• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
1 2 3 4 Dalej »
[14.09.1972] Get in the water

[14.09.1972] Get in the water
Dancing queen
The sun became mellow
the moon started to burn
Why is the sky melting away?
wiek
31
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
wytwórca świec, wina i kadzidełek
Jahnavi ma nieco ponad 170 cm wzrostu. Swoją ciemniejszą karnację odziedziczyła po obojgu rodziców - widać po niej, że pochodzi spoza Wysp Brytyjskich. Włosy ma długie, ciemnobrązowe; oczy z kolei bardzo jasne, w zielonkawo-niebieskim odcieniu. Podobne trochę do wody w płytkim stawie, której dopiero co pojawił się zakwit. Jej ubrania są stare i podniszczone, ale zawsze czyste - ubiera się głównie w proste indyjskie sari. Nigdy nie zakłada butów na obcasie, ba, w cieplejsze dni można ją spotkać spacerującą w ogóle bez obuwia. Na rękach i stopach nosi wiele, metalowych, pozbawionych większej wartości bransoletek.

Jahnavi Pandit
#2
04.02.2026, 20:19  ✶  
Pośród mieszkańców Little Hangleton nierzadko mówiło się o pani tutejszego jeziora. Szeptali czasem podstarzali mugole wzbraniając swym wnuczętom kierować się w stronę lasu wisielców i głębokiego zbiornika wodnego na jego skraju. Ktoś odważniejszy podszedł wystarczająco blisko, by dostrzec cień wyłaniający się z wody i towarzyszącej mu bestii o błyszczących w mroku ślepiach. Magiczna część mieszkańców raczej stroniła od zapuszczania się w pełne gęstwin i podmokłych bagien okolice, przekonana, że cała ta topielica to po prostu jakaś tutejsza odmiana trytona.
Ot miejska legenda opowiadana od czasu do czasu, co by uchronić niegrzeczne dzieci przed moczarami.

Las szumiał wisielczą kołysankę, poruszając gałęźmi starych drzew - tych, które pamiętały czasy przed nimi i zapamiętają czasy po nich; tych które znały stare opowieści i opowiadały te nowe. Gałęzie gięły się nad srebrną taflą jeziora, wiatr poruszał jesiennymi liśćmi, a na dnie… dziewczyna śniła swój sen. Zawsze na samym dnie, otulona podwodną roślinnością jak kocem chroniącym przed zimnem i złem.

Wejdź do wody.
Szeptały strzygi, najbliższe jej sercu przyjaciółki.
W śnie ojciec wciąż jeszcze żył. Ujmowała go za dłonie, próbując wprowadzić do chłodnego jeziora. Po śmierci matki nienawidził wody. Bał się jej. Bał się, że woda odbierze mu i córkę, tak jak odebrała żonę. A jednak, gdy stali nad brzegiem przynależącego do nich stawu, pozwalał córce sprowadzić się na samo dno. Robił to by usłyszeć jej głos. Bo przecież nie było na świecie głosu tak podobnego do tego, który miała Tarini.
W śnie Jahnavi wciąż jeszcze miała rodzinę. Wciąż jeszcze dryfowała po nieskończonych wodach Oceanu Indyjskiego, nurkowała w jego zimnych falach, w których odbijały się tysiące gwiazd.
Samotność otulała ją jak całun pogrzebowy. Nawet sari miała dziś białe, jak zawsze gdy schodziła na dno. Tak na wszelki wypadek. Tak tylko gdyby przyszło jej umrzeć.
Chciała zostać tak bardzo w swoich snach. Z matką. Z ojcem. Zostać na dnie, gdzie ogień nie docierał.
Tak wielu umarło w pożarach tamtej nocy. Tak wielu płonęło. Wciąż nadal płonęły ich dłonie i twarze. Ich dusze. Te zbłąkane, uciekające przed dymem i popiołem. Momentami myślała, że i ona umarła. Bo przecież świat się zatrzymał. Jak mógłby się nie zatrzymać, gdy tyle cierpienia spadło na ludzi? 
Ale przecież wciąż tu jeszcze było. Nie umarła tamtego dnia, gdy znalazła widzącego w lesie ojca. Nie umarła i dzisiaj. Po prostu śniła.

W końcu i snu przyszedł koniec.
Obudził ją ruch wody, zbyt gwałtowny by być częścią niezachwianego ekosystemu. Nieraz zdarzało się przecież, że mała rybka wiła się między jej rozpuszczonymi włosami, szukając schronienia przed drapieżnikiem; wodne węże okręcały się wokół jej wątłych nadgarstków zaintrygowane obecnością kogoś kto żywot powinien wszak spędzać na lądzie. Uchyliła ciężkie powieki, gdy świadomość powoli powracała do ciała. Woda na dnie była głębsza, zimniejsza. Poruszyła skostniałymi dłońmi. Każdy kolejny ruch był trudniejszy, gdy jezioro trzymało ją w swoich objęciach. Zostań ze mną. Szeptała toń, a ona chciała zostać. Widma rodziców rozmyły się przed jej oczami.
Materiał jej sari poruszał się wraz z naturalnym rytmem wody, przypominając półprzezroczystą zasłonę. Ze swojego wodnego królestwa obserwowała w milczeniu wstępującego do wody mężczyznę.

