• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Pokój Życzeń Sny [sen, 13/10/72] north star inverted leading me astray | Benjy, Prudence

[sen, 13/10/72] north star inverted leading me astray | Benjy, Prudence
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#13
03.02.2026, 01:40  ✶  
Wagon kołysał się miarowo, metaliczne stuknięcia kół układały się w rytm, który zwykle działał na mnie całkiem kojąco, ale teraz tylko podkreślał napięcie wiszące między nami. Siedziałem naprzeciwko niej, z tą dobrze wyćwiczoną nonszalancją, która zwykle działała jak tarcza, w tym absurdalnie wąskim przedziale, który nagle postanowił udawać salę przesłuchań, i miałem wrażenie, że z minuty na minutę coraz mniej rozumiem, nawet jeśli nasza wymiana zdań zdecydowanie się zagęszczała. Patrzyłem na nią bez mrugnięcia, jakby to intensywne wpatrywanie się miało w końcu wyciągnąć z niej całą prawdę, warstwa po warstwie - jej słowa osiadały we mnie ciężko, jedno na drugim, układając się w dziwnie niewygodną konstrukcję z sugestii, półwyznań i tej charakterystycznej determinacji, z jaką reagowała na wszystkie moje zaczepki, odkąd przestała fizycznie się wycofywać. Oparłem się głębiej o siedzenie, rozkładając się na nim jak dzieciak, który właśnie postanowił być problemem - rozciągając ramiona, jakbym naprawdę miał tu komfortową przestrzeń, a nie przedział, który nagle zaczął przypominać klatkę, i przesuwając stopę, aż czubek mojego buta niemal dotknął jej, nie agresywnie, tylko demonstracyjnie - ta wersja mnie była stara jak świat, starsza od tej, do której dorosłem przez te wszystkie lata, jakie minęły, odkąd mieliśmy okazję siedzieć wspólnie w przedziale, ale w tym momencie wychodziła na wierzch przed wszystkimi późniejszymi schematami zachowań, które wyrabiałem przez lata transformacji z zaczepnego dupka w odrobinę bardziej zdystansowanego typa spod ciemnej gwiazdy. Nie kontrolowałem tego powrotu do przeszłości, nawet nie zdawałem sobie sprawy z tego, jak bardzo to mogło być niewłaściwe względem doroślejszego mnie. Przez dłuższą chwilę po prostu siedziałem, bębniąc palcami o własne kolano i patrząc na moją współpasażerkę tak, jakby nagle zaczęła mówić w obcym języku. Nie tym dosłownym - rozumiałem każde słowo - tylko takim, który nie przystawał do żadnej znanej mi struktury rzeczywistości. Byłem skonfundowany, nie odwracałem jednak wzroku, nie dlatego, że chciałem ją przycisnąć - raczej dlatego, że jeśli miałem się z tego jakoś wyplątać, potrzebowałem widzieć cały obraz, jej twarz, każdy mikrogest, każde zawahanie.
- Wiesz, co jest w tym wszystkim najciekawsze? - Zapytałem spokojnie, z tym półuśmiechem, który zwykle działał ludziom na nerwy, praktycznie nie dając jej czasu na sformułowanie odpowiedzi, tylko od razu sobie odpowiadając. - To, że mówisz „nie chodzi o mnie”, a potem przez pięć minut opowiadasz dokładnie o tym, jak bardzo chodzi o ciebie. Nie rób ze mnie idioty, dobrze? To, że nie mam wszystkich informacji, nie znaczy, że nie potrafię czytać między wersami. - Przechyliłem głowę, pozwalając spojrzeniu zatrzymać się na jej dłoniach wbitych w kolana. Wagon zadrżał na zwrotnicy, dokładnie w tym samym momencie, w którym ja poczułem się tak, jakby coś we mnie też zaczęło zmieniać tor. Odetchnąłem wolno, czując w płucach metaliczny posmak powietrza z ogrzewania, kręcąc głową.
