31.01.2026, 23:51 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.01.2026, 23:57 przez Hannibal Selwyn.)
Na scenie z Cordelią
Hannibal wyszedł na scenę zza kulis i spotkał się z Cordelią pośrodku. Spojrzał na nią i zanim odwrócili się do widowni, by ukłonić się na powitanie, posłał jej na powitanie lekki uśmiech. Dublerka nie miała okazji zagrać z nim ani razu gdy “Upiór” był wystawiany w teatrze Selwynów, ale przećwiczyli duety wybrane na dzisiejszy wieczór na próbach. Czuł się więc w jej towarzystwie całkiem swobodnie, nawet, jeżeli doskonale zdawał sobie sprawę, że to na nim będzie spoczywał główny ciężar uciągnięcia tego występu.
Przed wyjściem na scenę pozbył się marynarki i półprzejrzystej koszuli, ale czarne koronki podkreślające linie jego ramion, pleców i torsu zostały na swoim miejscu, podobnie jak maska z dwiema parami rogów (wcielał się w końcu w upiora, czyż nie?) i omotana wokół nadgarstka nitka z nanizanymi drobnymi rubinami, czarnymi w cieniu, ale krwawo odbijającymi światło reflektorów - jedyny kolorowy element jego stroju.
Nim rozbrzmiała muzyka, cofnął się na granicę plamy światła pozostałej po przygaśnięciu dodatkowego oświetlenia. Stamtąd rozpoczął pierwszą strofę All I ask of you, łaskawie oddając Cordelii tę chwilę w centrum uwagi publiczności, nim krok po kroku zaczął się do niej zbliżać, nieuchronnie ściągając oczy widzów także na siebie.
Głosy pary wokalistów wypełniły salę. W dzisiejszym repertuarze znalazły się dwa duety, które Hannibal miał całkiem na świeżo, a które cieszyły się popularnością po sierpniowym sukcesie “Upiora w Operze”. Eliksir wypity na samym początku imprezy dawno przestał działać, ale tak naprawdę Selwyn już go nie potrzebował. Niespodziewany występ dla Gabriela i Lucy (i właściwie każdego w zasięgu słuchu) posłużył mu jako dodatkowa rozgrzewka i teraz jego mocny, wysoki głos rozbrzmiewał, nie gubiąc ani jednej nutki.
Krążyli wokół siebie bliżej i bliżej, odgrywając na scenie odwieczny taniec drapieżności i niewinności, niebezpieczeństwa i pragnienia. Upiór, mroczny, złowieszczy i cyniczny, łagodniał momentalnie, gdy stawał twarzą w twarz ze swoją ukochaną - ujarzmiony, a może tylko doskonale udający, bo w końcu nie tak łatwo było zmienić jego naturę.
Finał piosenki zastał ich niemal przytulonych. Hannibal robił co tylko możliwe, by nie zagłuszać wyraźnie słabszego wokalu Cordelii, przez co ich wspólna partia wybrzmiała łagodniej, niż by chciał. Och, gdyby na scenie towarzyszyła mu Elisabeth, tak jak w The Globe, mógłby dać z siebie wszystko, a potem wspólnie łapać oddech w chwili ciszy pomiędzy tym, jak milkł ich śpiew, a zrywającą się na widowni burzą oklasków - za każdym razem zdającej się trwać wieczność i zawsze za krótkiej.
Tkwił tu z Cordelią, której głównym atutem był nieposzlakowany czarodziejski rodowód.
Trudno. Nie na darmo był aktorem.
Wyśpiewywał więc pieśń o rodzącej się miłości, pozwolił Cordelii ująć swoją twarz w dłonie, czułym gestem objął palcami jej nadgarstki… i gdy niemal wsparci o siebie czołami wyznawali sobie uczucie i obiecywali nawzajem przyszłość, myślami był gdzieś daleko.
Następnym punktem programu były arie solowe i Hannibal nie musiał wreszcie dzielić się sceną. Energia drżała w jego piersi i domagała się ujścia. Wlał ją w pełne uczucia wersy Nessun dorma, gorące w gardle, słodkie na języku i wibrujące w powietrzu ponad głowami widowni. Teraz, kiedy nie musiał brać pod uwagę możliwości towarzyszącej mu artystki, bez problemu górował nad akompaniamentem zamaskowanego pianisty, bo przecież w teatrze zwykł śpiewać w towarzystwie całej orkiestry.
Śpiewał, jakby naprawdę zamierzał sprawić, że nikt nie zaśnie.
Dopiero skończywszy, pozwolił, by zadziałało zaklęcie wzmacniające - drobniutki, uroczy czar, sprawiający, że jego pogłębione po występie oddechy wybrzmiały głośniej w zapadłej ciszy. Cztery wdechy przez usta. Cztery nieco drżące wydechy, kiedy niewidzącym wzrokiem błądził jeszcze gdzieś pod sufitem sali balowej. Przełknął ślinę, zamrugał i dopiero wtedy spojrzał na publiczność, z poważną miną oczekując na reakcję.
//Przewagi: Muzyka, Występowanie, Zawada: Primadonna