03.02.2026, 19:58 ✶
Przekrzywił nieco głowę, spoglądając z boku na Heather. W sumie to trochę dziwiło go to, że jego siostra nie wkomponowała do ich wspólnych ćwiczeń elementów walki bronią białą. Bądź co bądź, Brenna była równie mocno utalentowana pod tym względem, co i on. A rudowłosa brygadzistka miała całkiem niezłe warunki do tego, aby dość szybko przyswoić kilka przydatnych ruchów; była dość niska, a przy tym szalenie sprawna, a instynkt wyrobiony dzięki treningom qudditcha mógł tylko działać na jej korzyść. Może gdyby spróbowała walki szpadą, to nawet przypadłoby to jej do gustu?
— Głęboko wierze, że wszystkie te sporty mogą istnieć jeden obok drugiego — stwierdził Erik, starając się jak najdokładniej przekazać jej swój punkt widzenia. — Różdżki towarzyszą nam od dawna i spełniają swoją funkcję, temu nie mogę zaprzeczyć. Trudno jednak nie zauważyć, że obecnie są przedmiotem... codziennego użytku. Używamy ich w końcu w każdej sferze życia: przy obowiązkach domowych, w pracy, do zajmowania się ogrodem, na salach operacyjnych... To po prostu przedłużenie naszej woli? A ''mieczyki''?
Wypowiadając ostatnie słowo, mimowolnie wykonał w powietrzu charakterystyczny gest: dwa krótkie, dość ostentacyjnie ''nawiasy'' złożone z palców wskazujących i środków, które zarysowały niewidzialne apostrofy. Ugh, naprawdę chciałby, aby więcej ludzi doceniało tę zapomnianą już dość mocno sztukę pojedynkowania się. Wprowadzenie tego w Hogwarcie to zapewne marzenia ściętej głowy. Nawet biorąc pod uwagę niepokoje w kraju, pomyślał z krzywą miną. Dumbledore pewnie prędzej zorganizowałby klub pojedynków w murach szkoły, niż pozwolił uczniom biegać w te i we wte z zaklętymi szpadami czy szablami.
— One wcale nie mają konkurować z magią. Mają być po prostu czymś... eleganckim. Czymś związanym z naszymi dawnymi tradycjami. Czymś co pozwala nam połączyć się z naszą przeszłością. — To nie była tylko zabawa ostrymi nożykami. To była metafizyka. — Może nie jest to najczystszy sposób na rozwiązywanie konfliktów, ale na pewno dość finezyjny. Niektóre pojedynki przypominają wręcz taniec! Każdy krok się liczy, a przez to, że walka wymusza obie strony do bliższego kontaktu, to wszystkiego nabiera dużo bardziej personalnego wymiaru.
Wypuścił głośno powietrze przez usta, ucinając po chwili temat. Wolał się za bardzo nie zapędzić. Miłość do szermierki zaszczepiono mu jeszcze za dzieciaka, toteż trudno było mu po prostu zaakceptować, że ktoś postrzega ten sport za nieefektywny, a przez to na pewien sposób bezużyteczny. Ciekawe, jakby się poczuła, gdyby quidditch nagle straciłby na popularności, a czarodzieje zaczęliby ganiać za magicznymi krążkami na łyżwach po zamarzniętym jeziorze, pomyślał przelotnie. Ohh, to mogłaby być szalenie ciekawa dyskusja, skoro Heather była kiedyś w profesjonalnej drużynie.
— Strach pomyśleć, co będzie kiedy odblokujesz je wszystkie — odbił piłeczkę. — A na mieście mówią, że nie niby nie można być alfą i omegą. — Spojrzał prosto na Wood. — Najwidoczniej jeszcze cię nie poznali.
Paskudne? Mało powiedziane. To było jakieś kompletne szkaradztwo i wywoływało w Eriku na tyle duży niepokój, że w głowie miał tylko jedną myśl: to coś trzeba było zabić. Najlepiej ogniem. A pozostałe prochy podzielić i rozrzucić w odseparowanych od siebie miejscach, żeby ten stwór przypadkiem nie mógł wrócić do życia. Ktokolwiek wplótł w strukturę klątwy wygląd tego potwora miał wyjątkowo chorą wyobraźnię i... Och, obdarzył to coś zdecydowanie zbyt dużą bystrością umysłu.
Ta cholera ich zauważyła. Nawet więcej! Zdołała uchylić się przed magicznymi linami i ruszyła prosto na nich. Na szczęście Heather stanęła na wysokości zadania; jej pnącza wyskoczyły spod ziemi, zamykając stwora w ciasnym uścisku. To jednak nie powstrzymało kwintopeda. Walczył wyjątkowo gorączkowo, żeby oswobodzić się z tej pułapki, a Erik... Cóż, nie chciał mu na to pozwolić. Liczyło się przede wszystkim wyeliminowanie zagrożenia, a nie separacja go. Musieli jak najdłużej pozostać niezauważeni przez resztę stada, jeśli chcieli faktycznie przeprowadzić tutaj pełne śledztwo.
