Świat robił się coraz bardziej miękki. Wpływ na to, na pewno miała zawartość butelki, która stała tuż obok niej, praktycznie pusta. Obraz nieco jej się rozmazywał, otoczenie się rozmywało, aczkolwiek w niczym jej to nie przeszkadzało. Godzina może nie do końca była na to odpowiednia, jednak był to całkiem wyjątkowy dzień, mogli sobie pozwolić na to, aby znaleźć się w tym śmiesznym stanie nim nadszedł wieczór.
Opierała się o kanapę, wzięła w dłoń tę nieszczęsną butelkę i zaczęła obracać ją w dłoni, obserwując jak płyn przyklejał się do ścianek, a później powoli z nich spływał. Nalewka była bardzo gęsta, nie miała pojęcia, co znajduje się w środku, wypiła dzisiaj już tyle, że zaczęła się gubić w smakach, które przyszło im kosztować, chociaż tak właściwie to już dawno przestało być tylko degustacją.
Uniosła butelkę do góry, nadal obracała ją w dłoni, powoli, strasznie ładnie mieniła się jej zawartość w promieniach zachodzącego słońca. Benjy zniknął, gdzieś na moment, nie miała więc nic lepszego do robienia. Nie wydawało jej się, że powinna wlewać w siebie więcej alkoholu, bo już całkiem przyjemnie szumiało jej w głowie, obawiała się, że jeden łyk więcej może spowodować, iż przestanie panować nad swoimi kończynami, tak właściwie to nie do końca wiedziała, jak wygląda to w tej chwili, bo póki siedziała nie było wcale tak źle, zdawała sobie jednak sprawę z tego, że to mogło być całkiem zdradliwe.
W domu było cicho, przyjemnie, gdzieś w tle słyszała muzykę, jednak nie dochodziła całkiem wyraźnie do jej uszu, czekała, aż Benjy wróci, wieczór zapowiadał się na całkiem przyjemny, chociaż wcześniejsza część dnia wcale tego nie zapowiadała. Przeszli dzisiaj sporo, być może nie fizycznie, jednak mentalnie ten dzień należał do tych bardziej wyczerpujących, wyjaśnili sobie wiele, co uważała za spory sukces, chociaż wiedziała, że to nie był koniec, bo okazało się, że pojawiły się sprawy, do których powinni wrócić, ale to nie był już problem na dzisiaj. Mogli nieco odpocząć.
Nie mogło być jednak, aż tak kolorowo. Usłyszała dziwne dźwięki dochodzące z zewnątrz. Nie mogła ich tak po prostu ignorować, postanowiła więc wstać i sprawdzić, co właściwie się tam dzieje. Powoli podniosła się na nogi, musiała zobaczyć, czy jest w stanie się na nich utrzymać, nadal miała w dłoni butelkę, którą odstawiła na niewielki stolik. Szła, nawet w miarę równym krokiem, więc nie było tak źle, jak się jej wydawało, przynajmniej jak na razie.
Dotarła do drzwi, otworzyła je i oparła się o futrynę. Zmrużyła oczy próbując zarejestrować to, co właściwie działo się na podwórku. Dostrzegła swojego męża i pojazd, który znalazł się przed ich domem. Próbowała zrozumieć skąd się wziął, ale myśli z nią nie współpracowały. Dlaczego pojawił się tu obcy człowiek? Myśl Prue, odpowiedź nie może być skomplikowana.
Kartony, jasne, to dało jej do myślenia, dopiero po chwili mrugnęła, zaczęło do niej docierać, co się wydarzyło. Przeprowadzali się dzisiaj, a to musiała być reszta rzeczy, których nie zdążyli przetransportować. Penny musiała zadbać o to, aby przekazać im rzeczy. Nie spodziewała się, że zajmie się tym jeszcze dzisiaj, ale powinna się przecież tego spodziewać, jej matka nigdy nie odkładała niczego na później. W tej chwili nie do końca wiedziała, czy to dobrze, bo jej umysł nie do końca z nią współpracował.
- Nie sądziłam, - czknęła - że ona też chce nas zabić... - Zrobiła się czerwona na twarzy, bo nie spodziewała się tego, że będą im towarzyszyć efekty dźwiękowe, nad którymi nie do końca panowała. Naprawdę była nawalona. Nie mogło im to jednak przeszkodzić w wniesieniu tego wszystkiego do wnętrza domu. Wiedziała, że musi wesprzeć towarzystwo. Ostrożnie więc zeszła po schodkach za swoim mężem, aby wnieść do domu chociaż jedno pudło, nie chciała być bezużyteczna. Na szczęście taksówkarz również zaangażował się w sprawę, inaczej pewnie zajęłoby im to sporo czasu.
Stawiała karton na kartonie pod ścianą, układała z nich całkiem spektakularną wieżę, dostrzegła, że zaczęły się bujać, chociaż nie powinny, bo przecież ściana miała spowodować, że jej budowla będzie stabilna. Wpatrywała się w nie krótką chwilę i sama zaczęła się bujać, tak samo jak pudła stojące przed nią.
Benjy żegnał się z jegomościem, który okazał się być ich wsparciem w tym drobnym przedsięwzięciu, przeniosła na chwilę spojrzenie w jego kierunku, jakimś cudem udało mu się zaciągnąć do domu wielkiego węża, który był dywanem, tak to musiał być dywan.
W tym momencie pudło, które znajdowało się na szycie zbudowanej przez nią wieży, spadło, nie zdążyła go złapać w locie, bo nie była przecież jakoś szczególnie szybka, a do tego alkohol całkiem skutecznie jeszcze bardziej spowalniał jej ruchy. Zawartość pudła wysypała się na podłogę, westchnęła ciężko, bo wypadało to wszystko pozbierać, a nieszczególnie miała w tej chwili na to ochotę.
Na drewnianym parkiecie znalazły się bibeloty, o których istnieniu zapomniała. Pamiątki, które były wepchnięte bardzo głęboko w szafę. Usiadła na ziemi, oparła się o ścianę i póki co je obserwowała, zastanawiała się od czego powinna zacząć, typowo dla siebie zaczęła obmyślać plan, zamiast od razu się tym zająć.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control