06.02.2026, 09:55 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.02.2026, 10:14 przez Brenna Longbottom.)
Brenna, nieświadoma dylematów Alexandra, skupiała się w tej chwili wyłącznie na tym, co mogła wychwycić wilczym nosem. Uderzały w niego zwykłe zapasy – wilgotnej po ostatnim deszczu ziemi, uschniętych roślin, które usunęli pracownicy, piwa, które jeden z nich zapewne wypił gdzieś tu ukradkiem. Zapach jej własnego szamponu, bo na szczęście dziś nie użyła perfum, woń potu ogrodników, zbutwiałe deski tej części płotu, który trzeba było wymienić. Rozlanego alkoholu: kiedy podążyła za tym tropem w krzakach pod uszkodzonym ogrodzeniem, całkiem blisko miejsca, gdzie znajdowało się ciało, znalazła trochę porzuconych butelek, brudnych już, i parę wdeptanych w ziemię papierosów.
I oczywiście zgnilizna. Woń psującego się ciała i starej krwi.
Gdy usłyszała nawoływania Erika, ruszyła w jego kierunku, niemal równo z Alexandrem. Najpierw stąpał ku nim wilk, a potem jego kształty rozmazały się i przez zarośnięty trawnik wędrowała kobieta.
– Cześć, braciszku – przywitała się, po drodze machając jeszcze do dwóch Brygadzistów, którzy z nieszczęśliwymi minami zabrali się do wstępnych obfotografowywania i zabezpieczania miejsca zbrodni. – Jaki ty dziś jesteś zabawny. Jeżeli chodzi o dziwne przypadki medyczne, jestem wierna moim ulubionym medykom. Byliby rozczarowani, gdybym zabrała im materiał do badań – stwierdziła pół żartem, półserio, zanim się zbliżyła. – Nie czuć ani odrobiny czarnej magii, albo zginął w zwykły sposób, albo wywietrzała. Brak zapachów kogokolwiek poza nami i robotnikami i sądząc po tej woni, leży tu już jakiś czas i pod spodem jest… więcej, więc to nie tylko ręka. Musiało do tego dojść przynajmniej kilkanaście dni temu, ale tak sobie myślę, że raczej to nie gość, który sprzedał Alexowi ten dom, bo chyba wpadłby na to, że ogródek może zostać przekopany… Zakopany płytko, blisko płotu, i to tej uszkodzonej części. W krzakach są butelki i papierosy, na moje oko mugolskie – stwierdziła, wskazując kciukiem na miejsce, gdzie znalazła te rzeczy. Mogły być oczywiście tutaj przypadkiem, ale w tej chwili musieli zwrócić uwagę na wszystko.
– Ktoś od trupów w drodze, chłopcy?! – zawołała jeszcze, oglądając się na Brygadzistów, bo póki jakiś antropolog nie obejrzy tej ręki wystającej z ziemi, nie mogli wykopać reszty… co może powie im więcej.
– Zaraz będzie!
– Witamy w Little Hangleton, Alex, to powitanie w sam raz na miarę tego miejsca – westchnęła, przenosząc spojrzenie na Alexandra. Nie żeby nie ostrzegała, ale istniało duże prawdopodobieństwo, że jej nie uwierzył. Przynajmniej brak uroczego zapaszku czarnej magii wskazywał na to, że mogli mieć tu zwykłą sprawę. – Masz papiery? Dobrze sprawdzić, jak długo nikt tutaj nie mieszkał, może to coś nam podpowie.
I oczywiście zgnilizna. Woń psującego się ciała i starej krwi.
Gdy usłyszała nawoływania Erika, ruszyła w jego kierunku, niemal równo z Alexandrem. Najpierw stąpał ku nim wilk, a potem jego kształty rozmazały się i przez zarośnięty trawnik wędrowała kobieta.
– Cześć, braciszku – przywitała się, po drodze machając jeszcze do dwóch Brygadzistów, którzy z nieszczęśliwymi minami zabrali się do wstępnych obfotografowywania i zabezpieczania miejsca zbrodni. – Jaki ty dziś jesteś zabawny. Jeżeli chodzi o dziwne przypadki medyczne, jestem wierna moim ulubionym medykom. Byliby rozczarowani, gdybym zabrała im materiał do badań – stwierdziła pół żartem, półserio, zanim się zbliżyła. – Nie czuć ani odrobiny czarnej magii, albo zginął w zwykły sposób, albo wywietrzała. Brak zapachów kogokolwiek poza nami i robotnikami i sądząc po tej woni, leży tu już jakiś czas i pod spodem jest… więcej, więc to nie tylko ręka. Musiało do tego dojść przynajmniej kilkanaście dni temu, ale tak sobie myślę, że raczej to nie gość, który sprzedał Alexowi ten dom, bo chyba wpadłby na to, że ogródek może zostać przekopany… Zakopany płytko, blisko płotu, i to tej uszkodzonej części. W krzakach są butelki i papierosy, na moje oko mugolskie – stwierdziła, wskazując kciukiem na miejsce, gdzie znalazła te rzeczy. Mogły być oczywiście tutaj przypadkiem, ale w tej chwili musieli zwrócić uwagę na wszystko.
– Ktoś od trupów w drodze, chłopcy?! – zawołała jeszcze, oglądając się na Brygadzistów, bo póki jakiś antropolog nie obejrzy tej ręki wystającej z ziemi, nie mogli wykopać reszty… co może powie im więcej.
– Zaraz będzie!
– Witamy w Little Hangleton, Alex, to powitanie w sam raz na miarę tego miejsca – westchnęła, przenosząc spojrzenie na Alexandra. Nie żeby nie ostrzegała, ale istniało duże prawdopodobieństwo, że jej nie uwierzył. Przynajmniej brak uroczego zapaszku czarnej magii wskazywał na to, że mogli mieć tu zwykłą sprawę. – Masz papiery? Dobrze sprawdzić, jak długo nikt tutaj nie mieszkał, może to coś nam podpowie.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.