07.02.2026, 17:23 ✶
- W trakcie.
Wszak gdy zostanie zabity dostanie najlepszy możliwy kanał do kontaktów z przodkami, ale Cathal mógł go wcześniej o tym poinformować.
Trudno powiedzieć, czy faktycznie gdyby dopadł bębniarza, zabiłby go na miejscu. Prawdopodobnie miałby na to ochotę, ale być może rozsądek jednak by się odezwał i podpowiedział, że pozbycie się kogoś w centrum Londynu, nawet gdy sytuacja była tak niestabilna, mogłoby zaprowadzić Shafiqa prosto do Azkabanu. Ukrywanie ciał w mieście było dużo bardziej problematyczne niż na pustyni, a gdy ktoś tutaj zaginął, rzadziej machano na to po prostu ręką, jak robiono to w Afryce, gdzie ludzi było dużo, a kontynent zbyt duży i zbyt pełen kryjówek, aby chciało się kogoś szukać zbyt gorąco.
Tak czy inaczej nie dostał szansy się przekonać.
– Nie planuję samobójstwa w najbliższym czasie – stwierdził, a w jego głowie rozbrzmiał własny głos, dawne wspomnienie.
Musisz mi coś obiecać.
Odgonił je jednak szybko, a kraniec różdżki rozjaśnił się światłem, kiedy Cathal rozglądał się po piwniczym pomieszczeniu, jakby spodziewał się, że zaraz zobaczy jednak bębny albo samego bębniarza, ale było tylko to drewno.
– Jeśli nawet się przestraszył, zaraz zacznie znowu – powiedział, spoglądając ku Ginny. Może powinien po prostu odpuścić: w jego mieszkaniu i tak nie dawało się przebywać, a on tkwił teraz głównie na wykopaliskach, nie wpadając nawet do Little Hangleton. Ale naprawdę chciał dobitnie wyjaśnić temu domorosłemu perkusiście, dlaczego tak idiotyczna muzyka nie jest czymś, czemu powinieneś oddawać się w londyńskiej kamienicy. – Mógłbym przysiąc, że dźwięk dochodził z tej piwnicy.
Z jego piwnicy. I to naprawdę go wkurwiło i skłoniło do wywalenia tych drzwi. Teraz, kiedy okazywało się, że może jednak dźwięki dobiegały z którejś z sąsiednich, Cathal dalej był wprawdzie zły, ale też trochę skonfundowany. Nie zmieniało to jednak tego, że we własnej głowie rozwalał te bębny i dusił bębniarza, a ktoś – może Slytherin – chichotał w jego głowie na te fantazje.
Wszak gdy zostanie zabity dostanie najlepszy możliwy kanał do kontaktów z przodkami, ale Cathal mógł go wcześniej o tym poinformować.
Trudno powiedzieć, czy faktycznie gdyby dopadł bębniarza, zabiłby go na miejscu. Prawdopodobnie miałby na to ochotę, ale być może rozsądek jednak by się odezwał i podpowiedział, że pozbycie się kogoś w centrum Londynu, nawet gdy sytuacja była tak niestabilna, mogłoby zaprowadzić Shafiqa prosto do Azkabanu. Ukrywanie ciał w mieście było dużo bardziej problematyczne niż na pustyni, a gdy ktoś tutaj zaginął, rzadziej machano na to po prostu ręką, jak robiono to w Afryce, gdzie ludzi było dużo, a kontynent zbyt duży i zbyt pełen kryjówek, aby chciało się kogoś szukać zbyt gorąco.
Tak czy inaczej nie dostał szansy się przekonać.
– Nie planuję samobójstwa w najbliższym czasie – stwierdził, a w jego głowie rozbrzmiał własny głos, dawne wspomnienie.
Musisz mi coś obiecać.
Odgonił je jednak szybko, a kraniec różdżki rozjaśnił się światłem, kiedy Cathal rozglądał się po piwniczym pomieszczeniu, jakby spodziewał się, że zaraz zobaczy jednak bębny albo samego bębniarza, ale było tylko to drewno.
– Jeśli nawet się przestraszył, zaraz zacznie znowu – powiedział, spoglądając ku Ginny. Może powinien po prostu odpuścić: w jego mieszkaniu i tak nie dawało się przebywać, a on tkwił teraz głównie na wykopaliskach, nie wpadając nawet do Little Hangleton. Ale naprawdę chciał dobitnie wyjaśnić temu domorosłemu perkusiście, dlaczego tak idiotyczna muzyka nie jest czymś, czemu powinieneś oddawać się w londyńskiej kamienicy. – Mógłbym przysiąc, że dźwięk dochodził z tej piwnicy.
Z jego piwnicy. I to naprawdę go wkurwiło i skłoniło do wywalenia tych drzwi. Teraz, kiedy okazywało się, że może jednak dźwięki dobiegały z którejś z sąsiednich, Cathal dalej był wprawdzie zły, ale też trochę skonfundowany. Nie zmieniało to jednak tego, że we własnej głowie rozwalał te bębny i dusił bębniarza, a ktoś – może Slytherin – chichotał w jego głowie na te fantazje.
Rzut Z 1d100 - 32
Akcja nieudana
Akcja nieudana