09.02.2026, 14:16 ✶
Dziedzic? Niektóre osoby to wręcz przyciągało. A i nijak nie wydawało się Brennie czymś niezwykłym: chyba po prostu zawsze czuła się zobowiązana zajmować wieloma rzeczami i nie postrzegała czegoś takiego jako trudne. Ale tak, dochodził ten drugi element: Borginowie. Rodzina kojarzona ze sklepem na Nokturnie i opowieściach o ścinaniu głów wrogom. Nazwisko, które jej konkretnie kojarzyło się z mrocznym znakiem. Słusznie? Może nie, ale historia Crawleyów, głowa podrzucona na biurko Harper, dla niej to było jednoznaczne. Ale...
- Są pewnie kobiety, które to zachęca - stwierdziła krótko na ten temat. - Myślę, że to bardziej skomplikowane, Anthony. Mam wrażenie, że mniejsze znaczenie ma to, czego szukamy niż to, co sprawia, że postanawiamy zostać.
Albo to, co sprawiało, że postanowiło się odejść.
Uśmiechnęła się, tak trochę ironicznie, kiedy odpowiedział. Niewiele z tą odpowiedzią mogła zrobić, ale de facto przecież potwierdzał, że ma kontakt ze swoim poszukiwanym kuzynem… inna sprawa, że poszukiwania prowadzono w dziwny sposób, gdy nawet szukający nie wiedzieli, dlaczego kogo szukają, bliscy nie zostali przesłuchani i gdyby miała zamiar użyć tego przeciwko niemu, łatwo mógłby wyłgać się czymś w stylu „oj, no nie widziałem go od dawna, ale liczę, że wróci wkrótce z podróży, skąd miałem wiedzieć, że Ministerstwo go potrzebuje”?
– Czyimś zdaniem już wzięłam, najwyraźniej, chociaż trzeba przyznać, że ja nie miałam o tym pojęcia. I nie proszę, żebyś komukolwiek coś wyperswadowywał.
Zdaniem Brenny najgorszym było bycie człowiekiem, którego ktoś niewinny musiał się bać. Jego kot, syn, żona, ale też przypadkowe dziecko czy dziewczyna spotkana na ulicy. Ale to było jedno z tych przemyśleń, którymi ani myślała się dzielić.
– Mógłbyś też opanować zaklęcia, przyciągające kocie futro. Albo po prostu rzucić mu kocyk na poduszkę. – Nie żeby zdaniem Brenny kocyk wystarczył, aby powstrzymać kota przed zawłaszczeniem większej ilości przestrzeni, ale mógł tę obecność włosów wszędzie dookoła ograniczyć, jeśli kota się nauczy, że to jego miejsce. Chociaż ktoś, kto miał problem z sierścią, niekoniecznie zdawał się jej najlepszym opiekunem, nie zamierzała go zniechęcać: ostatecznie zwierzak pewnie będzie u niego szczęśliwszy niż w schronisku. – Sądzę, że to częsta przypadłość papierów, zwłaszcza w Departamentach takich jak twój. Może potrzebujesz zatrudnić asystenta – rzuciła jeszcze, puszczając jego dłoń w chwili, w której melodia umilkła.
- Są pewnie kobiety, które to zachęca - stwierdziła krótko na ten temat. - Myślę, że to bardziej skomplikowane, Anthony. Mam wrażenie, że mniejsze znaczenie ma to, czego szukamy niż to, co sprawia, że postanawiamy zostać.
Albo to, co sprawiało, że postanowiło się odejść.
Uśmiechnęła się, tak trochę ironicznie, kiedy odpowiedział. Niewiele z tą odpowiedzią mogła zrobić, ale de facto przecież potwierdzał, że ma kontakt ze swoim poszukiwanym kuzynem… inna sprawa, że poszukiwania prowadzono w dziwny sposób, gdy nawet szukający nie wiedzieli, dlaczego kogo szukają, bliscy nie zostali przesłuchani i gdyby miała zamiar użyć tego przeciwko niemu, łatwo mógłby wyłgać się czymś w stylu „oj, no nie widziałem go od dawna, ale liczę, że wróci wkrótce z podróży, skąd miałem wiedzieć, że Ministerstwo go potrzebuje”?
– Czyimś zdaniem już wzięłam, najwyraźniej, chociaż trzeba przyznać, że ja nie miałam o tym pojęcia. I nie proszę, żebyś komukolwiek coś wyperswadowywał.
Zdaniem Brenny najgorszym było bycie człowiekiem, którego ktoś niewinny musiał się bać. Jego kot, syn, żona, ale też przypadkowe dziecko czy dziewczyna spotkana na ulicy. Ale to było jedno z tych przemyśleń, którymi ani myślała się dzielić.
– Mógłbyś też opanować zaklęcia, przyciągające kocie futro. Albo po prostu rzucić mu kocyk na poduszkę. – Nie żeby zdaniem Brenny kocyk wystarczył, aby powstrzymać kota przed zawłaszczeniem większej ilości przestrzeni, ale mógł tę obecność włosów wszędzie dookoła ograniczyć, jeśli kota się nauczy, że to jego miejsce. Chociaż ktoś, kto miał problem z sierścią, niekoniecznie zdawał się jej najlepszym opiekunem, nie zamierzała go zniechęcać: ostatecznie zwierzak pewnie będzie u niego szczęśliwszy niż w schronisku. – Sądzę, że to częsta przypadłość papierów, zwłaszcza w Departamentach takich jak twój. Może potrzebujesz zatrudnić asystenta – rzuciła jeszcze, puszczając jego dłoń w chwili, w której melodia umilkła.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.