05.02.2026, 09:55 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.02.2026, 10:38 przez Brenna Longbottom.)
– To w takim razie myślę, że nasze mamy jednak nie są aż tak podobne. Jak znasz go od lat, to jak nic kiedyś powinno się to zdarzyć.
Trochę się jej to nie trzymało kupy, bo nawet jeśli nie chcieli, by informacja o tym, za co poszukiwano Stanleya dotarła do śmierciożerców i ktoś zakładał, że aurorzy mogliby ją wynieść... to jakby Borgin chyba wiedział, w jakiej sprawie go przesłuchiwano. Jasne, Harper mogła nie chcieć podać szczegółów, ale chyba nie ukryła tej głowy...? A jeśli to zrobiła, wciąż mogła wprost powiedzieć, że podejrzewa współpracę ze śmierciożercami. Brenna przez chwilę siedziała z wzrokiem spuszczonym na kubek, poruszając nim tak, że wprawiła w ruch resztkę herbaty na dnie, jakby szukała tam odpowiedzi na wszystkie pytania, zanim znów westchnęła.
– Myślałam, że przynajmniej wy wiecie więcej? Efekty tego całego widowiska i tak dalej na przykład do nas w ogóle nie dotarły, ale sądziłam, że… no aurorzy wiedzą. - A chyba przesłuchiwano obsługę, dziewczynę, która z nim znikła? Brenna nie wiedziała niczego o efektach, ale przyjmowała, że aurorzy jednak dostali informacje. O zabójstwie i dostarczeniu głowy dostała informację nieoficjalnie, ale o ile mogła zrozumieć, że to jeszcze Harper kryje… to czemu podejrzenie współpracy? – Składając plotki i niektóre rzeczy, w tym szukanie go w sprawie Beltane i jego nagłe zniknięcie, moim zdaniem Stanley biegał podczas majowego święta w mało gustownej masce – skwitowała. – Może nawet on rzucał we mnie ogniowe zaklęcia? Albo zabił Derwina? Niby mogę się mylić, ale Borginowie to…
Zawahała się, a potem pokręciła głową z westchnieniem. Nie chciała kręcić i udawać, że nie uważa Stanleya za śmierciożercę, chociaż może i powinna. Victoria ostatecznie była kimś, kto skupiał się na swoich bliskich i pracy. A czy wśród tych bliskich nie było kogoś, kto ochronił Maida Vale przed popiołem i ogniem…? Czy ocalenie ogrodu stanowiło przypadek? Do kogo mogłoby dotrzeć nieostrożnie rzucone słowo? Ale ostatecznie nie mówiła jej o głowie, a jedynie o własnych podejrzeniach.
– Kiedyś, dawno temu, z jednym się przyjaźniłam. Można spokojnie założyć, że poróżniły nas rodzinne poglądy. A Stanley raczej nie napisał do mnie z sympatii – powiedziała w końcu i sięgnęła po butelkę po jeszcze jeden łyk, wzięty trochę na smutno, trochę w jakiejś zaciętości. Naprawdę nie był to temat, który chciała tu omawiać, kolejny na liście trudnych tematów, po tym o Saurielu i jego zniknięciu.
– Może warto? Nie pozwalają jej wychodzić na zewnątrz ani na kontakty z nikim… i zastanawiam się, czy boją się, czy rzuci się na kogoś udusić, czy tkwi w tym coś więcej, skoro… wiesz, tak bronią informacji o właściwie wszystkim – mruknęła. Zimni najwyraźniej nie musieli się martwić, że ta energia nagle się wyczerpie i padną martwi, ale to nie oznaczało, że wiedzieli, co zrobić dalej. Próbować to odwrócić w Samhain, oddając energię? Czy to im nie zaszkodzi? Zachować ją? Jeśli tak, jakie będą konsekwencje?
Brenna westchnęła w końcu i wstała.
– Skoro już tu jesteśmy, chcesz się przejść? – rzuciła, wsuwając dłonie do kieszeni. Rzeczy zostawiała póki co bez wahania, bo wątpiła, by ktoś zdołał je stąd ukraść, a szkoda była już wracać.