Wejdź do wody. Szeptały demony w umyśle Alexandra. Wejdź do wody. Szeptało to jedno jedyne pragnienie Jahnavi. Wejdź do wody i pozwól by cierpienie odeszło. Nastawała ciemność i cisza. Woda niosła pamięć po udręczonych duszach.
Prześlizgnęła się po kamiennym dnie, by wyjść mu na spotkanie.
Ludzie przychodzili tu czasem umrzeć. Dla złaknionych tego co po drugiej stronie, nie miało znaczenia czy umierali w toni stawu czy na drzewach pobliskiego lasu. Przychodzili jako pozbawione nadziei ciała, odchodzili jako zerwane z uwięzi dusze. Czasem ich grzebała w zagajniku. Czasem pozwalała im ciałom rozłożyć się na dnie by stały się pokarmem dla tych zwierząt, które nadal żyły.
Kobiety, mężczyźni, dzieci.
Zawsze wychodziła im na spotkanie. Gdy było za późno całowała ich zsiniałe usta, by umierali z wiedzą, że ktoś był przy nich aż do końca. Najtrudniejsze były pożegnania z dziećmi. Zwłaszcza tymi, których nikt nigdy nie szukał. Jezioro przygarniało uciekające kobiety, by w jego toni odnajdywały upragnioną wolność.

Podpłynęła bliżej, ujmując topielca za przedramiona, co by nie opadł niżej. Jeśli dotknie dna ujmą go splątane wywłóczniki i przęski. Jego stopy opadną w muł. Już nie wypłynie.
Przypominał jej pierwszego mężczyznę, którego tu spotkała. Lata temu. On również wtedy wszedł do wody. Nie chcę, żeby wchodził do wody, abba. Szeptała rozżalona ojcu, obserwując jak mężczyzna szarpie się i wyrywa wodzie. Jak próbuje wypłynąć, złapać odrobinę powietrza. A potem jego płuca napełniły się wodą i umarł.
Nie nam decydować o życiu i śmierci Jahnavi. Odpowiedział wówczas czarodziej. Gdyby zauważyła, że wpatruje się w wodę z zazdrością, może rzeczy wyglądałyby dziś inaczej, a ojciec wciąż by żył.
Nie chciała, żeby jezioro pochłonęło kolejną ofiarę.
Była tuż przy czarodzieju, trzymając go w bezpiecznych objęciach. Czy gdyby otworzył oczy, pomyliłby ją ze śmiercią? Z Boginią Matką?
- Dlaczego się nienawidzisz? Dlaczego nienawidzisz tego z czego zostałeś stworzony?- Zapytała cicho. Nie mógł jej odpowiedzieć. Czuła w dłoniach jak słabnie. Ale może wciąż ją jeszcze słyszał. Głos czarownicy był słodki, melodyjny. Przypominał głos syren ze starych baśni i podań. Ale przecież nie była syreną, choć jej rozpuszczone ciemne włosy otulały twarz ich obojga, a materiał sari mienił się jak najpiękniejszy ogon.
- Jesteś tu już długi czas… Powinieneś się obudzić nim zapomnisz jak to się robi.- Oparła dłoń o jego blady policzek. Drżał. Wciąż jeszcze żył. Ale już niedługo. Zbliżała się chwila, gdy biała zasłona otuli jego udręczone ciało, a on sam znajdzie się po drugiej stronie.
Jej kciuk musnął jego dolną wargę. Wciąż jeszcze mieli moment. Wciąż jeszcze mogła go oddać w ofierze. Bąbelki powietrza uciekały spomiędzy ust mężczyzny; serce biło w jego piersi wolno, głucho - słyszała je. Woda niosła dźwięki życia, by móc je zgnieść.
Zawahała się tylko przez moment. Wspomnienie słów ojca, słów o granicach, których nie wolno jej przekroczyć. Pozwoliła im odpłynąć.
Objęła twarz topielca obiema dłońmi, wpijając paznokcie w skórę. Mocno. Zmusiła ciało do posłuszeństwa, do rozchylenia warg. Nim jednak woda zdążyła wypełnić jego gardło i płuca, docisnęła swoje usta do jego ust. Pocałunek nie był czuły. Nie było to zbliżenie stęsknionych za sobą kochanków. Był konieczny. Był głęboki. Oddała mu resztkę oddechu, który ją samą trzymał w jeziorze.
Poczuła jak klatka piersiowa reaguje, jak ciało przypomina sobie czym jest życie. Odsunęła się. Uniósł się w jej ramionach odrobinę, jakby sam nurt sprzeciwiał się śmierci. 

Pociągnęła go ze sobą ku górze, gdzie na brzegu czekał już Kapitan Nemo. Pies ujadał wskakując to wyskakując z jeziora, a gdy jego pani pojawiła się w zasięgu jego wzroku, natychmiast doń doskoczył. Jahnavi rozpaczliwie chwyciła za skórzaną obrożę, pozwalając się wyciągnąć z wody.
Wciąż trzymała Alexandra wolną ręką, ciągnąc go za sobą tak długo aż oboje nie znaleźli się na mokrym piasku. Obudź się. Obudź się. W milczeniu odgarnęła splątane loki z jego twarzy. Gdy się wciąż nie ruszał, wtuliła twarz w miękkie futro Kapitana Nemo.
Po raz kolejny było zbyt późno.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alexander Mulciber (4011), Jahnavi Pandit (3243)




Wiadomości w tym wątku
[14.09.1972] Get in the water - przez Alexander Mulciber - 16.01.2026, 14:26
RE: [14.09.1972] Get in the water - przez Jahnavi Pandit - 04.02.2026, 20:19
RE: [14.09.1972] Get in the water - przez Alexander Mulciber - 18.03.2026, 22:54
RE: [14.09.1972] Get in the water - przez Jahnavi Pandit - 19.03.2026, 09:22
RE: [14.09.1972] Get in the water - przez Alexander Mulciber - 05.04.2026, 10:43
RE: [14.09.1972] Get in the water - przez Jahnavi Pandit - 06.04.2026, 16:43
RE: [14.09.1972] Get in the water - przez Alexander Mulciber - 12.04.2026, 09:03

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa