06.02.2026, 12:46 ✶
Spokój Cathala był równie złudny, jak mogłoby się wydawać ten morza w pogodny dzień, gdy jego tafla ledwo porusza się niewielkimi falami, ale pod spodem wciąż poruszają się zdradzieckie prądy, niosące lodowatą wodę czy gotowe porwać nieostrożnego pływaka w głąb wody. Nie stało się tak naprawdę nic, co wstrząsnęłoby jego życiem: nie stracił całego dobytku w ogniach Spalonej Nocy, nikt mu bliski nie zginął, nie ucierpiał, ba, popiół nawet ominął dom Isabelli i posiadłość Gauntów. Gdzieś w nim tkwił jednak płomyk cichej, stałej irytacji. Wyjazd Ulyssesa i powrót Lety do Egiptu były jak kamyczki w bucie, stale uwierające. Opóźnienia na wykopaliskach z powodu Spalonej Nocy wymagały rozplanowywania od nowa, szukania pracowników, gdy parę osób zrezygnowało, problemów z dostawami, układania budżetu i negocjacji z krewnymi Shafiqa w sprawie finansowań. Kontrola z Ministerstwa, nasłana nie wiadomo po co, i w momencie, gdy na pewno mieli ważniejsze sprawy – Cal podejrzewał, że ot pewien auror sądził, że Shafiq mógł mieć coś wspólnego ze Spaloną Nocą – sprawiła, że utonął pod papierami. Sadza wtargnęła do jego mieszkania i do jego życia, jakby wojna próbowała ku niemu sięgnąć, a paradoksalnie bezpieczeństwo domu matki tylko potęgowało niepokój.
I te bębny były jakby ostatnim kamyczkiem, przed wznieceniem lawiny.
– Jeśli to taki bębnista, przekonam go, że są inne sposoby na kontakty z duchami przodków – powiedział Cathal jeszcze do Ginny, wciąż spokojnie, niemal uprzejmie, już stojąc w drzwiach, zanim na korytarzu rozbrzmiały kroki. W kamienicy znajdowały się jeszcze cztery mieszkania, ale przynajmniej dwa były teraz opustoszałe: może przez zniszczenia, a może mieszkańcy po prostu bali się wracać do Londynu.
Dobrze, bo przynajmniej nikogo nie miało ściągnąć zamieszanie. Do uszu Ginny bowiem kilkanaście sekund później dotarły odgłosy niewielkiego wybuchu gdzieś z dołu. I choć nie mogła tego wiedzieć, Cathal po prostu wysadził piwnicze drzwi. Wprawdzie do własnej piwnicy, wciąż jednak takie rzeczy mogły wzbudzać pewien niepokój.
Nie zabrał klucza.
A poza tym mógłby przysiąc, że dźwięki dochodziły właśnie stąd.
Tyle że gdy pył opadł, a otwarte przemocą drzwi zakołysały się na zawiasie, i Shafiq zajrzał do środka, zobaczył… ot puste pomieszczenie. Nie korzystał z niego poza tym, że trzymał tu trochę drewna do kominka, i to leżało w kącie, ale poza tym piwnica pełna była kurzu i cóż, sadzy, może magicznej, może zwykłej, bo stąd nikt jej nie sprzątał, jeśli się wdarła przez niewielkie, piwniczne okienko.
Dźwięki zaś umilkły i nie miał już pewności, skąd wcześniej dochodziły. Rozejrzał się więc i wszedł do środka, pochylając, bo omal nie rąbnął głową o framugę – drzwi były trochę niższe niż on.
percepcja
I te bębny były jakby ostatnim kamyczkiem, przed wznieceniem lawiny.
– Jeśli to taki bębnista, przekonam go, że są inne sposoby na kontakty z duchami przodków – powiedział Cathal jeszcze do Ginny, wciąż spokojnie, niemal uprzejmie, już stojąc w drzwiach, zanim na korytarzu rozbrzmiały kroki. W kamienicy znajdowały się jeszcze cztery mieszkania, ale przynajmniej dwa były teraz opustoszałe: może przez zniszczenia, a może mieszkańcy po prostu bali się wracać do Londynu.
Dobrze, bo przynajmniej nikogo nie miało ściągnąć zamieszanie. Do uszu Ginny bowiem kilkanaście sekund później dotarły odgłosy niewielkiego wybuchu gdzieś z dołu. I choć nie mogła tego wiedzieć, Cathal po prostu wysadził piwnicze drzwi. Wprawdzie do własnej piwnicy, wciąż jednak takie rzeczy mogły wzbudzać pewien niepokój.
Nie zabrał klucza.
A poza tym mógłby przysiąc, że dźwięki dochodziły właśnie stąd.
Tyle że gdy pył opadł, a otwarte przemocą drzwi zakołysały się na zawiasie, i Shafiq zajrzał do środka, zobaczył… ot puste pomieszczenie. Nie korzystał z niego poza tym, że trzymał tu trochę drewna do kominka, i to leżało w kącie, ale poza tym piwnica pełna była kurzu i cóż, sadzy, może magicznej, może zwykłej, bo stąd nikt jej nie sprzątał, jeśli się wdarła przez niewielkie, piwniczne okienko.
Dźwięki zaś umilkły i nie miał już pewności, skąd wcześniej dochodziły. Rozejrzał się więc i wszedł do środka, pochylając, bo omal nie rąbnął głową o framugę – drzwi były trochę niższe niż on.
percepcja
Rzut Z 1d100 - 17
Akcja nieudana
Akcja nieudana