- Pytasz, dokąd jadę. Dlaczego tak uparcie chcę jechać dalej. - Zaśmiałem się cicho, krótko, bez rozbawienia, bardziej parsknięciem niż pełną piersią. - Bo w przeciwieństwie do ciebie nie mam luksusu zatrzymywania świata w pół kroku. I nie, nie siedzę tu dlatego, że uważam tę podróż za właściwą albo niewłaściwą. Siedzę tu, bo czasem jedyne, co możesz zrobić, to pozwolić rzeczom się dziać i obserwować. Nie jadę dalej dlatego, że nie myślę o konsekwencjach. Jadę dalej właśnie dlatego, że o nich myślę. Ty chcesz porządku i „normalnie”, ja już dawno zrozumiałem, że normalność jest tylko krótkim przystankiem między jedną katastrofą a drugą. Z jakiej racji miałbym opuszczać miejsce, w którym jest spokojnie, po to, by wyskakiwać przez drzwi? - Zostawiłem to między nami, jak otwartą ranę, której nie zamierzałem zszywać - bo po co? - pociąg jechał dalej, a coś we mnie podpowiadało, że prowadził z punktu A do punktu B, bez dodatkowych przystanków i zatrzymań, wbrew słowom mojej towarzyszki o możliwości wysiadania gdzieś pomiędzy.
Wagon kołysał się jednostajnie, metal pod podłogą odpowiadał cichym pulsem, a ja liczyłem te drgania odruchowo, jak kiedyś kroki na schodach wieży astronomicznej, co było dosyć absurdalnym porównaniem, ale wcale tego nie kwestionowałem. Skupiłem się raczej na tym co mówiła kobieta siedząca przede mną, wreszcie zaczęła rzucać we mnie konkretami, tyle tylko, że każde kolejne zdanie dokładało cegłę do muru, który rzekomo próbowała rozebrać. Patrzyłem na drobne dłonie, na to, jak bielały knykcie szczupłych palców, i przez moment rozważałem, czy nie zaproponować jej chusteczki albo czegoś równie groteskowo grzecznego. Tak po prostu, bez żadnej większej potrzeby, niektórzy potrzebowali zająć czymś dłonie - tak, jak w moim przypadku wyglądało żucie gumy.
-Nie. - Mój głos stwardniał odrobinę, gdy doszliśmy do tego, jak blisko była, by przegiąć ze swoimi absolutami. - Granice były zawsze. Po prostu wcześniej nie musiałem ich rysować flamastrem na ścianie wagonu. - Wsunąłem palce w kieszeń płaszcza, bardziej z przyzwyczajenia niż z potrzeby, czując napięcie pod skórą, to charakterystyczne mrowienie, kiedy ktoś próbuje postawić mnie pod ścianą zbudowaną z dobrych intencji, ale zaraz potem znowu sięgając, by przejechać palcami po włosach na karku. - To, że ich nie widziałaś, nie znaczy, że nie istniały. Może po prostu byłaś przyzwyczajona, że je przesuwam, kiedy masz ochotę wejść dalej. - Potarłem skroń kciukiem, byłem spięty, bardziej niż chciałem pokazać. Na ułamek sekundy zabrakło mi słów, to prawda, nie dlatego, że mnie rozbroiła - dlatego, że część jej zdań trafiała w miejsca, których wolałem nie dotykać w przestrzeni publicznej, nawet tak dziwnej jak ta, zwłaszcza z osobą zdającą się czytać ze mnie niczym z otwartej księgi.
Patrzyłem na nią długo, kiedy rzuciła, że sam dałem jej do tego prawo, do tych wszystkich wymagań i deklaracji, i przez moment naprawdę próbowałem sobie przypomnieć, w którym dokładnie miejscu mojego życia rozdawałem takie pozwolenia na lewo i prawo. Jeśli to zrobiłem, musiało być dawno, albo w jakimś stanie, którego dziś nie uznawałem za wiążący - powinienem był więc powiedzieć coś na temat takich gwarancji, ale zamiast tego w końcu wypuściłem powietrze powoli, jakbym składał broń na stół, nawet jeśli w środku czułem ten znajomy skurcz, to napięcie między chęcią śmiechu a impulsem, żeby wstać i przejść się korytarzem.
