06.02.2026, 22:24 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.02.2026, 22:28 przez Hannibal Selwyn.)
Morpheus Longbottom wywróżył mu dwa dni temu przejściowe kłopoty. Czy tak właśnie spełniały się przepowiednie jasnowidza, za którego talent ręczył Anthony Shafiq? Bo to, co przeczuwał w tym momencie Selwyn zdecydowanie mieściło się w definicji “kłopotów”. Jeżeli Gabriel postanowi podzielić się szczegółami ich nocnej wycieczki po zakamarkach The Globe…
Przeszło mu przez myśl, że może nie powinien poddawać się chwilowemu przypływowi sentymentalizmu i pozwalać, by ukąszenie pozostawiło bliznę, ale miał słabość do pamiątek pozostawionych na jego ciele po szczególnie szalonych nocach. Malinki, zadrapania, zwykłe ślady zębów i siniaki znikały najdalej po tygodniu. Gabriel oznaczył go zdecydowanie trwalej.
Skurcz, jaki ta myśl wzbudziła w jego brzuchu był zdecydowanie nie na miejscu.
W głosie Jessiego nadal drgała jakaś niebezpieczna nuta, ale póki nie krzyczał, Hannibal nie widział powodu, żeby zrezygnować ze swojej sprawdzonej taktyki. Jego uśmiech nie stał się ani na jotę mniej prowokujący.
- Gdziekolwiek zechcesz - mruknął niemalże odruchowo na wydechu, tylko na tyle głośno, by być słyszalnym ponad szumem wody. Poddał się obserwacji, odwzajemniając spojrzenie i kokieteryjnym gestem odgarniając włosy za ucho po tej bezpiecznej stronie.
Ty i nasz nieoczekiwany towarzysz się... znacie?
- Tak… - odpowiedział, równie przeciągle - Zazdrosny? - dodał i być może to było o jedno słowo za wiele, ale samemu również daleko mu było do spokoju. Zauważył, gdzie zsunął się wzrok drugiego chłopaka i oparł dłoń na drzwiach za sobą, opuszkami palców przesuwając po ich powierzchni w górę i w dół w niemal pieszczotliwym geście. Całkowicie wytłumiały echo toczącej się w drugim pokoju rozmowy - prawdopodobnie obłożone były odpowiednimi zaklęciami. Hannibal przez jedną, pełną histerii chwilę zastanowił się, co zrobi, jeżeli Gabriel zacznie się tu i teraz dobierać do Jonathana.
Nie będę go, kurwa, ratował, pomyślał, sam nie do końca pewien, którego z mężczyzn ma na myśli.
Przez drugą, równie szaloną, wyobraził sobie siebie i Jessiego, uwięzionych w łazience, podczas, gdy Jonathan i Gabriel…
Miał nadzieję, że echo tych myśli nie odbija się w jego oczach, ale sądząc po tym, jak Jessie się w niego wpatrywał, wcale nie było to wykluczone. Przymknął oczy, opanowując rodzący się na twarzy grymas i odpędzając upiorną wizję. Odepchnął się od drzwi, jakby te dwa dodatkowe kroki dystansu między nim a wampirem i kuzynem miały jakkolwiek pomóc. Umieściło go to na wyciągnięcie ręki od Kelly’ego.
- Jedną noc trudno nazwać “wspólną historią” - odparł, patrząc gdzieś w bok, jakby z tak bliska trudniej było wytrzymać pojedynek na spojrzenia - Powinieneś zadawać te pytania Jonathanowi. On miał okazję poznać hrabiego Montbela dużo bliżej - w jego ostatnich słowach zabrzmiało trochę więcej jadu, niż planował.
Kiedy Jessie zapytał, czy byli kochankami, Selwyn podniósł głowę i wbił w niego badawczy wzrok.
- Skąd wiedziałeś? - zapytał, trochę bardziej ochryple, niż by chciał, bo temat piekł, jak świeżo otarta skóra. Jemu samemu dojście do tej konkluzji zajęło może kwadrans, ale miał, jak się zdawało, dużo więcej podpowiedzi.
Kim jest ten facet?
Hannibal wzruszył ramionami.
- Przedstawił się, prawda? A poza tym… wampirem. Prawdopodobnie szaleńcem. Kolekcjonerem Selwynów, jak się okazuje.
Kimś, kto zaproponował mi przemianę, pomyślał, ale nie powiedział tego na głos. Kimś, kto prawie mnie zabił. Och, a propos…
- Mnie najwyraźniej też coś ominęło - podjął z przekąsem - Jak to się stało, że zostałeś zaatakowany… i czemu mi nic nie powiedziałeś? - jego spojrzenie odruchowo spoczęło na szyi przyjaciela.