Dobrze było wiedzieć, że Brenny nie opuszczał dobry humor, a nawet jeżeli pozwalała sobie na chwilę zwątpienia - dobrze to ukrywała za uśmiechem, który potrafiła przywdziać jak prawdziwą maskę. Prawie jak ta, którą wielbili Śmierciożercy - "wielcy fani" teatru u przebieranek.
Ze zbytnim zastanawianiem się miała rację - mleko już się rozlało i nie było nad czym płakać. Kolejne słowa czy dyskusje odnośnie tego tematu nie wniosły by niczego nowego. Musieli działać, pokazać że ich duch nie został zlamany, a tak przecież było, prawda? Przynajmniej Hjalmar próbował się nie załamywać, chociaż Brennie też to wychodziło całkiem dobrze.
- Oczywiście, że tak. Zawsze i wszędzie - odparł zgodnie z prawdą. Nordgersim zawsze był skłonny do pomocy Longbottom, która sama mu zresztą pomogła. Gdyby nie ona to kto wie co by się stało? Może przyszliby smutni panowie z Ministerstwa, de facto jej koledzy, aby go aresztować za brak zgłoszenia swojej przypadłości? A teraz mogli swobodnie rozmawiać, bo Islandczyk był zarejestrowanym wilkołakiem, więc chociaż częściowo mógł się czuć "częścią" społeczeństwa.
- Pieniądze to nie wszystko. Mógłbym po prostu pójść i rzucić okiem do pani Marple. Może coś pomogę, zaradzę - dodał - Albo chociaż coś poprzenoszę, uprzątnę - bo nie wypadało aby kobieta się miała sama męczyć. Zwłaszcza, że Hjalmar był w sile wieku i krzepy miał co nie miara.
Dalszy opis spowodował, że na jego twarzy zagościło zdziwienie. Kształt dłoni? Pnący się po ścianach? Ciekawa to była przypadłość, której w życiu nie widział na własne oczy. Obawiał się więc tego, że nie będzie w stanie jakkolwiek pomóc, chociaż rzucić okiem mógł zawsze - najwyżej powie, że nie ma zielonego pojęcia i strasznie mu przykro z tego powodu.
- Klątwy? - tym również się zaciekawił, bo nie bardzo znał szczegóły. Prawdę mówiąc to wiele rzeczy, które mówiła Brenna, zaskakiwało Hjalmara. Nordgersim myślał, że to był "tylko atak" na płaszczyźnie uszkodzeń domostw i śmierci ludzi, a nie jakichś pułapkach, klątwach i Merlin jeden wie czego jeszcze. Czy to już naprawdę była wojna totalna?
Uśmiech ponownie zagościł na jego twarz kiedy wspomniała o Pandorze, wszak każda wzmianka o Prewettównie poprawiała mu humor. Tak już na niego działała.
- Pamiętam. To było z tym dziwnym zachowaniem o którym wspominałem. Dziwne to było towarzystwo, więc wolałem się wtedy upewnić. Mam nadzieję, że to nie było nic poważnego? A co ważniejsze, że nikomu nic się nie stało? - wolał się upewnić - Myślisz, że Aegishjalmur jest powiązane z "nową" runą? - zapytał, rzucając okiem w kierunku jej notatnika. Nie robił tego nachalnie, a raczej czekał aż otworzy na konkretnej stronie i podzieli się informacjami z jego osobą. W końcu mogła mieć tam jakieś prywatne notatki, a Nordgersim nie był jakimś natrętem, który miałby jej wysyłać jakieś dziwne wyklejanki na podstawie jej przeszłości czy teraźniejszości. W końcu kto by coś takiego robił?