06.02.2026, 19:13 ✶
– Ósmy września, wieczór. Nic poza tym. Jestem w stanie sprawić, że to będzie jak... jakby nie był pan tej nocy w Londynie. Położył się pan spać i rano dowiedział o tym, co spotkało stolicę. Wiem, że to nie jest rozwiązanie idealne i może wzmagać uczucie derealizacji, ponieważ będzie pan poinformowany o zmienionych wspomnieniach, ale to nie jest nic, z czym nie będziemy mogli sobie poradzić. W chwili, kiedy uda nam się znaleźć inne rozwiązanie, Lecznica powiadomi o tym pana listownie.
Czy brzmiała profesjonalnie? Bardzo chciała tak brzmieć. Jak ktoś, kto wiedział dokładnie o czym mówi. Chciała tymi słowami przynosić pacjentom otuchę w ciężkiej chwili – to nie było proste, bo była na tym stanowisku nowa. Wolałaby pracować jako asystentka doświadczonego uzdrowiciela, zamiast rzucać się od razu na głęboką wodę, ale... No właśnie. Musiała znajdować się tutaj, odpowiadać na ciężkie pytania i wierzyć w to, że we Francji przygotowano ją do tego wszystkiego rzetelnie. Podbudowywało ją to, że jak dotąd nikt się na jej praktykę nie skarżył.
Dała Kelly'emu tyle prywatności ile potrzebował. Nie nadzorowała pisania wiadomości, ale wyraźnie wsparła go, jeśli została poproszona o sugestie, co mógłby w takim liście zawrzeć. Aby uniknąć wrażenia bycia obserwowanym, zajęła się na moment przygotowywaniem kozetki oraz świec, kadzideł i medalionu spoczywających na maleńkiej tacy leżącej na stoliku nieopodal.
– Jeśli czuje się pan gotowy, zapraszam pana do położenia się na kozetce. Może pan ściągnąć buty kładąc się. Chciałby pan, żebym otworzyła okno? – Spróbowała się uśmiechnąć. – Tylko zanim pan przyjdzie, proszę podpisać tutaj – zbliżyła się, aby wskazać palcem miejsce na przyniesionym dokumencie – że faktycznie wyraził pan na to zgodę.
Lektura była właściwie powtórzeniem jej słów. Nie zawierała niczego, co mogłoby Jessiego zaskoczyć – stanowiła formalizację usługi. W dwóch kopiach, co sugerowało, że jedną z nich będzie mógł zabrać do domu, a druga zostanie zarchiwizowana przez Lecznicę.
Czy brzmiała profesjonalnie? Bardzo chciała tak brzmieć. Jak ktoś, kto wiedział dokładnie o czym mówi. Chciała tymi słowami przynosić pacjentom otuchę w ciężkiej chwili – to nie było proste, bo była na tym stanowisku nowa. Wolałaby pracować jako asystentka doświadczonego uzdrowiciela, zamiast rzucać się od razu na głęboką wodę, ale... No właśnie. Musiała znajdować się tutaj, odpowiadać na ciężkie pytania i wierzyć w to, że we Francji przygotowano ją do tego wszystkiego rzetelnie. Podbudowywało ją to, że jak dotąd nikt się na jej praktykę nie skarżył.
Dała Kelly'emu tyle prywatności ile potrzebował. Nie nadzorowała pisania wiadomości, ale wyraźnie wsparła go, jeśli została poproszona o sugestie, co mógłby w takim liście zawrzeć. Aby uniknąć wrażenia bycia obserwowanym, zajęła się na moment przygotowywaniem kozetki oraz świec, kadzideł i medalionu spoczywających na maleńkiej tacy leżącej na stoliku nieopodal.
– Jeśli czuje się pan gotowy, zapraszam pana do położenia się na kozetce. Może pan ściągnąć buty kładąc się. Chciałby pan, żebym otworzyła okno? – Spróbowała się uśmiechnąć. – Tylko zanim pan przyjdzie, proszę podpisać tutaj – zbliżyła się, aby wskazać palcem miejsce na przyniesionym dokumencie – że faktycznie wyraził pan na to zgodę.
Lektura była właściwie powtórzeniem jej słów. Nie zawierała niczego, co mogłoby Jessiego zaskoczyć – stanowiła formalizację usługi. W dwóch kopiach, co sugerowało, że jedną z nich będzie mógł zabrać do domu, a druga zostanie zarchiwizowana przez Lecznicę.