09.03.2023, 11:56 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.03.2023, 10:32 przez Cathal Shafiq.)
- Co? – zdziwił się szczerze Cathal, rzucając Sebastianowi nieco roztargnione spojrzenie. Nie wydawał się specjalnie urażony tą sugestią. Raczej… - Do tego nie potrzebuję egzorcysty. Mam wywoływacza duchów. Całkiem dobrze idzie mu przekonywanie bytów, by współpracowały. A kiedy jemu nie wychodzi, wspominam coś o zniszczeniu ich mumii i tym podobne – powiedział Shafiq, dalej takim tonem, jakby rozprawiał o pogodzie. Podejrzewanie go o podobne zapędy wcale nie byłoby specjalnie na wyrost, ale po prostu Cathal niekoniecznie potrzebował do tego ściągać tu podstępem Sebastiana.
Oczywiście, nigdy nie zniszczyłby mumii. To był zabytek. Poza tym na niektórych ciążyły naprawdę paskudne klątwy i ich zdjęcie zajmowało Lecie sporo czasu. Ale duchy, przywiązane do idei zachowania ciała po śmierci, nawet gdy już wiedziały, że niekoniecznie tak to działa, niekoniecznie potrafiły przejrzeć jego intencje.
- Na wszelki wypadek: jego nie próbowaliśmy wywołać. Rzadko ryzykujemy ze starożytnymi duchami i nigdy bez odpowiedniego przygotowania. Na pewno nie dopuściłbym Fadila w pobliże – powiedział Shafiq. On sam wierzył święcie, że jego opętanie byłoby trudne, jeżeli nie niemożliwe. Nie ze względu nawet na siłę woli (chociaż miał o niej wysokie mniemanie), a dlatego, że Salazar Slytherin nie był osobą, która dobrze znosiła konkurencję.
- Pamiętaj, że Fadil to prawie charłak – przypomniał Cathal. Mężczyzna był tutaj jako specjalista od miejscowej historii, rytuałów i obyczajów. Po tym, jak nie podołał kursom praktycznym w afrykańskiej szkole magii, zwrócił się w kierunku teorii. Shafiq zaś nawet ze swoją nieprawdopodobną pamięcią i po rocznym przygotowaniu, nie był tak dobrym ekspertem ze starożytnego Egiptu jak ktoś, kto poświęcił temu całe życie. – Nie ukończył nawet szkoły. Potrafi posługiwać się absolutnie podstawową magią, a i to rzadko mu wychodzi. Wątpię, by coś wyczuł na obiekcie sakralnym, chyba że dusza była bardzo potężnym czarodziejem... Ale że niezbyt działała mu magia, to chyba nie ten przypadek. Co do rozruszania… nie zdążył. Kiedy minęło kilka godzin, a on dalej zachowywał się dziwnie, spacyfikowaliśmy go na tyle, by nasza uzdrowicielka mogła go zbadać. Orzekła, że to żaden udar, żadna choroba, cieleśnie jest z nim wszystko w jak najlepszym porządku…
W związku z tym więc później biedny Fadil trafił tutaj. Do jaskini. Mógł w końcu być niebezpieczny i Shafiq nie zamierzał pozwolić mu biegać po obozie.
- Dostał na początku łagodne środki uspokajające, ale w tej chwili już na pewno nie działają. Przez większość czasu trzymamy go pod oszołomieniem. Nie zdejmuję też petryfikacji. Zmusiliśmy go, żeby się napił, ale byłoby dobrze szybko pozbyć się… lokatora, bo nie mamy jak go karmić, więc od doby nic nie jadł – wyjaśnił Cathal. Nie próbowali poić go siłą, magia była skuteczniejsza. Oszołomienie zresztą zmniejszało szansę na uwolnienie się, a jeśli prawdziwy Fadil czuł, co się z nim działo, bycie nieprzytomnym zdawało się Cathalowi lepsze niż całe godziny bycia związanym i unieruchomionym. Teraz opętaniec był jednak przytomny: spojrzenie dzikich oczu utkwił w Cathalu, który splótł ręce za plecami i przypatrywał się ze spokojem, jak Macmillan rzuca swoje zaklęcia.
