Chyba nie zarejestrowała tego, że Borgin mieszka z matką. Może po prostu wyparła ten fakt? Starała się sobie przypomnieć, czy faktycznie wspominał jej coś o tym, czy zapomniał... Miała świadomość, że nie wszyscy jak jej rodzice mogli sobie pozwolić na kupno mieszkania swojej latorośli, kiedy kończyła ona szkołę. Nie spodziewała się jednak, że Borgin nadal mieszka z mamą. Myślała raczej, że może dzieli mieszkanie z przyjaciółmi, kolegami z pracy, czy coś. Wydawało jej się to bardziej prawdopodobne. Była zaskoczona, pewnie gdyby wcześniej o tym wiedziała, to by się tutaj nie pojawiła. Jednak głupio jest się tak zjawiać, o tak wczesnej godzinie, zawracać komuś głowę, panikować na wejściu, niepokoić. Powinna się zapaść pod ziemię. Nie było jednak odwrotu. Skoro kobieta już ją zobaczyła, to musiała wejść do środka, mimo tego wstydu, który ją ogarnął. Udało jej się nawet dzięki temu zapomnieć o tym, co ją tutaj sprowadziło.
Nie był to najlepszy sposób na zapoznanie, jednak skoro już do tego doszło Stella musiała jakoś to ogarnąć. Nie chciała zrobić na kobiecie złego wrażenia, w końcu była matką Stanleya. Wolałaby, żeby miała dobrą opinię, na tyle, na ile się da po takim efektownym wejściu. Wiedziała, że mogła zrobić dosyć nieciekawe pierwsze wrażenie, a do tego na pewno wyglądała dzisiaj jak siedem nieszczęść. Ten dzień zapowiadał się naprawdę wspaniale, a jeszcze chwilę wcześniej nie sądziła, że może być gorzej. Niepotrzebnie kusiła los, jakby chciał jej udowodnić że się myli.
Kiedy Avery weszła do środka mieszkania wyciągnęła rękę w kierunku kobiety. Wypadało się też przedstawić, skoro już było dane jej ją poznać. - Stella Avery, jestem znajomą Stanleya. - Uścisnęła jeszcze delikatnie dłoń kobiety. - Przepraszam, że niepokoję Was o tak wczesnej porze. - Spuściła wzrok i zaczęła się wpatrywać w swoje buty, jakby były jakimś dziełem sztuki. Miała lekkie wyrzuty sumienia, wolała więc przeprosić, wypadało. Nie chciała, żeby kobieta źle odebrała jej wizytę, ani uznała ją za jakąś histeryczkę. Anne jednak jakby nie miała problemu z tym, że Stella się tutaj pojawiła. Okazywała spokój, którego brakowało pannie Avery.
Usłyszała kroki, podniosła wzrok, na jej twarzy pojawił się niewielki uśmiech spowodowany tym, że zobaczyła Borgina. Najchętniej od razu by do niego podbiegła, jednak obecność jego matko skutecznie ją odsunęła od tego pomysłu. Wpatrywała się w mężczyznę dłuższą chwilę, sam jego widok ją uspokoił. Wiedziała, że już jest bezpieczna. Anne zamknęła drzwi, ten człowiek ze snu nie wejdzie do środka, udało jej się uciec. Może jednak dzisiaj nie umrze?
Pani Borgin chyba wyczuła, że Stella przyszła tutaj porozmawiać o czymś co ją zaniepokoiło, nie było w tym nic dziwnego, chyba ślepy by zauważył w jakim jest stanie i opuściła pokój. Avery mogła wreszcie wyrzucić wszystko z siebie. Podeszła powoli do Stanleya, w jej oczach pojawiły się łzy. - Przepraszam, nie wiedziałam do kogo pójść. - Głos jej drżał, nadal była zaniepokojona. Gdy znalazła się przed nim mógł dostrzec ślady palców, które w nocy zaciskały się na jej szyi, jakby to wszystko wydarzyło się naprawdę.
Przyglądała się Borginowi uważnie, musiała mu opowiedzieć o tym, co się jej przytrafiło. - On próbował mnie zabić. - Odetchnęła głęboko. - Trzy razy próbował mnie zabić. Ty mnie przed nim ocaliłeś. - Nie miała przecież pojęcia o tym, że Stanley też pamięta ten koszmar. - Myślałam, że to sen, jeden z tych strasznych, po prostu. - W końcu każdy czasem miewał koszmary, nie było to nic nadzwyczajnego. - Tylko, że zobaczyłam to. - Przesunęła kosmyk włosów z szyi, aby ją odsłonić, chciała mu pokazać siniaki, jakie tam znalazła. - Mam też ślady na nadgarstkach i kostkach, jakby to wszystko wydarzyło się naprawdę. - Stała przed nim, nadal wystraszona, próbowała się nie trząść ze strachu, szło jej to jednak dosyć opornie. - Co jeśli on wróci? - We śnie, a może na jawie? Skąd mogła wiedzieć, że oparwca nie zechce dokończyć swojego dzieła.