Ubrania były ważne dla społeczności ludzkiej, aby okryć swoje ciało. Dla niektórych miały nawet wyższe znaczenie, aby też odpowiednio się w nich prezentować. Jak dobrze Astoria pamiętała, Renigald poświęcał temu wysoką uwagę i cenił sobie odpowiedni wygląd. W dodatku pochodząc z bogatej rodziny, mógł pozwalać sobie na zakup odzież z najlepszych marek, a także korzystać z najlepszych krawców. Widok spalonej garderoby jak i sypialni, bolał go bardzo, lecz co to dla takiego bogacza jak Malfoy, który może sobie kupić nowe ciuchy?
- Niestety nie. Zdołałem ugasić pożar, zanim rozprzestrzenił się na pozostałe pomieszczenia.Odpowiedział zgodnie z prawdą. Tam nie dało się już mieszkać i nie miał gdzie spać. A opętane krzesło denerwowało za każdym razem, gdy tam był. Zmuszony został przenieść się do rodziców, chociażby do czasu, aż nie załatwi sobie czegoś nowego.
Czy miał wiele szczęścia? On sam tak. Ale jego ubrania nie. Ubolewał nad tym faktem, lecz nie mówił o tym za często na głos. Kuzynka listownie zwróciła mu uwagę i to stosowną, co powinno być ważniejsze od zwyczajnego materiału, jaki nosimy na sobie. Od rzeczy materialnych, które przecież mogą kupić ponownie. Tak więc, w odpowiedzi jedynie kiwnął potwierdzająco głową.
Słuchając odpowiedzi na pytanie o jej rodziców, poczuł niejaką wewnętrzną ulgę, że nie musi się za bardzo starać, gdyż państwo Avery nie byli obecni w domu. Był jednak przygotowany na taką ewentualność, gdyby którekolwiek postanowiło wcześniej wrócić z pracy.
- Czyli nie tylko moi rodzice sądzą, że coś z tego będzie.Przyznał z uśmiechem, sięgnąwszy po kieliszek z winem, upijając łyk. Delektując się jego smakiem. Przełknął. Bardzo dobry rocznik. Wracając zaś do rozmowy, kontynuował:
- Przyznam ci również, że i mnie ciężko się mieszka u rodziców. Póki nie kupię nowego mieszkania, muszę tam pozostać i znosić uwagi ojca.
Wywrócił teatralnie oczami, jakby paplanie ojca było nudzące. Rodzic jedyne czego od niego oczekiwał, to zajęcie się karierą zawodową i znalezienie żony. Nie akceptował jego leniwego trybu życia obiboka.
- Jestem pod wrażeniem.
Skomentował szczerze, spoglądając na przygotowane potrawy. Doceniał to jak bardzo się postarała. Ale też uważał, że nie musiała. Czy może naprawdę liczyła na coś więcej? Próbowali. Tak bardzo się różnią, że wieczność pod jednym dachem mogłaby ich kiedyś zabić.
- Astoria… Naprawdę, nie musiałaś. Doceniam ten gest podziękowania. Wiesz, że mając pieniądze, załatwiłbym Ci pierwsze miejsce w kolejce do uzdrowiciela. Tak, po przyjacielsku. Wyszło trochę inaczej, to cieszy mnie fakt, że przeżyłaś tę koszmarną noc. I to, że z Twoim zdrowiem jest lepiej.
Odparł łagodnie, obserwując to jak się rumieniła z zawstydzenia.
- Przy mnie możesz być sobą.
Dodał. Naprawdę ją lubił, pomimo chwil gdzie mieli różne zdanie. Różne poglądy. Podobnie było z Penny. Różnica między tymi dziewczynami była tylko w ich czystości krwi.
- To co? Skosztujemy potraw?
Zapytał z uśmiechem, chcąc odwrócić już ten temat na inny. Aby Astoria, mogła czuć się już bardziej zręcznie, w końcu jest u siebie.