- Dobrze. - Jedno słowo, krótkie, techniczne, nie synonim zgody, ale też nie wyraz ironii. Zawiesiłem na niej spojrzenie, chłodne, ale nie pozbawione tej zaczepnej iskry, którą zwykle zostawiałem na koniec, po czym oparłem się plecami o siedzenie i skrzyżowałem ręce na piersi - to był mój stary nawyk z przesłuchań i negocjacji - pozycja, w której niczego nie oddajesz, ale też nie atakujesz pierwszy. - Skoro tak. - Uniosłem lekko podbródek, ledwie, ten gest był bardziej dla mnie niż dla niej. - Posłuchaj. - Powiedziałem spokojniej, chociaż w moim głosie wciąż wybrzmiewała tamta zaczepna nuta. - Jeśli naprawdę znasz mnie tak dobrze, to wiesz też, że nie zatrzymuje mnie dramatyczna pauza ani cudza presja. Wiesz, że im mocniej ktoś próbuje mi zamknąć drzwi, tym szybciej sprawdzam, co jest po drugiej stronie, tak, ale też nie pcham się wszędzie tam, gdzie jestem zapraszany z otwartymi ramionami. - Parsknąłem krótko, ostro, zanim zdążyłem się powstrzymać, ten dźwięk odbił się od ścian przedziału jak coś obcego, zbyt głośnego jak na to miejsce, i przez moment sam siebie nie poznałem. Rozłożyłem ręce w geście, który mówił jednocześnie „proszę bardzo” i „no dalej”, czując to znajome napięcie pod skórą - to samo, które kiedyś wypełniało mnie od środka, gdy miałem szesnaście lat i wydawało mi się, że cały świat jest albo przeszkodą, albo narzędziem. - Jeśli mówisz, że to może być ostatnia podróż, to powinnaś też wiedzieć, że straszenie końcem świata rzadko działa na kogoś, kto już dawno pogodził się z tym, że wszystko kiedyś się kończy i nawet całkiem lubi nowe początki. - Coś w tej sytuacji wymusiło we mnie inny ton, bardziej nagi, szczery, pozbawiony zbędnej ornamentyki, ale wciąż nieprzychylny i powątpiewający.
Przechyliłem głowę, mierząc ją spojrzeniem od góry do dołu, bez szczególnej subtelności - coś we mnie odnotowywało każdy jej ruch, każdą zmianę oddechu, każde drgnięcie ust - jej pewność siebie, to „zawsze wiedziałam”, uderzyło we mnie jak coś znajomego, jak echo dawnych rozmów, których nie potrafiłem już dokładnie umiejscowić w czasie. Patrzyłem na nią uważnie, szukając w jej oczach tej wersji mnie, o której mówiła, tego „jedynego właściwego wyboru”, znalazłem tylko kobietę na granicy wytrzymałości. Pociąg nadal jechał, rytmicznie, uparcie, bezdusznie konsekwentnie, a ja odruchowo przetarłem dłonią twarz, jakbym próbował zetrzeć z niej zmęczenie, które zaczynało mi ciążyć, mrugając na kolejne słowa, jakie do mnie dotarły.
„Jeśli mam umrzeć z Tobą” - wtedy po raz pierwszy naprawdę przestałem się uśmiechać - nie drgnąłem od razu, patrzyłem na nią przez kilka sekund w milczeniu, jakby ktoś nagle zmienił zasady gry w połowie rozdania. Przez moment miałem wrażenie, że pociąg zwolnił, choć wiedziałem, że to tylko moje ciało próbowało nadążyć za tym, co właśnie usłyszało, oparłem się mocniej o siedzenie, przeciągając dłonią po twarzy. Podniosłem dłoń w prostym geście, nie rozkazującym, raczej proszącym o chwilę ciszy, ale ona nadal mówiła - gdy już się rozpędziła, była szybsza od pojazdu wodno-lądowego, którym się poruszaliśmy.
