06.02.2026, 23:42 ✶
Gdyby nie ścisła relacja między Baldwinem a Scarlett to zapewne do niczego by w ogóle nie doszło w pierwszym miejscu. Rozumiał Charlsa, pewnie, jemu też by się nie podobało gdyby ktoś kleił się do jego siostry. To było oczywiste. Szkoda tylko, że to nie Scar znalazła się w centrum zazdrości młodego Mulcibera, który na domiar złego podobno gdzieś z Londynu spierdolił. Pewnie mu się pod dupą paliło bardziej niż 8. września Anglikom, ale Baldwin za żadne skarby nie potrafił zrozumieć dlaczego. Nie żeby go jakieś niesnaski Mulciberów specjalnie interesowały.
- Yeh, tak sądziłem. Byliście do siebie podobni. Też mam bliźniaczkę. Chyba bym se avadą jebnął w czoło gdyby jej się coś stało.- Odparł zupełnie szczerze. Nie natrząsał się, nie parskał, po prostu stwierdził fakt tak oczywisty jak to, że na jesień trochę w Londynie pada. Cały dzień się chmurzyło. Więź między bliźniętami była czymś zupełnie innym. Może nie było to to całe anal-srara czy jak to tam Lorraine kiedyś mu mówiła, ale gdyby Calanthe umarła… umarłaby jakaś mała cząstka jego własnej duszy.
Przesunął zamyślony palcem po mokrej krawędzi swojej szklanki, bardziej zainteresowany ciemnym alkoholem w środku niż patrzeniem na Richarda.
- Jaką prawdę? No o tej jego dziewczynie.- Wzruszył ramionami.- Ja wiem, że miłość nie wybiera i te sprawy. Ale Charles był… ugh, nie wiem jak to powiedzieć.- Wplótł na chwilę wciąż brudną od farby dłoń we włosy, przeczesując z lekka poddenerwowany platynowe kosmyki. Potarł czoło. Ewidentnie nie wiedział na ile sprzedać Mulcibera jego staremu. Ale w sumie nie był mu nic winny, a to jednak był ojciec Scar.- Twój synek był jak taka mała rybka w o wiele za dużym stawie. Wpakował się w coś o czym pewnie nie miał pojęcia i… miał wąty do mnie, że mu powiedziałem “ohoho Charles może to jednak nie za dobra partia, he?”
Już nie uciekał spojrzeniem. Gdy tylko wypluł z siebie pierwsze słowa prawdy, spojrzał prosto w brązowe oczy Mulcibera. Wypił jeszcze łyk, przeklinając się w myślach, że z tego wszystkiego zapomniał z domu swoich fajek. A przecież nie będzie od starego chłopa żydził.
- Poznałem go… Yyyy, w sumie to najpierw zobaczyłem go w Czarownicy. W lecie miał jakiś tam wywiad. Pomyślałem sobie: zajebiście, wreszcie trochę koloru i radości w tym nudnym jak pizda kraju. Więc go zaprosiłem do siebie, bo myślałem że się zaprzyjaźnimy. Tak po prostu, artyści muszą się trzymać razem.- Westchnął, opierając się wygodnie na krześle. Przełożył jedną rękę przez oparcie, a palcami drugiej postukiwał o swoje udo.
Nie podejrzewał, żeby Richard wiedział o jego występach na deskach Globe. Obrazów mógł się spodziewać patrząc na stan w jakim Malfoy się znajdował, ale miał przeczucie, że nie rozpoznałby jego ręki w tych, które zdobiły niegdyś witrynę Necronomiconu czy zajmowały całą przestrzeń podziemnej Galerii Sztuki, jego Eurydyki. Nawet medalion nagrobkowy na płycie dla Roberta Mulcibera wyszedł spod jego dłoni, ale nie chwalił się. To jego praca i tyle.
- Uznał, że artystą nie jest tylko rzemieślnikiem i w ogóle to chuj mi w dupę.- Parsknął śmiechem, komentując całe to pierwsze spotkanie.- Potem poznałem Scar i jakoś się wydało, że Charles to jej brat. Nie mieszam się do ich spiny, serio, ale mnie by trochę wkurwiło jakby Calanthe chodziła i mówiła, że jest jedynaczką, nie? W sensie, czułbym, że coś zjebałem. No ale pewnego dnia wyszliśmy do Dziurawego na śniadanie i przyprowadził tą dziewczynę...- Zamilkł na chwilę, po czym zniżył uważnie głos do szeptu. Nawet nachylił się, przez moment sprawiając wrażenie, że spoważniał.- Greybackównę. - Odchrząknął i rozejrzał się dookoła co by mieć pewność, że nie są podsłuchiwani. Wciąż jednak szeptał.- To co ci mówiłem, sir. On nie jest stąd, mógł nie wiedzieć. Nie zna Nokturnu, nie bywa na dole. A może i jej nie wyrastają uszka i ogon w pełnię, ale ja bym nie ryzykował, że mi jej rodzina naszcza na wycieraczkę, a za parę lat urodzi mi szczeniaka nieczystej krwi.
Uniósł ręce w geście “ale co ja tam wiem. nie moja sprawa, don’t shoot the messanger”. Odetchnął cicho i wrócił do normalnego tonu.
