zaklęcia niemalże uwierzył, że tym razem wszystko zadziałało tak, jak powinno. Poczuł znajome mrowienie w palcach, gdy ładunek energii magicznej popłynął przez włókna jarzębinowej różdżki i skupił się w jej czubku. A potem... Nastąpił moment zawieszenia. W miejscu. Nie spadał już w bezdenną nicość, co w teorii mógłby uznać za sukces, jednak ciemność wokół niego ani drgnęła. Zaklęcie rozpraszające nie rozgoniło jej nawet odrobinę. Wręcz przeciwnie: w chwili, gdy przestał odczuwać już nawet pęd wiatru wywołany lotem w dół, pustka zdawała się na niego napierać na niego z każdej strony.
Nie było w tym nic komfortowego. Z jego gardła wydostawały się pojedyncze jęki, jednak te zdawały się ginąć w otaczającej go przestrzeni, nie dochodząc nawet do jego własnych uszu. Nagłe unieruchomienie tylko potęgowało narastającą panikę, która próbowała rozgościć się w jego sercu. Nawet zaczął łapczywiej łapać oddech, próbując wywalczyć od pustki jakiekolwiek doznanie i chociaż płuca się poruszały, nie słyszał nawet własnego oddechu. Gdziekolwiek był, w czymkolwiek utknął... To było kompletnie nienaturalne. Cisza była totalna, nieludzka.
Jeśli to miało załatwić kwintopedy, to faktycznie wpadli na niezły pomysł, przyznał niechętnie Erik, starając się wykrzywić głowę na tyle, aby móc spojrzeć w górę. Kilka chwil spędzonych w tej klatce wydawało mu się torturą, więc jak mogło to wpłynąć na dzikie magiczne stworzenie? Czy taki był cel tego więzienia? Odizolować jego ofiarę od bodźców zewnętrznych i liczyć, że... Podda się tej pustce? Zacznie robić sobie krzywdę i odgryzie sobie przysłowiową nogę, aby uciec z sideł?
Nie bardzo wiedział, jak z tego wybrnąć na własną rękę. Pustka musiała mieć jakiś wyłącznik, jednak magia rozpraszająca nie zadziałała. Czyżby ta czarna dziura była czymś więcej niż zwykłym zaklęciem? Klątwa wpleciona w ściany podziemi? A może był to efekt jakiegoś rytuału narzuconego na magiczny mechanizm, który zarządzał tą pułapką? Palce Erika raz jeszcze zacisnęły się na różdżce. Przyszło mu do głowy agresywne rozwiązania. Mógł po prostu spróbować cisnąć przed siebie zaklęcie powodujące małą eksplozję. Obawiał się jednak efektów tego zaklęcia w tym miejscu. Czy nie zrobi sobie w ten sposób jeszcze większej krzywdy?
Nie. Zbyt niebezpiecznie, stwierdził po dłuższej chwili, wyrzucając z siebie nieme westchnienie w geście frustracji. Zaczynał też martwić się o resztę zespołu. Czy Dora trafiła do podobnej pułapki? A może Jonathana również pochwycił jakiś mechanizm właścicieli zamku i teraz wszyscy byli uwięzieni. Erik wypuścił powoli powietrze przez usta i ponownie skupił się na swojej różdżki. Tym razem skupił się na wyczarowaniu magicznego ognika - jakiegokolwiek źródła światła, które pomogłoby mu zorientować się w otaczającej go pustce.
Nie było w tym nic komfortowego. Z jego gardła wydostawały się pojedyncze jęki, jednak te zdawały się ginąć w otaczającej go przestrzeni, nie dochodząc nawet do jego własnych uszu. Nagłe unieruchomienie tylko potęgowało narastającą panikę, która próbowała rozgościć się w jego sercu. Nawet zaczął łapczywiej łapać oddech, próbując wywalczyć od pustki jakiekolwiek doznanie i chociaż płuca się poruszały, nie słyszał nawet własnego oddechu. Gdziekolwiek był, w czymkolwiek utknął... To było kompletnie nienaturalne. Cisza była totalna, nieludzka.
Jeśli to miało załatwić kwintopedy, to faktycznie wpadli na niezły pomysł, przyznał niechętnie Erik, starając się wykrzywić głowę na tyle, aby móc spojrzeć w górę. Kilka chwil spędzonych w tej klatce wydawało mu się torturą, więc jak mogło to wpłynąć na dzikie magiczne stworzenie? Czy taki był cel tego więzienia? Odizolować jego ofiarę od bodźców zewnętrznych i liczyć, że... Podda się tej pustce? Zacznie robić sobie krzywdę i odgryzie sobie przysłowiową nogę, aby uciec z sideł?
Nie bardzo wiedział, jak z tego wybrnąć na własną rękę. Pustka musiała mieć jakiś wyłącznik, jednak magia rozpraszająca nie zadziałała. Czyżby ta czarna dziura była czymś więcej niż zwykłym zaklęciem? Klątwa wpleciona w ściany podziemi? A może był to efekt jakiegoś rytuału narzuconego na magiczny mechanizm, który zarządzał tą pułapką? Palce Erika raz jeszcze zacisnęły się na różdżce. Przyszło mu do głowy agresywne rozwiązania. Mógł po prostu spróbować cisnąć przed siebie zaklęcie powodujące małą eksplozję. Obawiał się jednak efektów tego zaklęcia w tym miejscu. Czy nie zrobi sobie w ten sposób jeszcze większej krzywdy?
Nie. Zbyt niebezpiecznie, stwierdził po dłuższej chwili, wyrzucając z siebie nieme westchnienie w geście frustracji. Zaczynał też martwić się o resztę zespołu. Czy Dora trafiła do podobnej pułapki? A może Jonathana również pochwycił jakiś mechanizm właścicieli zamku i teraz wszyscy byli uwięzieni. Erik wypuścił powoli powietrze przez usta i ponownie skupił się na swojej różdżki. Tym razem skupił się na wyczarowaniu magicznego ognika - jakiegokolwiek źródła światła, które pomogłoby mu zorientować się w otaczającej go pustce.
(Kształtowanie) Wyczarowanie magicznego świetlika x1
Rzut PO 1d100 - 7
Akcja nieudana
Akcja nieudana
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