„Kocham cię”.
Tak, „kocham cię”, deklaracja, której raczej nie mówiło się w kierunku obcych, nie w tym tonie, nie tak, jak to zabrzmiało, gdy uderzyło we mnie znienacka, odbijając się echem we wnętrzu mojej czaszki. „Kocham cię”, to nie było wypowiedziane lekko, to nie był zlepek słów rzucany w afekcie, to był fakt, który przyniosła tu ze sobą jak walizkę pełną materiałów wybuchowych. Poczułem, jak coś we mnie mięknie i jednocześnie się zaciska - dziwna kombinacja - ciężar tych słów był realny, nawet jeśli ich źródło pozostawało dla mnie kompletną zagadką. Coś we mnie drgnęło, tam, gdzie zwykle chowałem rzeczy, których nie chciałem rozkładać na stole, przez krótką chwilę patrzyłem na nią bez mrugnięcia, próbując poukładać w głowie sens tej deklaracji, a raczej jej brak.
- Kochasz mnie. - Powtórzyłem to cicho, niemal bezgłośnie, ale w tym brzmiała cała moja niezgoda. Przesunąłem językiem po wewnętrznej stronie policzka, jak zawsze, gdy próbowałem poukładać myśli. „Kocham cię”, „umierasz”, „nie zostawię cię” słowa spadły między nami jak coś ciężkiego, co długo leciało i w końcu uderzyło o podłogę wagonu z głuchym, nieprzyjemnym dźwiękiem. Patrzyłem na nią, na sposób, w jaki przeniosła wzrok na swoje buty, jakby nagle stały się najbezpieczniejszym punktem w całym tym rozpadającym się wszechświecie. Wagon nadal sunął przez coś, co trudno było nazwać krajobrazem, bardziej jakby przez rozciągniętą w nieskończoność pauzę między jednym oddechem a następnym - był obojętny wobec deklaracji, które w normalnych warunkach przewracałyby ludziom życie do góry nogami, teraz brzmiąc jak wyjęte z pogranicza snu i majaku - a ja siedziałem naprzeciwko kobiety, która właśnie powiedziała mi, że jest gotowa umrzeć razem ze mną, jakby mówiła o zmianie peronu. Nie wiedziałem, kim była, naprawdę nie wiedziałem, mogła być wspomnieniem, wytworem tego miejsca, postacią ze snu albo koszmaru, projekcją, pomyłką systemu, halucynacją podszytą poczuciem winy, mogła być kimkolwiek, ale jedno wiedziałem na pewno - nie zgadzałem się na pakty samobójcze. Wypuściłem powietrze powoli i oparłem dłonie o uda, tym razem nie milknąc dlatego, że brakowało mi riposty, tylko dlatego, że każde kolejne zdanie dokładało ciężaru do powietrza między nami, jakby wagon powoli wypełniał się wodą. Kiedy się odezwałem, mój głos był cichy, ale już bez tej zaczepnej kąśliwości, którą wcześniej tak chętnie nosiłem jak zbroję.
- Wiesz, co jest najbardziej pokręcone? Że nawet nie wiem, kim jesteś, nie wiem, czy bredzisz, czy nie, a i tak mam absolutną pewność, że nie masz prawa składać takiej ofiary w moim imieniu. - Spojrzałem na jej opuszczoną głowę, na dłonie, na buty, na ten cały wysiłek włożony w ratowanie kogoś, kto nawet nie potrafił jej umiejscowić we własnej historii. Czułem dziwne ukłucie pod żebrami, którego nie potrafiłem nazwać, coś między złością a… Czymś, co próbowałem zignorować. Nie zrobiło się ciszej, pociąg dalej tłukł swoje metalowe pacierze, ale we mnie coś się przesunęło, jakby ktoś nagle zmienił punkt ciężkości.