— Uwaga! — rzucił do dziewczyny, kreśląc różdżką dość agresywny ruch w powietrzu. Jego celem było stworzenie magicznej błyskawicy, która (w najlepszym razie) miała spopielić uwięzionego potwora, a w... każdym innym oszołomić go na tyle, aby Ruda mogło dokończyć robotę. Pytanie tylko, czy fortuna była tym razem po jego stronie?
— Głęboko wierze, że wszystkie te sporty mogą istnieć jeden obok drugiego — stwierdził Erik, starając się jak najdokładniej przekazać jej swój punkt widzenia. — Różdżki towarzyszą nam od dawna i spełniają swoją funkcję, temu nie mogę zaprzeczyć. Trudno jednak nie zauważyć, że obecnie są przedmiotem... codziennego użytku. Używamy ich w końcu w każdej sferze życia: przy obowiązkach domowych, w pracy, do zajmowania się ogrodem, na salach operacyjnych... To po prostu przedłużenie naszej woli? A ''mieczyki''?
Wypowiadając ostatnie słowo, mimowolnie wykonał w powietrzu charakterystyczny gest: dwa krótkie, dość ostentacyjnie ''nawiasy'' złożone z palców wskazujących i środków, które zarysowały niewidzialne apostrofy. Ugh, naprawdę chciałby, aby więcej ludzi doceniało tę zapomnianą już dość mocno sztukę pojedynkowania się. Wprowadzenie tego w Hogwarcie to zapewne marzenia ściętej głowy. Nawet biorąc pod uwagę niepokoje w kraju, pomyślał z krzywą miną. Dumbledore pewnie prędzej zorganizowałby klub pojedynków w murach szkoły, niż pozwolił uczniom biegać w te i we wte z zaklętymi szpadami czy szablami.
— One wcale nie mają konkurować z magią. Mają być po prostu czymś... eleganckim. Czymś związanym z naszymi dawnymi tradycjami. Czymś co pozwala nam połączyć się z naszą przeszłością. — To nie była tylko zabawa ostrymi nożykami. To była metafizyka. — Może nie jest to najczystszy sposób na rozwiązywanie konfliktów, ale na pewno dość finezyjny. Niektóre pojedynki przypominają wręcz taniec! Każdy krok się liczy, a przez to, że walka wymusza obie strony do bliższego kontaktu, to wszystkiego nabiera dużo bardziej personalnego wymiaru.
Wypuścił głośno powietrze przez usta, ucinając po chwili temat. Wolał się za bardzo nie zapędzić. Miłość do szermierki zaszczepiono mu jeszcze za dzieciaka, toteż trudno było mu po prostu zaakceptować, że ktoś postrzega ten sport za nieefektywny, a przez to na pewien sposób bezużyteczny. Ciekawe, jakby się poczuła, gdyby quidditch nagle straciłby na popularności, a czarodzieje zaczęliby ganiać za magicznymi krążkami na łyżwach po zamarzniętym jeziorze, pomyślał przelotnie. Ohh, to mogłaby być szalenie ciekawa dyskusja, skoro Heather była kiedyś w profesjonalnej drużynie.
— Strach pomyśleć, co będzie kiedy odblokujesz je wszystkie — odbił piłeczkę. — A na mieście mówią, że nie niby nie można być alfą i omegą. — Spojrzał prosto na Wood. — Najwidoczniej jeszcze cię nie poznali.
Paskudne? Mało powiedziane. To było jakieś kompletne szkaradztwo i wywoływało w Eriku na tyle duży niepokój, że w głowie miał tylko jedną myśl: to coś trzeba było zabić. Najlepiej ogniem. A pozostałe prochy podzielić i rozrzucić w odseparowanych od siebie miejscach, żeby ten stwór przypadkiem nie mógł wrócić do życia. Ktokolwiek wplótł w strukturę klątwy wygląd tego potwora miał wyjątkowo chorą wyobraźnię i... Och, obdarzył to coś zdecydowanie zbyt dużą bystrością umysłu.
Ta cholera ich zauważyła. Nawet więcej! Zdołała uchylić się przed magicznymi linami i ruszyła prosto na nich. Na szczęście Heather stanęła na wysokości zadania; jej pnącza wyskoczyły spod ziemi, zamykając stwora w ciasnym uścisku. To jednak nie powstrzymało kwintopeda. Walczył wyjątkowo gorączkowo, żeby oswobodzić się z tej pułapki, a Erik... Cóż, nie chciał mu na to pozwolić. Liczyło się przede wszystkim wyeliminowanie zagrożenia, a nie separacja go. Musieli jak najdłużej pozostać niezauważeni przez resztę stada, jeśli chcieli faktycznie przeprowadzić tutaj pełne śledztwo.
— Uwaga! — rzucił do dziewczyny, kreśląc różdżką dość agresywny ruch w powietrzu. Jego celem było stworzenie magicznej błyskawicy, która (w najlepszym razie) miała spopielić uwięzionego potwora, a w... każdym innym oszołomić go na tyle, aby Ruda mogło dokończyć robotę. Pytanie tylko, czy fortuna była tym razem po jego stronie?
(Kształtowanie) Magiczna błyskawica w kwintopeda x1
Rzut PO 1d100 - 90
Sukces!
Sukces!
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