A najlepsze w tym wszystkim było to, że Victoria nawet jeszcze nie zaczęła być upierdliwa. Za to zależało jej na zdobyciu informacji i zapomnieniu o tych obszczanych mugolach raz na zawsze, więc tutaj we trójkę mieli pewną zgodność co do chęci dobicia tego interesu.
Patrzyła na typa bez wyrazu, gdy ten stwierdził, że boi się być oklepany przez rudych. Pamiętała te rude wiewióry, chude wyrostki zdecydowanie NIE wyglądali jakby mogli komuś oklepać mordę, a poza tym nie będą mieli jak tego robić, gdy już oni ich wezmą w obroty…
Szczerze mówiąc, to Victorii było wszystko jedno, ile zapłacą za informacje. Nie miała jakiegoś wielkiego wyczucia mugolskich pieniędzy. Nosiła je przy sobie, bo się przydawały, ale nie wiedziała ile to jest dużo a ile to jest mało. Znaczy umiała sobie przeliczyć galeony na funty, ale po prostu nie wiedziała co jest drogie a co jest tanie tak po mugolsku. A już na pewno potrafiła policzyć do pięćdziesięciu, więc oznaczało to, że nie było to jakoś dużo.
– Niech będzie – odezwała się w końcu, chociaż chwilę to trwało. Zastanawiała się po prostu, czy jeśli chłop ich okantuje, czy zdążą tu wrócić i go wrzucić do tej obszczanej rzeki… Nieważne. – Wierz mi, my też wolelibyśmy zapomnieć – uśmiechnęła się krótko i sięgnęła do kieszeni, do swojej sakiewki. Wygrzebała stamtąd kilka banknotów (było to coś absolutnie dla Victorii dziwnego, w końcu galeony były tylko monetami, a nie jakimś tam… papierkiem), ale tym lepiej, bo łatwiej je było przekazać i się przy tym nie podotykać. Bo odliczyła to 50, głównie w tych papierzyskach i przekazała je typowi, chociaż musiała się trochę nagimnastykować, żeby nie dotknąć tych jego obszczanych łap. Ale nie puściła pieniędzy, póki im nie powiedział, gdzie znajdą wiewórczaki.