04.02.2026, 15:16 ✶
Brenna była rozgadana, ale też w pewnych sprawach zaskakująco skryta – coś, czego pewnie nie spodziewało się po niej, kiedy mówiła, mówiła i mówiła, także o rzeczach, do których większość ludzi się nie przyznawała, w rodzaju „a potem omal nie zmiótł mnie zbyt nisko lecący latający dywan”. Tu zaś zwyczajnie ciężko było wcześniej wiele powiedzieć, skoro najpierw był to rytuał, a potem próba znalezienia się w sytuacji. Po prawdzie o Atreusie nie rozmawiała zwyczajnie z nikim, a jedyną osobą, która cokolwiek wiedziała, był Mav i to tylko dlatego, że wpadli na siebie na Nokturnie... No i Erik knuł z powodu tych kamieni, ale tak naprawdę nie opowiadała o niczym i jemu, a jego lekkie szturchnięcia po prawdzie w żadnym razie nie równały się zmuszaniu do brania ślubów z kimś, kogo się nienawidziło.
Widziała, że Roookwood przejechał po pewności siebie Victorii, ale tak naprawdę w pełni dotarło to do niej teraz... I chyba ciągle nie wpadłaby na to, że mogło to obejmować też szukanie czegoś takiego u przyjaciół.
- Nie zapeszaj - rzuciła do Victorii, unosząc kubek z herbatą, takim gestem wyrażającym nieme pytanie, czy też chce. – W sumie to nawet nie wiem, czy tak to można liczyć, bo jakby w międzyczasie wydawało mi się, że przestaliśmy rozmawiać, a potem jeszcze… wiesz. Spalona.
Spalona Noc i atmosfera po niej nie sprzyjała spotykaniu się z kimkolwiek i jakimkolwiek zwierzeniom. A on stracił wtedy siostrę. I to dokładało wtedy kolejne cegiełki do ogólnej konstrukcji „to skomplikowane”. Biorąc pod uwagę wszystko, co się działo, nie widzieli się prawie trzy tygodnie, nie licząc tego momentu, w którym kamienica zwalała się im na głowy i gdy dawała mu potem książki w szpitalu.
– Mam w każdym razie nadzieję, że jeśli chodzi o ciebie, to mamy do czynienia z klasycznym „do trzech razy sztuka”. Jedna z zasad, tak sobie myślę, powinna brzmieć, że zaczyna się od pytania o matkę i spędzania wolnego czasu…
Żeby nie trafić na kolejnego Rosiera maminsynka albo kogoś, kogo styl życia był chyba dość… skrajny.
– Czy matka tego Rosiera jest przynajmniej tak względnie normalna? Kojarzysz ją? – upewniła się jeszcze, po czym upiła ostrożnie kilka łyków ciepłej herbaty. – Wiesz, Vika, wiadomości do mnie raczej nie są tymi, które wysyła się dla żartu znajomym. I trudno, żeby nie rzucało się na mózg, kiedy jesteś poszukiwany. Zresztą… szkoda o nim gadać, psuje mi to nastrój – powiedziała, a jej ton zmienił się teraz i przez chwilę był wręcz wyzuty z emocji.
Cruciatus.
List, pozostawiony na zgliszczach.
Wiadomości, wysyłane raz za razem.
Głowa na biurku Harper…
Nie miałem wyboru…
Odetchnęła. Nie chciała dziś rozmawiać o Stanleyu Borginie.
– Ożywiałaś jakieś jaszczurki? – spytała w końcu: to było chyba ostatnie z nurtujących ją pytań, które chciała dziś zadać.
Widziała, że Roookwood przejechał po pewności siebie Victorii, ale tak naprawdę w pełni dotarło to do niej teraz... I chyba ciągle nie wpadłaby na to, że mogło to obejmować też szukanie czegoś takiego u przyjaciół.
- Nie zapeszaj - rzuciła do Victorii, unosząc kubek z herbatą, takim gestem wyrażającym nieme pytanie, czy też chce. – W sumie to nawet nie wiem, czy tak to można liczyć, bo jakby w międzyczasie wydawało mi się, że przestaliśmy rozmawiać, a potem jeszcze… wiesz. Spalona.
Spalona Noc i atmosfera po niej nie sprzyjała spotykaniu się z kimkolwiek i jakimkolwiek zwierzeniom. A on stracił wtedy siostrę. I to dokładało wtedy kolejne cegiełki do ogólnej konstrukcji „to skomplikowane”. Biorąc pod uwagę wszystko, co się działo, nie widzieli się prawie trzy tygodnie, nie licząc tego momentu, w którym kamienica zwalała się im na głowy i gdy dawała mu potem książki w szpitalu.
– Mam w każdym razie nadzieję, że jeśli chodzi o ciebie, to mamy do czynienia z klasycznym „do trzech razy sztuka”. Jedna z zasad, tak sobie myślę, powinna brzmieć, że zaczyna się od pytania o matkę i spędzania wolnego czasu…
Żeby nie trafić na kolejnego Rosiera maminsynka albo kogoś, kogo styl życia był chyba dość… skrajny.
– Czy matka tego Rosiera jest przynajmniej tak względnie normalna? Kojarzysz ją? – upewniła się jeszcze, po czym upiła ostrożnie kilka łyków ciepłej herbaty. – Wiesz, Vika, wiadomości do mnie raczej nie są tymi, które wysyła się dla żartu znajomym. I trudno, żeby nie rzucało się na mózg, kiedy jesteś poszukiwany. Zresztą… szkoda o nim gadać, psuje mi to nastrój – powiedziała, a jej ton zmienił się teraz i przez chwilę był wręcz wyzuty z emocji.
Cruciatus.
List, pozostawiony na zgliszczach.
Wiadomości, wysyłane raz za razem.
Głowa na biurku Harper…
Nie miałem wyboru…
Odetchnęła. Nie chciała dziś rozmawiać o Stanleyu Borginie.
– Ożywiałaś jakieś jaszczurki? – spytała w końcu: to było chyba ostatnie z nurtujących ją pytań, które chciała dziś zadać.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.