Dyskutowali o potencjalnym zagrożeniu, aby przygotować się na każdą ewentualność. Dywan nadal przyciągał jej wzrok, jakoś odruchowo spoglądała w tamtym kierunku, żeby mieć pewność, iż nie ruszył się z miejsca. Trudno jej to było jednak ocenić, bo obraz nieco jej się rozmazywał, był bardzo miękki, mimo tego, że próbowała go wyostrzyć mrużąc oczy. To nie do końca pomagało, niestety. Niby rozum próbował podpowiedzieć jej, że to wcale nie było żadne zwierzę, że koło węża to nawet nie stało, jednak Benjy całkiem skutecznie już na samym początku wzbudził w niej wątpliwości, na szczęście dostrzegł ewentualne zagrożenie, dzięki czemu mogli przygotować plan, a nawet kilka, tak jak najbardziej lubiła. To co miał do powiedzenia jej mąż w tej chwili wydawało się jej być całkiem sensowne, właśnie dlatego tak kiwała głową, nie negowała jego słów, w przeciwieństwie do niej, która czerpała wiedzę głównie z książek ta jego opierała się na praktyce, co bardzo jej imponowało w tej chwili. Dobrze było mieć przy swoim boku kogoś tak doświadczonego, mało kto mógł się poszczycić taką wiedzą.
Pojawiły się wątpliwości związane z porą żywienia gada. Nie miała pojęcia, w jaki sposób mógł funkcjonować, czy jadł raz dziennie, raz na kilka dni, raz na tydzień? Od czego to zależało, czy po prostu był głodny to sięgał po posiłek, czy teraz był głodny, czy może aktualnie trawił poprzedni obiad? Miała bardzo mało danych, przez co nie do końca umiała wyciągnąć jakiekolwiek wnioski, co nieco ją irytowało. Nie mogli przez to do końca przygotować się na wszystko, bo nie wiedzieli jak wyglądała codzienność węża, nie mieli szansy obserwować jego zwyczajów, zresztą nie był chyba żadnym znanym gatunkiem, przez co też wiedza teoretyczna odpadała. Niedobrze.
- Jeśli każdy ma swoje godziny, to on też ma swoje godziny, czy on nie jest każdy? - Pamiętała jak to było, kiedy rodzice jej powtarzali w tych najbardziej stresujących ją momentach, że nie jest jak każdy, i że nie powinna się sugerować innymi, czy mama i tata wąż mogli mu powtarzać takie same słowa? Nie miała pojęcia, to tylko mieszało w jej głowie, bo już nie wiedziała, czy jak każdy miał swoje godziny posiłków, czy jak nie każdy mógł nagle zgłodnieć i postanowić ich zeżreć. - Nie da się jeść cały czas. - Dodała jeszcze na jego komentarz. To sugerowałoby, że wąż też musi mieć jakiś swój system, tyle, że nie miała pojęcia, jak on działał. - Wydaje Ci się, nie masz żołądka bez dna, no chyba, że byś coś spalił, wtedy przez moment mogłoby Ci się wydawać, że tak jest. - Bywały momenty, kiedy bardzo trudno było zaspokoić głód, poczucie sytości nie nadchodziło, bo było nieco zaburzone, nie wydawało jej się jednak, aby to miał być ich dzisiejszy problem, chociaż w sumie, zmierzyła Benjy'ego wzrokiem od stóp do głów, dotarło do niej nagle, że był trochę jak studnia bez dna, zapomniała o tym na chwilę. Być może faktycznie mógłby dzisiaj ciągle jeść, to wcale nie było takie wątpliwe. - Nie wiem i nie chcę wiedzieć? - Skrzywiła się odruchowo na samą myśl, że można by z tego czegoś zrobić posiłek, zdecydowanie wolałaby nie sprawdzać tego, jak smakuje. - i nie chcę wiedzieć skąd Ty wiesz, jak smakują wonsze, dobra? to by było za dużo na teraz. - Wolała go uprzedzić, chociaż mogła się spodziewać tego skąd to wie. Nie chciała jednak myśleć o tym, co kiedyś wsadzał do ust. Pokręciła głową, jakby chciała wyrzucić te myśli ze swojej głowy.