Fadil ponad wszelką wątpliwość był opętany, choć fizycznie jego stan na razie był całkiem dobry – nie licząc na pewno odrętwienia, może paru otarć przy więzach i osłabienia w wyniku głodu.
Oczywiście, nigdy nie zniszczyłby mumii. To był zabytek. Poza tym na niektórych ciążyły naprawdę paskudne klątwy i ich zdjęcie zajmowało Lecie sporo czasu. Ale duchy, przywiązane do idei zachowania ciała po śmierci, nawet gdy już wiedziały, że niekoniecznie tak to działa, niekoniecznie potrafiły przejrzeć jego intencje.
- Na wszelki wypadek: jego nie próbowaliśmy wywołać. Rzadko ryzykujemy ze starożytnymi duchami i nigdy bez odpowiedniego przygotowania. Na pewno nie dopuściłbym Fadila w pobliże – powiedział Shafiq. On sam wierzył święcie, że jego opętanie byłoby trudne, jeżeli nie niemożliwe. Nie ze względu nawet na siłę woli (chociaż miał o niej wysokie mniemanie), a dlatego, że Salazar Slytherin nie był osobą, która dobrze znosiła konkurencję.
- Pamiętaj, że Fadil to prawie charłak – przypomniał Cathal. Mężczyzna był tutaj jako specjalista od miejscowej historii, rytuałów i obyczajów. Po tym, jak nie podołał kursom praktycznym w afrykańskiej szkole magii, zwrócił się w kierunku teorii. Shafiq zaś nawet ze swoją nieprawdopodobną pamięcią i po rocznym przygotowaniu, nie był tak dobrym ekspertem ze starożytnego Egiptu jak ktoś, kto poświęcił temu całe życie. – Nie ukończył nawet szkoły. Potrafi posługiwać się absolutnie podstawową magią, a i to rzadko mu wychodzi. Wątpię, by coś wyczuł na obiekcie sakralnym, chyba że dusza była bardzo potężnym czarodziejem... Ale że niezbyt działała mu magia, to chyba nie ten przypadek. Co do rozruszania… nie zdążył. Kiedy minęło kilka godzin, a on dalej zachowywał się dziwnie, spacyfikowaliśmy go na tyle, by nasza uzdrowicielka mogła go zbadać. Orzekła, że to żaden udar, żadna choroba, cieleśnie jest z nim wszystko w jak najlepszym porządku…
W związku z tym więc później biedny Fadil trafił tutaj. Do jaskini. Mógł w końcu być niebezpieczny i Shafiq nie zamierzał pozwolić mu biegać po obozie.
- Dostał na początku łagodne środki uspokajające, ale w tej chwili już na pewno nie działają. Przez większość czasu trzymamy go pod oszołomieniem. Nie zdejmuję też petryfikacji. Zmusiliśmy go, żeby się napił, ale byłoby dobrze szybko pozbyć się… lokatora, bo nie mamy jak go karmić, więc od doby nic nie jadł – wyjaśnił Cathal. Nie próbowali poić go siłą, magia była skuteczniejsza. Oszołomienie zresztą zmniejszało szansę na uwolnienie się, a jeśli prawdziwy Fadil czuł, co się z nim działo, bycie nieprzytomnym zdawało się Cathalowi lepsze niż całe godziny bycia związanym i unieruchomionym. Teraz opętaniec był jednak przytomny: spojrzenie dzikich oczu utkwił w Cathalu, który splótł ręce za plecami i przypatrywał się ze spokojem, jak Macmillan rzuca swoje zaklęcia.
Fadil ponad wszelką wątpliwość był opętany, choć fizycznie jego stan na razie był całkiem dobry – nie licząc na pewno odrętwienia, może paru otarć przy więzach i osłabienia w wyniku głodu.