Właściwie to Guinevere wcale go nie podejrzewała o to, że od razu dokona morderstwa, gdy tylko dorwie w swoje ręce tego, kto mu tak bardzo zakłócał spokój. A jakże, byłby do tego zdolny… zwłaszcza w afekcie, ale już samo to, że ktoś mu się włamał do piwnicy było alarmujące i być może dlatego aż tak bardzo się tym ewentualnym morderstwem nie przejmowała (ktokolwiek to był, najpewniej by zasłużył na obicie twarzy)… Tym niemniej czuła w kościach, że Shafiq może odwalić coś głupiego, coś, czego będzie potem żałował, tym bardziej, gdy usłyszała ten wybuch…
– Mhm, w najbliższym – wymamrotała i odkaszlnęła pyłem, dymem, kurzem i wszystkim tym co wzbiło się w powietrze, gdy Cathal postanowił wysadzić drzwi do swojej piwnicy, te same, które teraz się tak kołysały na zawiasie, a na które Guinevere tak łypnęła. – To co to był za wybuch? – zapytała podejrzliwie i już w ręce miała swoją różdżkę, mieląc teraz chusteczkę, która niewiele pomogła na sadzę, której jeszcze chwilę temu dotykała, w drugiej dłoni. – Chcesz sobie sufit zawalić na głowę? – dodała nieprzekonana, ale w końcu zeszła ze schodów i stanęła na palcach, żeby zajrzeć do tej piwnicy.
Drażniła się z Calem, ale przecież to nie tak, że mu nie wierzyła, bo przecież też słyszała te dziwne dźwięki. To nie działo się tylko w głowie blondyna, gdyby słyszał je tylko on, to mieliby tu zupełnie inną rozmowę, ale również je słyszała i to było tym bardziej martwiące… Nie była to sprawa, którą należało olać, tak przynajmniej uważała.
– A próbowałeś rozproszyć magię? Może kryje się i mami zmysły jakąś iluzją – podsunęła, a jej oczy płynnie zmieniły się z jasnobrązowych w złote, kocie. – Nie świeć mi tym w oczy, zobaczę czy widać tu coś więcej. Albo… poczekaj, zobaczę czy czegoś tutaj nie czuć – dodała i zaraz w jej miejscu stał kot, który przecisnął się obok nóg Cathala do środka piwnicy, by sobie obejrzeć jej wnętrze z zupełnie innej perspektywy. Kiwała przy tym łbem na wszystkie strony, z lekko otwartą buzią, ewidentnie chłonąc wszystkie zapachy, jakie tylko mogła.