Kolejne pytanie nieco zbiło ją z tropu, faktycznie całkiem dobrze, że Benjy je zadał. Jeśli to był magiczny gad, to może znał się na zegarku, przeniosła znowu na niego wzrok, nie wydawał się jej być z tej odległości szczególnie światły, nie miał zbyt mądrego wyrazu twarzy, więc może nie mieli się czym martwić. - Nie ma ręki, nie miałby jak sprawdzić, tak, a słońce poszło spać, ale co jak wstanie, i on będzie wiedział, że to już? - Jeśli kierował się słońcem, to musiał czekać na kolejny dzień, mógł ich zwodzić ze swoimi zamiarami do rana... - Może nie ma nadgarstka, a co jakby go nosił na ogonie? Czy on ma ogon, czy cały jest ogonem, czy jego ogon to równocześnie jego brzuch? Zegarek na brzuchu brzmi dziwnie, przeszkadzałby mu na pewno. - Pokiwała teraz sobie głową twierdząco, to raczej nie było dla gada szczególnie wygodnie, więc może nie było sensu martwić się jego umiejętnością odczytywania godzin z zegarka. - ale tak, to wyśmienity pomysł, zmylmy go, poprzestawiajmy wszystkie tak w razie gdyby jednak... - Gdyby jednak ich wąż znał się na zegarku, przezorność była bardzo dobrym nawykiem.
Na moment odpuścili bestii, zajęli się tym, co było w tej chwili istotniejsze, a mianowicie przenoszeniem kartonów do domu i układaniem ich, no nie było to jeszcze jakoś szczególne zaawansowane układanie, raczej po prostu uporządkowanie tego tak, aby istniało jakieś przejście w przedpokoju. Prue się w to zaangażowała całkiem mocno, sprawiało jej to przyjemność, przynajmniej do momentu, w którym jej wspaniała wieża postanowiła przestać współpracować. Nieco rozczarowana przycupnęła pod ścianą i spoglądała na tę niewielką tragedię. Nie chciało jej się tego sprzątać, ale zostali podstawieni pod ścianą przez węża, który patrzył na nich złowieszczo, patrzył, chociaż nie miał powiek, ale miał oczy, powieki nie były mu potrzebne do patrzenia... Prudence zaczęła się już gubić w tym, co było mu do czego potrzebne, a co niepotrzebne, jednak warto było przedyskutować jego przystosowanie anatomiczne do życia, to mogło dać im do myślenia.
Zmarszczyła nos słuchając argumentów Benjy'ego, nie do końca jej się wydawało, aby to, że wąż ciągle patrzył było jego wadą, wręcz przeciwnie. - Co jeśli postanowi nas zaatakować, jak będziemy mrugać, skoro on nie mruga, to ma większe szanse. - Na pewno zauważyłby ich nieuwagę. - Wiem! - Odparła z entuzjazmem. - Nie możemy mrugać jednocześnie, wtedy nie uda mu się nas przechytrzyć. - To było całkiem bystrym rozwiązaniem, a przynajmniej tak się jej w tej chwili wydawało. - Trudno będzie zauważyć, że przestał spać, jak nie ma powiek i nie zamyka oczu. - To był kolejny problem, który jej się teraz nasunął. - chyba, że wtedy będzie się ruszać, jak już się obudzi to będzie musiał się ruszać i robić szszszsz, co nie? - Spojrzała na swojego męża, jakby był jakimś specjalistą do spraw węży, w jej oczach teraz naprawdę nim był. Potrzebowała odpowiedzi na nurtujące ją pytania.
