06.02.2026, 23:58 ✶
Oczy Macmillana rozszerzyły się na dźwięk podekscytowania w głowie półprzezroczystej kobiety, gdy ta na dobre zaczęła głosić tyrady na temat swoich sąsiadów. Nie dziwił się, że była uważana za takie utrapienie. Opowiadała zatrważające historię i gdyby nie widział na własne oczy listów wysyłanych przez nią do kwatery głównej kowenu, to może nawet przyznałby jej rację w kilku kwestiach. Nawet dla świętego spokoju. Domyślał się jednak, że charakterystyka innych mieszkańców kamienicy została dość mocno ubarwiona przez madame Turpin.
Latawica. Bezwstydnica. Para żyjąca na kocią łapę. Baron narkotykowy. Takiego towarzystwa prędzej spodziewałbym się po tej gorszej stronie Śmietelnego Nokturnu, skomentował bezgłośnie, kiwając głową za każdym razem, gdy duch zerkał na niego w poszukiwaniu afirmacji swoich wymysłów. Nawet nie wiedział, jak zareagować na te wieści. Zerknął mimochodem na Brennę, zastanawiając się, czy cokolwiek w tej opowieści było prawdą. Chwilę później Longbottom rozwiała tę ewentualność, a Sebastian musiał ukryć twarz w chusteczce, żeby nie parsknąć śmiechem. Narkotyki, mikstura na smoczą ospę. No tak, to prawie jedno i to samo.
— Niezaprzeczalnie, proszę pani — wymamrotał, nim kobieta wyleciała do drugiego pokoju.
Wypuścił powoli powietrze z ust. Jeśli Turpin się nie uspokoi, to pytanie nie będzie brzmiało czy należało ją wyegzorcyzmować, a zmieni się w: kiedy to nastąpi. I jak okropne by to nie było, wiele zależało właśnie od sąsiadów martwej czarownicy. I tego jak bardzo się rozkręci, kiedy wysłannicy Ministerstwa Magii ewakuują się spod wejścia do kamienicy.
— Może to jednak były nielegalne substancje, a nie maść na smoczą ospę? — podsunął, nie potrafiąc się powstrzymać przed tym komentarzem. Cała ta sytuacja była tak irracjonalna, że aż poniekąd zabawna.
Westchnął cicho. Domyślał się, czego oczekiwała po nim panna Longbottom. Pytanie tylko, czy mógł jakkolwiek ułatwić jej życie na tym etapie... postępowania.
— Nie odprawię w tej chwili egzorcyzmów — poinformował po chwili koleżankę, woląc odpowiednio wcześnie ugasić jej entuzjazm, gdyby faktycznie zaczęła liczyć na to, że pozbędzie się dziś pani Turpin. Sebastian rozejrzał się na prawo i lewo, zawieszając na dłużej spojrzenie, na co większych meblach. — Departament musi wszcząć odpowiednie procedury od swojej strony. Po tym, jak zostanie rozpatrzona oficjalna skarga. — Wbił wzrok w podłogę. — Rozumiem, dlaczego jest problemem dla mieszkańców, ale to nie jest nagły wypadek. Z wielką chęcią pomogę w negocjacjach, ale na tym etapie nie mógłbym z czystym sercem jej zamknąć w naczyniu. Chociaż... Kiedy już ktoś to zgłosi, to decyzja raczej zostanie rozpatrzona pozytywnie. Nękanie całej kamienicy, pomoc przestępcy... To nie będzie działało na jej korzyść.
Latawica. Bezwstydnica. Para żyjąca na kocią łapę. Baron narkotykowy. Takiego towarzystwa prędzej spodziewałbym się po tej gorszej stronie Śmietelnego Nokturnu, skomentował bezgłośnie, kiwając głową za każdym razem, gdy duch zerkał na niego w poszukiwaniu afirmacji swoich wymysłów. Nawet nie wiedział, jak zareagować na te wieści. Zerknął mimochodem na Brennę, zastanawiając się, czy cokolwiek w tej opowieści było prawdą. Chwilę później Longbottom rozwiała tę ewentualność, a Sebastian musiał ukryć twarz w chusteczce, żeby nie parsknąć śmiechem. Narkotyki, mikstura na smoczą ospę. No tak, to prawie jedno i to samo.
— Niezaprzeczalnie, proszę pani — wymamrotał, nim kobieta wyleciała do drugiego pokoju.
Wypuścił powoli powietrze z ust. Jeśli Turpin się nie uspokoi, to pytanie nie będzie brzmiało czy należało ją wyegzorcyzmować, a zmieni się w: kiedy to nastąpi. I jak okropne by to nie było, wiele zależało właśnie od sąsiadów martwej czarownicy. I tego jak bardzo się rozkręci, kiedy wysłannicy Ministerstwa Magii ewakuują się spod wejścia do kamienicy.
— Może to jednak były nielegalne substancje, a nie maść na smoczą ospę? — podsunął, nie potrafiąc się powstrzymać przed tym komentarzem. Cała ta sytuacja była tak irracjonalna, że aż poniekąd zabawna.
Westchnął cicho. Domyślał się, czego oczekiwała po nim panna Longbottom. Pytanie tylko, czy mógł jakkolwiek ułatwić jej życie na tym etapie... postępowania.
— Nie odprawię w tej chwili egzorcyzmów — poinformował po chwili koleżankę, woląc odpowiednio wcześnie ugasić jej entuzjazm, gdyby faktycznie zaczęła liczyć na to, że pozbędzie się dziś pani Turpin. Sebastian rozejrzał się na prawo i lewo, zawieszając na dłużej spojrzenie, na co większych meblach. — Departament musi wszcząć odpowiednie procedury od swojej strony. Po tym, jak zostanie rozpatrzona oficjalna skarga. — Wbił wzrok w podłogę. — Rozumiem, dlaczego jest problemem dla mieszkańców, ale to nie jest nagły wypadek. Z wielką chęcią pomogę w negocjacjach, ale na tym etapie nie mógłbym z czystym sercem jej zamknąć w naczyniu. Chociaż... Kiedy już ktoś to zgłosi, to decyzja raczej zostanie rozpatrzona pozytywnie. Nękanie całej kamienicy, pomoc przestępcy... To nie będzie działało na jej korzyść.