06.02.2026, 21:25 ✶
Historia tej znajomości była pełna paradoksów. Długa, a jednak krótka, bo przecież musiały odzyskać ze sobą kontakt dopiero teraz, dopiero w tym roku, jak się okazało, że na już potrzeba było eliksirów. Miles była zazdrosna, była uszyta z zazdrości - tak jej się przynajmniej wydawało.
Teraz, pomimo wojennej zawieruchy, okoliczności pozwoliły jej zapomnieć o małostkowych bólach kościstych pośladów, gdy trzeba było działać w sprawach o wiele większych niż ona sama i jej pragnienie kochania i bycia kochanym.
– Nie jesteś sama Liv... nie jesteś... – szeptała cicho w ramię kogoś, kto jeszcze przed momentem był jej ledwie znajomym, ale teraz walczyły ramię w ramię, teraz niosły pomoc mimo wszelkich okropności.
– Oczywiście, dam jej znać, chociaż może być ciężko bo jej dom... – sapnęła niepewnie, sama jeszcze nie dotarła do Doliny, chociaż tak, chociaż tak bardzo się tam wybierała najlepiej dziś wieczorem, bo przecież gdzieś tam Alek dochodził do siebie pod opieką Morfiny.
Zaraz potem ton dziewczyny ściągnął uwagę Miles, która nerwowo oblizała wargi, patrząc jak zdanie po zdaniu, jak słowo po słowie Quirke drastycznie się radykalizuje. Odsunęła się od niej trochę, cały czas trzymając jej dłonie na ramionach, cały czas trzymając ją w zasięgu swojego wzroku. Była trochę niska, trochę wątła, ale bystre oko patrzyło i... martwiło się.
Kto by się nie martwił?
Kiedyś, to ja byłam szalona w tym całym towarzystwie, a teraz...? Kto zostanie normalny?
Olivia zdawała się być cała ciałem, ale dusza, jej stan wzbudzał zaniepokojenie w Moody. Miles nie była mistrzynią empatii, ale coś w opowieści o chwastach wzbudzało w niej niepokój. Bardzo. Duży. Niepokój.
– Opracują plan i będziemy działać. Trzeba się przegrupować, zebrać dane. Ja korzystam ile mogę, że w robocie jestem na chorobowym, musimy wylizać rany i ogarnąć ten bajzel. Dla mnie najważniejsze, że stary udostępnił wam jedno mieszkanie z sieci, że macie gdzie bezpiecznie dechnąć. Dla mnie najważniejsze, że nic się nie stało Twojemu ukochanemu a Ty... masz w sobie ogień. Ten metaforyczny wiesz, ten do działania. – tarot, to było bezpieczne miejsce skojarzeń i porad. Tarot nie mógł powiedzieć, doradzić źle. Buławy, ogniste karty były dobrym wskazaniem, kompasem do działania. Tak długo, jak ich energia nie jebała delikwenta po głowie. – Ja dużo pracuję teraz przez to wolne w terenie, też chcę robić jak najwięcej. – Próbowała sama siebie przekonać, że o to Olivii właśnie chodziło, ale nie szło jej najlepiej. Sama wiedziała, że gdyby miała wyrywać chwasty to przy jej znajomości przyrody zapewne wyrywałaby też rośliny, które miała chronić. Wieloletnia służba pokazywała jej, że nawet ona nie gwarantowała sukcesu przy rozdzielaniu ludzi na ziarna i plewy. Bozia znajdzie swoich w niebie? Być może. Tylko co jak V... Vol... jak sam-wiesz-kto otworzył limbo by swoich potem z niego wyciągać? Uh... musiała o tym porozmawiać z Morfiną. Dobrze, że mieli się jakoś na dniach widzieć. – Czy potrzebujesz czegoś jeszcze? Dam znać Brence jak będę w Dolinie, mogę na ten adres wasz zastępczy podrzucić jakieś rzeczy pierwszej potrzeby. Tylko mi powiedz co, bo ja nie ogarniam co normalni ludzie używają na co dzień. Sama żyje na Twoich potionach, fajkach i kawie, co nie?– spróbowała (nędznie bo nędznie) zażartować dla rozładowania atmosfery.
