03.02.2026, 09:56 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.02.2026, 10:25 przez Brenna Longbottom.)
– Cóż… wuj przynajmniej próbował z tymi widmami, ale mam wrażenie, że Niewymowni bronią też informacji sami przed sobą, bo tego, co ja przekazywałam do Departamentu, dowiedział się ode mnie – westchnęła Brenna. Ewentualnie bardzo dobrze udawał, ale jakoś w to wątpiła. Jaki sens w ogóle miało istnienie tego Departamentu? Rozumiała, że niektórych informacji nie mogli po prostu przekazywać dalej, ale wydawało się, że nijak rezultatów tych swoich badań nie wykorzystywali ani nie dawali ich tym, którzy mogliby je wykorzystać. – Wiesz co? Gdybyś powiedziała to mojej mamie, nie wiem, za co ochrzaniłaby cię bardziej. Za myślenie, że nie jesteś dość ładna czy za myślenie, że wygląd to coś, czym nie powinno się w ogóle przejmować.
Jasne, ocenianie po samym wyglądzie nigdy nie było miłe, człowiek nie był tylko twarzą, a na niektóre rzeczy człowiek nie miał wpływu i nie powinny go definiować. Ale choćby to, czy trochę o siebie dbałeś, czy dobierałeś ubranie właściwie do konkretnej okazji, przesyłało już pewien komunikat. Nie wspominając o tym, że jeżeli ktoś, na kim ci zależało, zdawał się zupełnie obojętny na twój wygląd, to miało prawo boleć.
– Jak to szło? To tylko rozdział, nie cała książka? – rzuciła, puszczając Victorię, i sięgając po butelkę po raz ostatni. – Czasem uczucie to po prostu za mało. Wiem… że myślisz głównie o nim, ale skoro to cię ciągle bolało…
To lepiej i dla niej, że znikł. Mogła teraz przeboleć to, przejść żałobę i ruszyć dalej, zamiast wciąż tkwić na jakimś mugolskim rolercosterze, czy jak to się nazywało, gdzie nie miałeś pojęcia, co stanie się za chwilę. O takich rzeczach dobrze się czytało w książkach czy oglądało na ekranach kin, ale w prawdziwym życiu na dłuższą metę wieczna niepewność mogła po prostu wykończyć.
– W każdym razie, Tori… Za nowe początki – powiedziała, unosząc kubek, by upić jeszcze łyk. Palił w gardło, może sprawiał, że w głowie trochę zaszumi, ale sądziła, że zanim będą się stąd zabierać, ten stan zdąży minąć. A potem westchnęła na jej pytanie i opadła na koc, spoglądając na niebo, tam w górze już przybierające granatową barwę. – Nijak? Trochę mnie dziwi, że ludzie się radykalizują, kiedy ktoś w sumie rozwala wszystko, włącznie z prawdopodobnie zabiciem avatara bogini, i tak dalej, ale taki jest świat i tyle, a Arista Black nie zdziwiłabym się, gdyby działała na polecenie panów w śmiesznych maskach, ale nie mogę z tym nic zrobić, bo niby co? Zacznę nagonkę na Philomenę Mulciber? Że nas się czepia, a tu jej wnuki prowadzą interesy na podziemnych, gdzie są sami przestępcy, tu jeden znany głównie z dziwnych wybryków, tu Diana Mulciber i jej skandale, tu inny wnuk sobie wyjechał, tu jakaś cyganka… kurde, jak byłam we Francji, miałam wrażenie, że Cyganów to tam nie szanują, więc ciekawe, skąd oni brali tę czystą krew… Działanie, żeby kogoś zniszczyć, to nie mój styl. Teraz raczej powinnam się skupić na tym, by nie dać się zabić i pomagać ofiarom Spalonej Nocy.
Jasne, przejęła się, bo jej rodzina się przejęła. I tak, jedną z jej pierwszych, nieprzyjemnych myśli było, czy Bulstrode da sobie spokój, ale to też nie było coś, z czym mogła coś zrobić i pozostawało się cieszyć, że póki co tego nie zrobił. Nie zamierzała nagle wchodzić na Nokturn pod wielosokową postacią Blackówny, zaczynać nagonki na Mulciberową czy wychodzić za mąż za jakiegoś przypadkowego mężczyznę, kiedy jakby jej serce wyrywało się do kogoś innego.
