01.02.2026, 09:36 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.02.2026, 09:37 przez Bard Beedle.)
/Odpisy do 9 rano 4.02
Możecie spokojnie wykonać dwie akcje (albo dwa razy rzucić na jedną. Jeśli nie macie żadnego pomysłu, jeden rzut wykorzystajcie na percepcję. Jonathan ze względu na urlop w tej rundzie został pominięty bez konsekwencji, duch czeka jeszcze tę rundę na odpowiedź./
*
Różdżka Erika nawet nie drgnęła, jakby w tym miejscu światło nie miało prawa zaistnieć. Nic się nie zmieniało: Longbottom wciąż wisiał w pustce. I czy nawet gdyby blask rozjaśnił różdżkę, mogłoby to wpłynąć na jego sytuację? Otaczała go nicość i można było zacząć mieć wątpliwości, czy to w ogóle pułapka. Biorąc pod uwagę, jak długo spadał, raczej wątpliwe, aby pod schodami znajdowała się autentycznie tak duża przestrzeń – musiała to być albo jakaś sztuczka, omamiająca umysł… a może upadek zabił go i teraz trafił gdzieś do Limbo, gdzie na wieczność miał pozostać we wszechogarniającej nicości. Bez dźwięków, bez ruchu, bez jakichkolwiek ludzi, samotny na wieki.
*
– Nie ma tu run – powiedziała druga Dora, prawdziwa – fałszywa, z tą autentyczną twarzą, z jej głosem, ale z dziwnie ciemnymi oczyma, otoczona wonią czarnej magii. Uśmiechała się sama do siebie, z jakimś zadowoleniem, jakby to spotkanie dawało jej autentyczną radość, ale kryło się w tym uśmiechu coś szalenie niepokojącego. Mówiła prawdę: gdy sama Dora się rozglądała nie dostrzegała śladów run, a pomieszczenie zdawało się w ogóle jakieś dziwne, jakby światło i cień nie działały tutaj właściwie, jakby coś nie tak było z jego kształtami. Może działały tu zaklęcia, może całe miejsce nie było autentycznie częścią podziemi, do których weszli? To nasz umysł, powiedziała dziewczyna. Może kłamała, a może wszystko działo się tylko w głowie Dory, trafionej jakimś rodzajem zauroczenia?
– Ojej, zwykłe zaklęcia pewnie tu nie wystarczą. Byli w końcu mistrzami klątw. Nieobca była im czarna magia – stwierdziła, ze zmartwieniem wypisanym w tonie, ale nie odzwierciedlającym się w wyrazie twarzy. – Ale wiem, jak się stąd wydostać. Wystarczy, jeśli mnie zabijesz.
Możecie spokojnie wykonać dwie akcje (albo dwa razy rzucić na jedną. Jeśli nie macie żadnego pomysłu, jeden rzut wykorzystajcie na percepcję. Jonathan ze względu na urlop w tej rundzie został pominięty bez konsekwencji, duch czeka jeszcze tę rundę na odpowiedź./
*
Różdżka Erika nawet nie drgnęła, jakby w tym miejscu światło nie miało prawa zaistnieć. Nic się nie zmieniało: Longbottom wciąż wisiał w pustce. I czy nawet gdyby blask rozjaśnił różdżkę, mogłoby to wpłynąć na jego sytuację? Otaczała go nicość i można było zacząć mieć wątpliwości, czy to w ogóle pułapka. Biorąc pod uwagę, jak długo spadał, raczej wątpliwe, aby pod schodami znajdowała się autentycznie tak duża przestrzeń – musiała to być albo jakaś sztuczka, omamiająca umysł… a może upadek zabił go i teraz trafił gdzieś do Limbo, gdzie na wieczność miał pozostać we wszechogarniającej nicości. Bez dźwięków, bez ruchu, bez jakichkolwiek ludzi, samotny na wieki.
*
– Nie ma tu run – powiedziała druga Dora, prawdziwa – fałszywa, z tą autentyczną twarzą, z jej głosem, ale z dziwnie ciemnymi oczyma, otoczona wonią czarnej magii. Uśmiechała się sama do siebie, z jakimś zadowoleniem, jakby to spotkanie dawało jej autentyczną radość, ale kryło się w tym uśmiechu coś szalenie niepokojącego. Mówiła prawdę: gdy sama Dora się rozglądała nie dostrzegała śladów run, a pomieszczenie zdawało się w ogóle jakieś dziwne, jakby światło i cień nie działały tutaj właściwie, jakby coś nie tak było z jego kształtami. Może działały tu zaklęcia, może całe miejsce nie było autentycznie częścią podziemi, do których weszli? To nasz umysł, powiedziała dziewczyna. Może kłamała, a może wszystko działo się tylko w głowie Dory, trafionej jakimś rodzajem zauroczenia?
– Ojej, zwykłe zaklęcia pewnie tu nie wystarczą. Byli w końcu mistrzami klątw. Nieobca była im czarna magia – stwierdziła, ze zmartwieniem wypisanym w tonie, ale nie odzwierciedlającym się w wyrazie twarzy. – Ale wiem, jak się stąd wydostać. Wystarczy, jeśli mnie zabijesz.