Trochę się jej to nie trzymało kupy, bo nawet jeśli nie chcieli, by informacja o tym, za co poszukiwano Stanleya dotarła do śmierciożerców i ktoś zakładał, że aurorzy mogliby ją wynieść... to jakby Borgin chyba wiedział, w jakiej sprawie go przesłuchiwano. Jasne, Harper mogła nie chcieć podać szczegółów, ale chyba nie ukryła tej głowy...? A jeśli to zrobiła, wciąż mogła wprost powiedzieć, że podejrzewa współpracę ze śmierciożercami. Brenna przez chwilę siedziała z wzrokiem spuszczonym na kubek, poruszając nim tak, że wprawiła w ruch resztkę herbaty na dnie, jakby szukała tam odpowiedzi na wszystkie pytania, zanim znów westchnęła.
– Myślałam, że przynajmniej wy wiecie więcej? Efekty tego całego widowiska i tak dalej na przykład do nas w ogóle nie dotarły, ale sądziłam, że… no aurorzy wiedzą. - A chyba przesłuchiwano obsługę, dziewczynę, która z nim znikła? Brenna nie wiedziała niczego o efektach, ale przyjmowała, że aurorzy jednak dostali informacje. O zabójstwie i dostarczeniu głowy dostała informację nieoficjalnie, ale o ile mogła zrozumieć, że to jeszcze Harper kryje… to czemu podejrzenie współpracy? – Składając plotki i niektóre rzeczy, w tym szukanie go w sprawie Beltane i jego nagłe zniknięcie, moim zdaniem Stanley biegał podczas majowego święta w mało gustownej masce – skwitowała. – Może nawet on rzucał we mnie ogniowe zaklęcia? Albo zabił Derwina? Niby mogę się mylić, ale Borginowie to…
Zawahała się, a potem pokręciła głową z westchnieniem. Nie chciała kręcić i udawać, że nie uważa Stanleya za śmierciożercę, chociaż może i powinna. Victoria ostatecznie była kimś, kto skupiał się na swoich bliskich i pracy. A czy wśród tych bliskich nie było kogoś, kto ochronił Maida Vale przed popiołem i ogniem…? Czy ocalenie ogrodu stanowiło przypadek? Do kogo mogłoby dotrzeć nieostrożnie rzucone słowo? Ale ostatecznie nie mówiła jej o głowie, a jedynie o własnych podejrzeniach.
– Kiedyś, dawno temu, z jednym się przyjaźniłam. Można spokojnie założyć, że poróżniły nas rodzinne poglądy. A Stanley raczej nie napisał do mnie z sympatii – powiedziała w końcu i sięgnęła po butelkę po jeszcze jeden łyk, wzięty trochę na smutno, trochę w jakiejś zaciętości. Naprawdę nie był to temat, który chciała tu omawiać, kolejny na liście trudnych tematów, po tym o Saurielu i jego zniknięciu.
– Może warto? Nie pozwalają jej wychodzić na zewnątrz ani na kontakty z nikim… i zastanawiam się, czy boją się, czy rzuci się na kogoś udusić, czy tkwi w tym coś więcej, skoro… wiesz, tak bronią informacji o właściwie wszystkim – mruknęła. Zimni najwyraźniej nie musieli się martwić, że ta energia nagle się wyczerpie i padną martwi, ale to nie oznaczało, że wiedzieli, co zrobić dalej. Próbować to odwrócić w Samhain, oddając energię? Czy to im nie zaszkodzi? Zachować ją? Jeśli tak, jakie będą konsekwencje?
Brenna westchnęła w końcu i wstała.
– Skoro już tu jesteśmy, chcesz się przejść? – rzuciła, wsuwając dłonie do kieszeni. Rzeczy zostawiała póki co bez wahania, bo wątpiła, by ktoś zdołał je stąd ukraść, a szkoda była już wracać.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.