Może to była frustracja, może potrzeba sprawdzenia, czy to wszystko było chociaż trochę realne, a może ten stary, bezczelny impuls, który zawsze kazał mi iść na skróty, nie zgadzając się na półśrodki. Nie dałem jej nawet czasu na reakcję, korzystając z tego, że nie patrzyła mi w oczy, tylko na swoje stopy - po prostu pochyliłem się gwałtownie do przodu, chwyciłem ją za brzeg płaszcza i przyciągnąłem do siebie jednym, ostrym ruchem, zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, a potem po prostu wpiłem się w jej usta, bez ostrzeżenia, bez delikatności - to była jedyna metoda weryfikacji, jaka przyszła mi do głowy. Wsunąłem język między jej wargi, bez finezji, sprawdzając, czy się cofnie, czy mnie odepchnie, czy zastygnie, czy odpowie, czy może zniknie - to nie był delikatny pocałunek, to było sprawdzanie, nie romantyzm. Przyciągnąłem ją bliżej, zamykając dystans między nami, napierając mocniej, jakbym próbował wycisnąć z tej chwili odpowiedź, której nie potrafiłem ubrać w słowa, jakby wyjaśnienie miało być zapisane w reakcji ciała, nie we wszystkich zdaniach, jakie mogły lub nie mogły jeszcze paść. Sekundy rozciągnęły się dziwnie, czas tutaj był abstrakcyjny, oddychałem ciężej, kiedy w końcu się odsunąłem, dosłownie na kilka centymetrów, na tyle, żeby spojrzeć jej w oczy. Wypuściłem powietrze z cichym, urwanym sapnięciem, jak po zbyt szybkim biegu, palce nadal miałem zaciśnięte na jej płaszczu, czekając na jakikolwiek dalszy ciąg reakcji. Nie powiedziałem ani słowa, po prostu patrzyłem na nią, próbując wyczytać z jej twarzy wszystko, czego nie dało się ubrać w zdania.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (37615), Prudence Fenwick (23586)




Wiadomości w tym wątku
[sen, 13/10/72] north star inverted leading me astray | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 23.01.2026, 16:13
RE: [sen, 13/10/72] north star inverted leading me astray | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 24.01.2026, 00:59
RE: [sen, 13/10/72] north star inverted leading me astray | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 24.01.2026, 05:35
RE: [sen, 13/10/72] north star inverted leading me astray | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 24.01.2026, 20:27
RE: [sen, 13/10/72] north star inverted leading me astray | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 25.01.2026, 18:40
RE: [sen, 13/10/72] north star inverted leading me astray | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 25.01.2026, 23:25
RE: [sen, 13/10/72] north star inverted leading me astray | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 27.01.2026, 06:35
RE: [sen, 13/10/72] north star inverted leading me astray | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 28.01.2026, 19:47
RE: [sen, 13/10/72] north star inverted leading me astray | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 29.01.2026, 21:45
RE: [sen, 13/10/72] north star inverted leading me astray | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 30.01.2026, 19:37
RE: [sen, 13/10/72] north star inverted leading me astray | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 31.01.2026, 21:45
RE: [sen, 13/10/72] north star inverted leading me astray | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 02.02.2026, 14:03
RE: [sen, 13/10/72] north star inverted leading me astray | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 03.02.2026, 01:40
RE: [sen, 13/10/72] north star inverted leading me astray | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 05.02.2026, 12:39
RE: [sen, 13/10/72] north star inverted leading me astray | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 06.02.2026, 02:13
RE: [sen, 13/10/72] north star inverted leading me astray | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 07.02.2026, 14:34
RE: [sen, 13/10/72] north star inverted leading me astray | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 08.02.2026, 22:55
RE: [sen, 13/10/72] north star inverted leading me astray | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 11.02.2026, 22:14
RE: [sen, 13/10/72] north star inverted leading me astray | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 12.02.2026, 13:10
RE: [sen, 13/10/72] north star inverted leading me astray | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 12.02.2026, 23:48
RE: [sen, 13/10/72] north star inverted leading me astray | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 14.02.2026, 20:46
RE: [sen, 13/10/72] north star inverted leading me astray | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 17.02.2026, 13:57

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa