Zwykle wystarczyły proste zaklęcia kształtujące - były szybkie no i przede wszystkim pozwalały by przez większość czasu mieć wolne ręce. A to natomiast, czasem było aż nazbyt ważne w pracy ze zwierzętami. Niestety, taki rodzaj magii nie zawsze był odpowiednio stabilny i długotrwały, a nikt nie chciał żeby im się te salamandry na wszystkie strony rozsypały. Albo co gorsza; pomarły, bo za długo były poza ogniem albo ich gniazdo się zniszczyło.
- Prawda - znęcanie się nad zwierzakami w tych obskurnych klatkach to jedno, ale to że ciężko było łatwo przetrzymywać salamandry, to drugie. Nie każdy miał jak zaimplementować sobie takie ognisko w domu czy na podwórku, nawet jeśli posiadanie gniazda przy obejściu miało swoje niewątpliwe plusy. Oprócz pieprzu, salamandry pozbywały się części szkodników, jak chyba każda jaszczurka.
Ciasto. Pewnie nie mieliby w ogóle czasu na to ciasto, ale Leviathan łaskawie powstrzymał się od komentarza, że przecież nie idą właśnie na piknik.
- Może być. Bardziej na wszelki wypadek. Trzeba przypilnować żeby się nie rozlazły, bo inaczej poumierają bez tego ogniska w okolicy - po chwili zastanowienia wyciągnął drugie wiadro. - To jaszczurki, a nie gekony. A to jest metalowe i na tyle wytrzymałe by znieść ich temperaturę. Nie powinny wiele zrobić - wytłumaczył cierpliwie, ale po kolejnej chwili przyglądania się zebranemu ekwipunkowi, postanowić dołożyć też pokrywę. - Zadowolona? - mruknął, ale bez uszczypliwości, samemu próbując wywnioskować czy na pewno nic więcej nie potrzebowali, w międzyczasie gładząc palcem łuski jego smoczognika, który przysiadł mu na ramieniu. Ten, który najczęściej mu towarzyszył, był niewielki, mieszczący się na dłoni a przez to i niezwykle poręczny. Teraz jednak Rowle'owi brakowało kieszeni, żeby mógł się w nich schować, bo miał na sobie przylegające ubranie, pozbawione wszelkich powiewających elementów.
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast