10.02.2026, 11:05 ✶
W samej naturze Brenny leżały dwie pozornie sprzeczne rzeczy: z jednej strony pogoda ducha, z drugiej automatyczne analizowanie, co może pójść nie tak i próby zapobiegnięcia temu. O ile zwykle łączyło się to całkiem nieźle, i czarnowidztwo oraz skłonności do planowania nie wpływały na jej radosne usposobienie, o tyle teraz utrzymać uśmiech było trochę trudniej… ale to że stało się to trochę trudniejsze, nie oznaczało, że jest niemożliwe.
Ale kiedy zadeklarował, że zawsze i wszędzie, to uśmiech był szczery i przyszedł jej bez choćby odrobiny trudu. Hjalmar był jednym z niewielu ludzi, których dało się nazwać bez wahania po prostu dobrym człowiekiem, i to było jakoś… pocieszające.
– Świetnie – powiedziała. – Jak zechcesz, ale będziesz musiał przyjąć zapłatę przynajmniej w cieście i pączkach – stwierdziła, nagle surowym tonem, który pewnie był elementem żartu, biorąc pod uwagę kontrast sposobu, w jaki wypowiedziała słowa, a samych słów.
– Chyba… to znaczy, nie znam się jakoś szczególnie na klątwach, ale tak myślę? Na przykład w niektórych domach trudno przebywać bez strachu. A zdarzyło się i że niektórzy duszą się nocą – stwierdziła, już normalnym tonem, przesuwając karty notatnika tak, aby pokazać Hjalmarowi tę, która wędrowała po jej ścianach. Specjalista od run pewnie mógł stwierdzić, że ta konkretna mogła wpływać na sen ludzi w jej pobliżu, choć prawdopodobnie zazwyczaj nie jarzyła się ani nie wędrowała po domu, jak robiła to swego czasu ta konkretna. – W sumie to nie, te pojawiające się po Spalonej Nocy… to raczej sprawka Voldemorta – wymamrotała, imię wypowiadając bez wahania, i z jakąś nienawiścią. W pewnym sensie osiągnął swój cel: może nie bała się nazwać go tym imieniem, ale nie wypowiadała go już obojętnie. – Przyszłam tu w dwóch sprawach, trochę przez te dziwne runy u ludzi, trochę przez tę, którą wykułeś… zastanawiam się, czy gdyby wykuć ich więcej i spróbować rzucić to zaklęcie, którego użyło tamto dziecko, nie chroniłyby przed widmami? Mogłoby się to przydać na granicach Kniei, na ulicy Wiśniowej, bo moim zdaniem tam się kręcą. Jeśli było oparte na kształtowaniu, jeżeli zdradziłaby formułkę, może byłabym w stanie je rzucić.
Eksperymentowała z tą magią. Może nie przyznawała się na prawo i lewo, na ile mocno to robiła, ale jeśli szło akurat o tę dziedzinę, to była całkiem pewna swoich umiejętności.
Ale kiedy zadeklarował, że zawsze i wszędzie, to uśmiech był szczery i przyszedł jej bez choćby odrobiny trudu. Hjalmar był jednym z niewielu ludzi, których dało się nazwać bez wahania po prostu dobrym człowiekiem, i to było jakoś… pocieszające.
– Świetnie – powiedziała. – Jak zechcesz, ale będziesz musiał przyjąć zapłatę przynajmniej w cieście i pączkach – stwierdziła, nagle surowym tonem, który pewnie był elementem żartu, biorąc pod uwagę kontrast sposobu, w jaki wypowiedziała słowa, a samych słów.
– Chyba… to znaczy, nie znam się jakoś szczególnie na klątwach, ale tak myślę? Na przykład w niektórych domach trudno przebywać bez strachu. A zdarzyło się i że niektórzy duszą się nocą – stwierdziła, już normalnym tonem, przesuwając karty notatnika tak, aby pokazać Hjalmarowi tę, która wędrowała po jej ścianach. Specjalista od run pewnie mógł stwierdzić, że ta konkretna mogła wpływać na sen ludzi w jej pobliżu, choć prawdopodobnie zazwyczaj nie jarzyła się ani nie wędrowała po domu, jak robiła to swego czasu ta konkretna. – W sumie to nie, te pojawiające się po Spalonej Nocy… to raczej sprawka Voldemorta – wymamrotała, imię wypowiadając bez wahania, i z jakąś nienawiścią. W pewnym sensie osiągnął swój cel: może nie bała się nazwać go tym imieniem, ale nie wypowiadała go już obojętnie. – Przyszłam tu w dwóch sprawach, trochę przez te dziwne runy u ludzi, trochę przez tę, którą wykułeś… zastanawiam się, czy gdyby wykuć ich więcej i spróbować rzucić to zaklęcie, którego użyło tamto dziecko, nie chroniłyby przed widmami? Mogłoby się to przydać na granicach Kniei, na ulicy Wiśniowej, bo moim zdaniem tam się kręcą. Jeśli było oparte na kształtowaniu, jeżeli zdradziłaby formułkę, może byłabym w stanie je rzucić.
Eksperymentowała z tą magią. Może nie przyznawała się na prawo i lewo, na ile mocno to robiła, ale jeśli szło akurat o tę dziedzinę, to była całkiem pewna swoich umiejętności.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.