Nie była zaskoczona odpowiedzią Rosiera, bo właśnie – nie wyglądał na faceta, który by się miał dobrze bawić na smrodliwym Nokturnie. A gdy tak teraz na niego patrzyła, to zastanawiała się, czy w ogóle kiedykolwiek tam był, czy raczej unikał tego miejsca całkowicie dla zasady, czy może ciekawość kiedyś wygrała i zapuścił się w te rejony.
– A no tak, racja, pominęłam kawałek o łopacie i kopaniu dołu – najpierw morderstwo szydełkiem, a później trzeba było wykopać dół, by pozbyć się ciała. Wykopanie go nie było jednak aż takie proste, zajmowało to zwykle trochę czasu i wcale niemało wysiłku, jeśli nie posiłkowało się do tego magią. A na domiar wszystkiego, trzeba by było mieć co do tego odpowiednie miejsce, by zaraz się ktoś nie natknął na rozkopaną ziemię. – Dół w ogrodzie to nie taki zły pomysł. Kwiaty mogą łatwo pomóc ukryć, że coś się majstrowało w ziemi – a przynajmniej powierzchownie i na pierwszy rzut oka, ale chyba żadne z nich nie mówiło tutaj o popełnianiu zbrodni na poważnie. – No, powodów może być dużo… – wiedziała jaki Aidan jest i wiedziała też, że mógł to dawkować. Wiedziała też, że na randkę iść nie chciał, ale nie musiał przy tym sprawiać, by dla Lyssy było to spotkanie nieprzyjemne i pokazywać się od gorszej strony nawet, jeśli nie był zainteresowany. Victoria bywała przecież na randkach z przymusu i doskonale wiedziała jak to było wrócić do domu z popsutym humorem, bo druga strona nie potrafiła, bądź nie chciała się zachować (co z tego, że rodziców to nie interesowało… a przynajmniej nie tak do końca i doskonale pamiętała jak bardzo Sauriel popsuł jej ostatnie świętowanie końca roku).
– Mhm, na szczęście nie jest gorzki – musiał być dosłodzony, bo inaczej lawenda mogła mocno zdominować smak goryczą, nie był też przesadzony w drugą stronę. Natomiast gdy Christopher zadał swoje pytanie, tak zupełnie naturalnie, zapatrzyła się na niego zaskoczona. Tak, zaprosił ją na bal i się zgodziła, ale nie myślała dotąd, że Rosier będzie chciał się z nią umówić jeszcze gdzieś. Tylko… dlaczego by nie? Czemu myślała o sobie samej tak nisko? I przede wszystkim – czy miała coś przeciwko? W zasadzie to nie miała. Dobrze się bawiła z nim na balu, lubiła go, nie był głupi, a poza tym było na czym zawiesić oko… Nie chciała tylko, żeby to wyglądało tak, jakby się pocieszała po nie tak dawnym rozstaniu (czy jakkolwiek to w ogóle nazwać).
– Mam ochotę – odpowiedziała w końcu, a pusty kieliszek odłożyła gdzieś na stolik obok.