- No i tamtego wieczora chciałem z nim o tym pogadać. Jak mu powiedziałem co i jak, to dał mi w pysk. Nie oddałem mu, bo co ja będę brata Scarlett napierdalał, nie? Wróciłem do siebie i…- zastanowił się przez chwilę. Nie zamierzał wprowadzać Richarda w swoje relacje z Changami. Nie powinien interesować się zbyt mocno sprawami podziemia. Dla własnego bezpieczeństwa.- i… tak się skończyła nasza przygoda. Miałem ważniejsze rzeczy na głowie. Londyn płonął i te sprawy.
- Yeh, tak sądziłem. Byliście do siebie podobni. Też mam bliźniaczkę. Chyba bym se avadą jebnął w czoło gdyby jej się coś stało.- Odparł zupełnie szczerze. Nie natrząsał się, nie parskał, po prostu stwierdził fakt tak oczywisty jak to, że na jesień trochę w Londynie pada. Cały dzień się chmurzyło. Więź między bliźniętami była czymś zupełnie innym. Może nie było to to całe anal-srara czy jak to tam Lorraine kiedyś mu mówiła, ale gdyby Calanthe umarła… umarłaby jakaś mała cząstka jego własnej duszy.
Przesunął zamyślony palcem po mokrej krawędzi swojej szklanki, bardziej zainteresowany ciemnym alkoholem w środku niż patrzeniem na Richarda.
- Jaką prawdę? No o tej jego dziewczynie.- Wzruszył ramionami.- Ja wiem, że miłość nie wybiera i te sprawy. Ale Charles był… ugh, nie wiem jak to powiedzieć.- Wplótł na chwilę wciąż brudną od farby dłoń we włosy, przeczesując z lekka poddenerwowany platynowe kosmyki. Potarł czoło. Ewidentnie nie wiedział na ile sprzedać Mulcibera jego staremu. Ale w sumie nie był mu nic winny, a to jednak był ojciec Scar.- Twój synek był jak taka mała rybka w o wiele za dużym stawie. Wpakował się w coś o czym pewnie nie miał pojęcia i… miał wąty do mnie, że mu powiedziałem “ohoho Charles może to jednak nie za dobra partia, he?”
Już nie uciekał spojrzeniem. Gdy tylko wypluł z siebie pierwsze słowa prawdy, spojrzał prosto w brązowe oczy Mulcibera. Wypił jeszcze łyk, przeklinając się w myślach, że z tego wszystkiego zapomniał z domu swoich fajek. A przecież nie będzie od starego chłopa żydził.
- Poznałem go… Yyyy, w sumie to najpierw zobaczyłem go w Czarownicy. W lecie miał jakiś tam wywiad. Pomyślałem sobie: zajebiście, wreszcie trochę koloru i radości w tym nudnym jak pizda kraju. Więc go zaprosiłem do siebie, bo myślałem że się zaprzyjaźnimy. Tak po prostu, artyści muszą się trzymać razem.- Westchnął, opierając się wygodnie na krześle. Przełożył jedną rękę przez oparcie, a palcami drugiej postukiwał o swoje udo.
Nie podejrzewał, żeby Richard wiedział o jego występach na deskach Globe. Obrazów mógł się spodziewać patrząc na stan w jakim Malfoy się znajdował, ale miał przeczucie, że nie rozpoznałby jego ręki w tych, które zdobiły niegdyś witrynę Necronomiconu czy zajmowały całą przestrzeń podziemnej Galerii Sztuki, jego Eurydyki. Nawet medalion nagrobkowy na płycie dla Roberta Mulcibera wyszedł spod jego dłoni, ale nie chwalił się. To jego praca i tyle.
- Uznał, że artystą nie jest tylko rzemieślnikiem i w ogóle to chuj mi w dupę.- Parsknął śmiechem, komentując całe to pierwsze spotkanie.- Potem poznałem Scar i jakoś się wydało, że Charles to jej brat. Nie mieszam się do ich spiny, serio, ale mnie by trochę wkurwiło jakby Calanthe chodziła i mówiła, że jest jedynaczką, nie? W sensie, czułbym, że coś zjebałem. No ale pewnego dnia wyszliśmy do Dziurawego na śniadanie i przyprowadził tą dziewczynę...- Zamilkł na chwilę, po czym zniżył uważnie głos do szeptu. Nawet nachylił się, przez moment sprawiając wrażenie, że spoważniał.- Greybackównę. - Odchrząknął i rozejrzał się dookoła co by mieć pewność, że nie są podsłuchiwani. Wciąż jednak szeptał.- To co ci mówiłem, sir. On nie jest stąd, mógł nie wiedzieć. Nie zna Nokturnu, nie bywa na dole. A może i jej nie wyrastają uszka i ogon w pełnię, ale ja bym nie ryzykował, że mi jej rodzina naszcza na wycieraczkę, a za parę lat urodzi mi szczeniaka nieczystej krwi.
Uniósł ręce w geście “ale co ja tam wiem. nie moja sprawa, don’t shoot the messanger”. Odetchnął cicho i wrócił do normalnego tonu.
- No i tamtego wieczora chciałem z nim o tym pogadać. Jak mu powiedziałem co i jak, to dał mi w pysk. Nie oddałem mu, bo co ja będę brata Scarlett napierdalał, nie? Wróciłem do siebie i…- zastanowił się przez chwilę. Nie zamierzał wprowadzać Richarda w swoje relacje z Changami. Nie powinien interesować się zbyt mocno sprawami podziemia. Dla własnego bezpieczeństwa.- i… tak się skończyła nasza przygoda. Miałem ważniejsze rzeczy na głowie. Londyn płonął i te sprawy.