– Pomagałam z Pandorą w Dolinie, próbuję się zorientować, gdzie najlepiej przelać pieniądze na pomoc w odbudowie domów w Londynie, rozmawiałam z Norą… wiesz, nad pracami nad jakimiś eliksirami, które mogłyby pomóc w sadach w Dolinie po tym ogniu.
Jasne, ocenianie po samym wyglądzie nigdy nie było miłe, człowiek nie był tylko twarzą, a na niektóre rzeczy człowiek nie miał wpływu i nie powinny go definiować. Ale choćby to, czy trochę o siebie dbałeś, czy dobierałeś ubranie właściwie do konkretnej okazji, przesyłało już pewien komunikat. Nie wspominając o tym, że jeżeli ktoś, na kim ci zależało, zdawał się zupełnie obojętny na twój wygląd, to miało prawo boleć.
– Jak to szło? To tylko rozdział, nie cała książka? – rzuciła, puszczając Victorię, i sięgając po butelkę po raz ostatni. – Czasem uczucie to po prostu za mało. Wiem… że myślisz głównie o nim, ale skoro to cię ciągle bolało…
To lepiej i dla niej, że znikł. Mogła teraz przeboleć to, przejść żałobę i ruszyć dalej, zamiast wciąż tkwić na jakimś mugolskim rolercosterze, czy jak to się nazywało, gdzie nie miałeś pojęcia, co stanie się za chwilę. O takich rzeczach dobrze się czytało w książkach czy oglądało na ekranach kin, ale w prawdziwym życiu na dłuższą metę wieczna niepewność mogła po prostu wykończyć.
– W każdym razie, Tori… Za nowe początki – powiedziała, unosząc kubek, by upić jeszcze łyk. Palił w gardło, może sprawiał, że w głowie trochę zaszumi, ale sądziła, że zanim będą się stąd zabierać, ten stan zdąży minąć. A potem westchnęła na jej pytanie i opadła na koc, spoglądając na niebo, tam w górze już przybierające granatową barwę. – Nijak? Trochę mnie dziwi, że ludzie się radykalizują, kiedy ktoś w sumie rozwala wszystko, włącznie z prawdopodobnie zabiciem avatara bogini, i tak dalej, ale taki jest świat i tyle, a Arista Black nie zdziwiłabym się, gdyby działała na polecenie panów w śmiesznych maskach, ale nie mogę z tym nic zrobić, bo niby co? Zacznę nagonkę na Philomenę Mulciber? Że nas się czepia, a tu jej wnuki prowadzą interesy na podziemnych, gdzie są sami przestępcy, tu jeden znany głównie z dziwnych wybryków, tu Diana Mulciber i jej skandale, tu inny wnuk sobie wyjechał, tu jakaś cyganka… kurde, jak byłam we Francji, miałam wrażenie, że Cyganów to tam nie szanują, więc ciekawe, skąd oni brali tę czystą krew… Działanie, żeby kogoś zniszczyć, to nie mój styl. Teraz raczej powinnam się skupić na tym, by nie dać się zabić i pomagać ofiarom Spalonej Nocy.
Jasne, przejęła się, bo jej rodzina się przejęła. I tak, jedną z jej pierwszych, nieprzyjemnych myśli było, czy Bulstrode da sobie spokój, ale to też nie było coś, z czym mogła coś zrobić i pozostawało się cieszyć, że póki co tego nie zrobił. Nie zamierzała nagle wchodzić na Nokturn pod wielosokową postacią Blackówny, zaczynać nagonki na Mulciberową czy wychodzić za mąż za jakiegoś przypadkowego mężczyznę, kiedy jakby jej serce wyrywało się do kogoś innego.
– Pomagałam z Pandorą w Dolinie, próbuję się zorientować, gdzie najlepiej przelać pieniądze na pomoc w odbudowie domów w Londynie, rozmawiałam z Norą… wiesz, nad pracami nad jakimiś eliksirami, które mogłyby pomóc w sadach w Dolinie po tym ogniu.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.