03.02.2026, 22:28 ✶
– Hm… dobrze ją poznałaś? – spytała Brenna, tak do końca nieprzekonana. Czy matka Sauriela naprawdę była w porządku, gdy wydawało się, że nie nauczono go przyjmowania uczuć? I że w tej rodzinie zrobiono mu ogromną krzywdę? Czy może też była ofiarą, która nie znalazła w sobie siły, by coś z tym zrobić? Ale tego nieprzekonania nie chciała wygłaszać na głos: zwłaszcza że to tak naprawdę w tej chwili nie miało już znaczenia. Rookwood odszedł. Może, bo chciał wolności. Może, bo nie chciał pomocy. Może, bo nie chciał pociągnąć Victorii za sobą.
– Wiem, że mi tego nie zarzucasz, spokojnie. Po prostu jak wspomniałaś o wykorzystaniu tego, to… pomyślałam, że bardzo nie chciałabym, żeby to w ogóle wyglądało jak jakaś transakcja – uspokoiła ją Brenna. Nawet nie przyszło jej do głowy, że Victoria mogła uznać, że faktycznie Brenna tak to traktowała. – Och. Nie tak źle, nie najlepiej. Może powinnaś po prostu wziąć kolejną żabę? Wypadła mi całkiem niezła karta, patrz – powiedziała, podsuwając jej wizerunek Nicholasa Flamela. Ta akurat była w części kolekcji, która spłonęła, więc Brenna całkiem się ucieszyła, że ją wylosowała. Zaraz jednak wetknęła tę do kieszeni i postanowiła zaryzykować z jeszcze jedną fasolką. – O, szczęście mi sprzyja. Cytrynowa. To w ogóle niesamowite, że cytryny same w sobie są takie niedobre, ale ciasta i słodycze cytrynowe są takie pyszne… – oświadczyła. A jeśli szło o fasolkę cytrynową, to była królową cytrynowych słodyczy.
– W porządku. W takim razie się spotykamy. Lubię go – powtórzyła grzecznie, usuwając to „chyba”. – Tam nie przyszedł ze mną, ja nawet go nie zapraszałam… zaproszenie wysłał mu mój brat. – Uśmiechnęła się mimowolnie na samo wspomnienie, bo teraz wydawało się jej to zabawne, a poza tym Erik był z jednej strony uroczy, że tak się o nią troszczył, z drugiej… z drugiej ich późniejsza rozmowa była trochę zabawna, trochę słodka, a trochę smutna. I Brenna nie mogła powstrzymać westchnienia, bo tak jak Victoria chciała, by ona była szczęśliwa… tak Brenna bardzo chciałaby, żeby szczęśliwy był jej brat. I nie miała pojęcia, co mogła zrobić, aby mu w tym pomóc. Gdyby wiedziała, że to na pewno mu pomoże, to… może nie zatłukłaby osobiście Aristę Black, ale byłaby pewnie w stanie ją porwać i wywieść gdzieś do Afryki. – I tańczyłam tam i z nim.
Wtedy też nie podejrzewałaby o jakieś niecne chęci Victorii, bo ta i Sauriel kręcili się obok siebie, a ona po prostu nie była kimś, kto w oczach Brenny mógłby grać na dwa fronty. W kwestii Atreusa za to… wtedy to chyba oboje byli akurat w takim miejscu, że nie byli pewni, co chcą zrobić.
– Czyyyli przypadkowe pojedyncze spotkanie? – spytała. Nie znała Christophera jakoś dobrze, raczej w takim stopniu, w jakim ot wpadało się na ludzi w podobnym wieku. Miała parę strojów od Rosierów, więc o nim słyszała, choć zaopatrywała się raczej w kolekcji jego kuzynki. – Tak, Stanley pokazał mi parę swoich wyklejanek – przyznała i miała ochotę napić się jeszcze więcej whiskey, więc przez moment siedziała tak z uniesioną w jednej ręce butelką, a drugiej termosem z herbatą, jakby nie mogąc zdecydować, z którego z nich sobie nalać. Borginowi na myśl o niej chciało się palić, a jej teraz na myśl o nim i gratulacjach ślubnych: chlać.
– Raczej nie, chociaż mam wrażenie, że tego zawieszenia żądał on, ale mogłam to źle rozumieć. Nie chciałam męczyć Erika, i tak się tym przejął. Wiesz, zawsze był bardzo oddany tej pracy, ale teraz… chyba go trochę to męczy. On po prostu… bardzo wierzył w uczciwość ludzi, tak myślę – powiedziała, niemal miękko, choć ton zaraz się zmienił. – A co do mnie, czasem po prostu zastanawiam się, czy w tej chwili nie będę mogła bardziej pomóc ludziom poza Ministerstwem. Jakby pensji nie potrzebuję, i tak ledwo co zarobki z ładnych kilku tygodni wrzuciłam na zbiórkę Selwynów.