- Trochę jesteśmy, nie mamy elementu zaskoczenia, a do tego nas podsłuchuje, chociaż nie wiem, czy nas słyszy, jak śpi? Chyba nie? - Wszystko zależało od tego, czy ten gad naprawdę spał w tej chwili, czy tylko próbował ich oszukać. W tej sytuacji było coraz więcej niewiadomych, coraz więcej pytań, więc musieli naszykować rozwiązania na więcej ewentualności, to robiło się naprawdę bardzo skomplikowaną sprawą. Kiedy zwrócił uwagę na tuszę węża przyglądała się jego rękom, gdy próbował zademonstrować obwód zwierzęcia, a później ponownie spojrzała w jego kierunku, próbowała to oszacować przyglądając się wężowi bardzo uważnie, to co pokazał Benjy było bardzo bliskie rzeczywistości, przynajmniej tak się jej wydawało. No, do najszczuplejszych nie należał. - Jest gruby. - Powtórzyła, bo było to prawdą, no nie dało się stwierdzić inaczej. - Tylko może schudnąć, chociaż nie w jedną noc, co nie? - Na pewno nie mógł zrzucić masy tak szybko, chyba, że strawiłby poprzedni posiłek, tyle, że wcale nie wiedzieli, czy był najedzony, czy po prostu gruby, kolejna niewiadoma. - Zmieścić to się może i zmieści, ale czy wyjdzie? Z tym gorzej. - Mógł jakoś wcisnąć się do rury, gdyby się postarał, pewnie część ciała by tam wlazła, ale gorzej z całością.
Coraz bardziej wierzyła w to, że wąż nie był tak poważnym zagrożeniem, jak jej się wydawało. Na piętrze będą musieli być bezpieczni, bo co słusznie zauważył jej mąż, nie wyglądał jakby potrafił się teleportować, a nóg nie miał, więc niby jakim cudem miałby pokonać schody, to było niemożliwe, albo miało trwać bardzo dużo czasu, na pewno zdążyliby się wyspać, nim miałby stąd trafić na górę. - Może, tak, one chyba chodzą po drzewach, poręcz jest z drewna więc jest trochę jak drzewo, ale to na pewno będzie czasochłonne, nie mamy się czym martwić. - W końcu jej ulżyło, wszystkie przedstawione przez nich argumenty gwarantowały w jej opinii to, że nie mieli się czym martwić. Wąż nie miał ich zjeść tej nocy, ani żadnej kolejnej.
Później przypięła mu jeszcze do włosów tę spinkę, która to miała być ochroną przed gadem, gdyby jednak wężowi jakoś udało się do nich dostać, chociaż, czy o to jej chodziło? Nie do końca, nie chciała zgubić tej drobnej spinki, a Benjy nawet nieświadomie na pewno będzie jej pilnował, nie pozwoli, aby stała się jej krzywda, szkoda by było, żeby spinka przetrwała tyle lat i zgubiła się przy pierwszym wypadnięciu z kartonu. Zgodzili się co do tego, że wyglądał z nią we włosach dobrze, więc nie było powodu, aby miał ją zdjąć.
Musiała nieco podskoczyć, właściwie to podnieść się na nogach, żeby przybić mu piątkę, tak właściwie to ledwo otarła się dłonią o jego dłoń, bo nie dosięgnęła tak wysoko, niezbyt odpowiednio oszacowała odległość z racji na rozjeżdżający się obraz, było to nieco pokraczne, ale jednak idealnie podsumowało ich dzisiejszą współpracę, bo ona wyglądała podobnie przez ten stan, w którym się znajdowali, najważniejsze, że udało im się doprowadzić sprawy do końca, no prawie do końca bo pozostał jeszcze ten drobny bałagan na podłodze.
Udało jej się wstać bez żadnych szkód, zaczęła angażować się w ogarnianie otoczenia, chociaż szło jej to niezbyt dobrze. - Skoro jesteś specjalistą od koralików. - Był, widziała to, obserwowała jak mu to wyśmienicie szło. - To ja zajmę się liśćmi, bo one Cię nie lubią, to chyba całkiem niezły układ? Liście nie myślą, więc będzie mi łatwiej. - Skoro koraliki miały jakiś swój plan działania, to wolała zająć się martwą roślinnością.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control