– W zasadzie… to chyba faktycznie możemy – odpowiedziała wolno, z wyraźnym zastanowieniem. – Z tego co zrozumiałam, to wspomnienie, które widziałeś, było związane w jakiś sposób z wodą, statkiem, tak? To od Laurenta podobnie… Więc… biorąc pod uwagę waszą miłość do wody, to chyba jedyny sensowny trop – stwierdziła w końcu. Nie widziała tu żadnego innego sensownego powiązania, innego wytłumaczenia, dlaczego akurat oni – Dægberht oraz Laurent – doświadczyli dziwnych wizji. Nie był to nikt związany z rodem Lestrange, nie był to żaden znany jej widmowidz…
– Cóż, chyba dobrze, że nasze róże na nikogo się nie rzuciły, bo dopiero byłby problem – zażartowała sobie, a jedyną oznaką tego, że nie mówiła poważnie, było to, że lekko zadrżał jej kącik ust, ale akurat ze wszystkich znanych jej ludzi Flint należał do tych, którzy nie powinni mieć problemu zauważyć, że w tej sekundzie swojego życia Victoria Lestrange wcale nie jest śmiertelnie poważna. – Obiecuję, że nie zajmę ci dzisiaj dużo czasu, zdążysz odwiedzić wszystkich, których masz na liście – puściła do niego nawet oko. – Bardzo chętnie bym znalazła – ale… nie było żadnego ale, bo był to fakt, choć niełatwo było w obecnym czasie znaleźć dużo tego wolnego, a Victoria już się gotowała na nadgodziny, biorąc pod uwagę ślub, który miał się niedługo odbyć.