– Wiem, że mi tego nie zarzucasz, spokojnie. Po prostu jak wspomniałaś o wykorzystaniu tego, to… pomyślałam, że bardzo nie chciałabym, żeby to w ogóle wyglądało jak jakaś transakcja – uspokoiła ją Brenna. Nawet nie przyszło jej do głowy, że Victoria mogła uznać, że faktycznie Brenna tak to traktowała. – Och. Nie tak źle, nie najlepiej. Może powinnaś po prostu wziąć kolejną żabę? Wypadła mi całkiem niezła karta, patrz – powiedziała, podsuwając jej wizerunek Nicholasa Flamela. Ta akurat była w części kolekcji, która spłonęła, więc Brenna całkiem się ucieszyła, że ją wylosowała. Zaraz jednak wetknęła tę do kieszeni i postanowiła zaryzykować z jeszcze jedną fasolką. – O, szczęście mi sprzyja. Cytrynowa. To w ogóle niesamowite, że cytryny same w sobie są takie niedobre, ale ciasta i słodycze cytrynowe są takie pyszne… – oświadczyła. A jeśli szło o fasolkę cytrynową, to była królową cytrynowych słodyczy.
– W porządku. W takim razie się spotykamy. Lubię go – powtórzyła grzecznie, usuwając to „chyba”. – Tam nie przyszedł ze mną, ja nawet go nie zapraszałam… zaproszenie wysłał mu mój brat. – Uśmiechnęła się mimowolnie na samo wspomnienie, bo teraz wydawało się jej to zabawne, a poza tym Erik był z jednej strony uroczy, że tak się o nią troszczył, z drugiej… z drugiej ich późniejsza rozmowa była trochę zabawna, trochę słodka, a trochę smutna. I Brenna nie mogła powstrzymać westchnienia, bo tak jak Victoria chciała, by ona była szczęśliwa… tak Brenna bardzo chciałaby, żeby szczęśliwy był jej brat. I nie miała pojęcia, co mogła zrobić, aby mu w tym pomóc. Gdyby wiedziała, że to na pewno mu pomoże, to… może nie zatłukłaby osobiście Aristę Black, ale byłaby pewnie w stanie ją porwać i wywieść gdzieś do Afryki. – I tańczyłam tam i z nim.
Wtedy też nie podejrzewałaby o jakieś niecne chęci Victorii, bo ta i Sauriel kręcili się obok siebie, a ona po prostu nie była kimś, kto w oczach Brenny mógłby grać na dwa fronty. W kwestii Atreusa za to… wtedy to chyba oboje byli akurat w takim miejscu, że nie byli pewni, co chcą zrobić.
– Czyyyli przypadkowe pojedyncze spotkanie? – spytała. Nie znała Christophera jakoś dobrze, raczej w takim stopniu, w jakim ot wpadało się na ludzi w podobnym wieku. Miała parę strojów od Rosierów, więc o nim słyszała, choć zaopatrywała się raczej w kolekcji jego kuzynki. – Tak, Stanley pokazał mi parę swoich wyklejanek – przyznała i miała ochotę napić się jeszcze więcej whiskey, więc przez moment siedziała tak z uniesioną w jednej ręce butelką, a drugiej termosem z herbatą, jakby nie mogąc zdecydować, z którego z nich sobie nalać. Borginowi na myśl o niej chciało się palić, a jej teraz na myśl o nim i gratulacjach ślubnych: chlać.
– Raczej nie, chociaż mam wrażenie, że tego zawieszenia żądał on, ale mogłam to źle rozumieć. Nie chciałam męczyć Erika, i tak się tym przejął. Wiesz, zawsze był bardzo oddany tej pracy, ale teraz… chyba go trochę to męczy. On po prostu… bardzo wierzył w uczciwość ludzi, tak myślę – powiedziała, niemal miękko, choć ton zaraz się zmienił. – A co do mnie, czasem po prostu zastanawiam się, czy w tej chwili nie będę mogła bardziej pomóc ludziom poza Ministerstwem. Jakby pensji nie potrzebuję, i tak ledwo co zarobki z ładnych kilku tygodni wrzuciłam na zbiórkę Selwynów.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.