Czuła chłód ostrza na swojej klatce piersiowej. Zamknęła oczy, czekała, aż mężczyzna je wbije. Była gotowa umrzeć. W końcu nie miała jak uciec. Pozostawało pogodzić się z tym, co miało nadejść. Miała dziwne wrażenie, że zna tego mężczyznę, który próbuje ją zabić, że nie jest to pierwszy raz, ale jak to właściwie możliwe, coś musiało jej się wydawać. - No, na co czekasz.- Niech już skończy jej żywot, skoro podjął taką decyzję, nie potrafiła się bronić, nie widziała innego rozwiązania.
Czuła chłód wiatru na swojej twarzy, słyszała jak liście szeleszczą na wietrze, w pewnym momencie jednak usłyszała inny dźwięk. Nie byli tutaj sami. Bała się jednak odezwać, zamarła w bezruchu, w końcu ostrze nadal znajdowało się na jej klatce piersiowej, jeden nieodpowiedni ruch i zostanie wbite. Na całe szczęście ten ktoś ich zauważył. Usłyszała jego głos, wydawał się jej być znajomy.
Może mogła jeszcze mieć nadzieję? Uwierzyć, że jednak wyjdzie stąd cało. Co tu się dzieje. Sama chciałaby wiedzieć. Na całe szczęście mężczyzna się speszył, odbiegł od niej pozostawiając ją opartą o drzwi. Uniknęła śmierci - po raz kolejny.
Odetchnęła z ulgą, zaczerpnęła powietrza, a łzy po raz kolejny popłynęły jej po policzkach. Była wystraszona, w końcu mogła umrzeć, jeszcze chwilę temu myślała, że to jest jej koniec, na całe szczęście znalazł się ktoś, kto chciał jej pomóc. Nie miała pojęcia skąd się wziął na tym zadupiu, w ciemnym lesie, ale los jej jednak sprzyjał.
Kiedy się zbliżył dostrzegła znajomą twarz. - Stanley...- Miała ochotę się schować w jego ramionach, poczuć bezpiecznie po tym wszystkim, tyle, że jednak kiedy wyciągnęła dłoń w jego kierunku wszystko się rozmyło. Skończyło, odeszło gdzieś daleko.
Przemierzała Aleję Horyzontalną powolnym krokiem. W torbie miała zestaw farb i płótno. Najwyraźniej musiała zrealizować zlecenie. Tego była pewna, nie pamiętała jednak kto był jej klientem, ale nie było to istotne. Znała adres, 15/2, to tam miała się znaleźć. Bardzo szybko znalazła się przy właściwym numerze. Nigdy wcześniej jej się to chyba nie zdarzyło. Lepiej dla niej, im szybciej skończy, tym prędzej będzie mogła wrócić do swoich obowiązków. Weszła po schodach na górę, zastukała w drzwi, aby wejść do środka.
Otworzył jej mężczyzna w średnim wieku, wpuścił do mieszkania. Weszła tam bez żadnych podejrzeń, w końcu nie pierwszy raz realizowała podobne zlecenie. Wyciągnęła sztalugę, farby i pędzle, była gotowa do pracy. Miał to być jakiś portret dla rodziców, przynajmniej tak się jej wydawało.
Stała odwrócona tyłem, czuła, że mężczyzna się zbliża, nie spodziewała się jednak tego, co miało nadejść. Rzucił na nią zaklęcie, skrępował ręce i nogi linami, siedziała przytwierdzona do krzesła, nie mogła się ruszyć. - Dlaczego?- Powiedziała w jego kierunku. Ten się jednak nie odzywał.
Zniknął gdzieś w mieszkaniu. Stella trzęsła się ze strachu, nie miała pojęcia co się dzieje i dlaczego ją to spotkało. Miała też okropne wrażenie, że to nie pierwszy raz, tylko któryś z kolei. Tylko dlaczego on tak bardzo chciał zrobić jej krzywdę? Czym w tym wszystkim zawiniła? W jaki sposób się naraziła. Dlaczego nie chciał tego wyjaśnić?
Wrócił tutaj. W ręku miał siekierę. Nie wróżyło to niczego dobrego. - Zostaną z Ciebie małe kawałki, nikt Cię nie będzie szukał, wszyscy o Tobie zapomną.- Zbliżał się powoli w kierunku dziewczyny. Stella nie mogła się ruszyć, miała skrępowane ręce i nogi, czuła, że nadchodzi koniec i nic już nie jest w stanie jej pomóc. Była gotowa odejść z tego świata, trzeci raz tej nocy.