Teraz, pomimo wojennej zawieruchy, okoliczności pozwoliły jej zapomnieć o małostkowych bólach kościstych pośladów, gdy trzeba było działać w sprawach o wiele większych niż ona sama i jej pragnienie kochania i bycia kochanym.
– Nie jesteś sama Liv... nie jesteś... – szeptała cicho w ramię kogoś, kto jeszcze przed momentem był jej ledwie znajomym, ale teraz walczyły ramię w ramię, teraz niosły pomoc mimo wszelkich okropności.
– Oczywiście, dam jej znać, chociaż może być ciężko bo jej dom... – sapnęła niepewnie, sama jeszcze nie dotarła do Doliny, chociaż tak, chociaż tak bardzo się tam wybierała najlepiej dziś wieczorem, bo przecież gdzieś tam Alek dochodził do siebie pod opieką Morfiny.
Zaraz potem ton dziewczyny ściągnął uwagę Miles, która nerwowo oblizała wargi, patrząc jak zdanie po zdaniu, jak słowo po słowie Quirke drastycznie się radykalizuje. Odsunęła się od niej trochę, cały czas trzymając jej dłonie na ramionach, cały czas trzymając ją w zasięgu swojego wzroku. Była trochę niska, trochę wątła, ale bystre oko patrzyło i... martwiło się.
Kto by się nie martwił?
Kiedyś, to ja byłam szalona w tym całym towarzystwie, a teraz...? Kto zostanie normalny?
Olivia zdawała się być cała ciałem, ale dusza, jej stan wzbudzał zaniepokojenie w Moody. Miles nie była mistrzynią empatii, ale coś w opowieści o chwastach wzbudzało w niej niepokój. Bardzo. Duży. Niepokój.
– Opracują plan i będziemy działać. Trzeba się przegrupować, zebrać dane. Ja korzystam ile mogę, że w robocie jestem na chorobowym, musimy wylizać rany i ogarnąć ten bajzel. Dla mnie najważniejsze, że stary udostępnił wam jedno mieszkanie z sieci, że macie gdzie bezpiecznie dechnąć. Dla mnie najważniejsze, że nic się nie stało Twojemu ukochanemu a Ty... masz w sobie ogień. Ten metaforyczny wiesz, ten do działania. – tarot, to było bezpieczne miejsce skojarzeń i porad. Tarot nie mógł powiedzieć, doradzić źle. Buławy, ogniste karty były dobrym wskazaniem, kompasem do działania. Tak długo, jak ich energia nie jebała delikwenta po głowie. – Ja dużo pracuję teraz przez to wolne w terenie, też chcę robić jak najwięcej. – Próbowała sama siebie przekonać, że o to Olivii właśnie chodziło, ale nie szło jej najlepiej. Sama wiedziała, że gdyby miała wyrywać chwasty to przy jej znajomości przyrody zapewne wyrywałaby też rośliny, które miała chronić. Wieloletnia służba pokazywała jej, że nawet ona nie gwarantowała sukcesu przy rozdzielaniu ludzi na ziarna i plewy. Bozia znajdzie swoich w niebie? Być może. Tylko co jak V... Vol... jak sam-wiesz-kto otworzył limbo by swoich potem z niego wyciągać? Uh... musiała o tym porozmawiać z Morfiną. Dobrze, że mieli się jakoś na dniach widzieć. – Czy potrzebujesz czegoś jeszcze? Dam znać Brence jak będę w Dolinie, mogę na ten adres wasz zastępczy podrzucić jakieś rzeczy pierwszej potrzeby. Tylko mi powiedz co, bo ja nie ogarniam co normalni ludzie używają na co dzień. Sama żyje na Twoich potionach, fajkach i kawie, co nie?– spróbowała (nędznie bo nędznie) zażartować dla rozładowania atmosfery.