Tak właściwie to Patrick miał rację. W tej chwili owe stworzenia zainteresowały się nimi wszystkimi na równi. Nie musiała próbować ściągać ich uwagi, bo same wydawały się już to robić. Cóż, jej pomysł nie był taki wyśmienity, jakby się mogło wydawać, ale próbowała działać, żeby nie było. Nie była, aż tak doświadczona jak reszta towarzystwa, jednak starała się angażować w sprawę. W końcu też nie myślała jeszcze tak stereotypowo jak oni - starzy wyjadacze.
- Oczywiście panie Stewart, bezpieczeństwo najważniejsze! - Wbiła to sobie do głowy. Nie chciała zresztą skończyć, jako pokarm dla utopców. Dopiero rozpoczynała dorosłe życie i wiele miała jeszcze przed sobą.
Zrobiła tak, jak zasugerował jej mężczyzna. Zawiązała linę w ten sposób, żeby na końcu znajdował się okrąg, w który mogła złapać to niespecjalnie pozytywnie do nich stworzenie. Nie zastanawiała się jeszcze jednak, co zrobić, jeśli uda jej się to złapać - to będzie kolejne zmartwienie.
Ruszyła więc za tę piękną dziurę, którą udało się wyczarować Bones. Było to naprawdę piękne dzieło, bardzo imponujące. Widać było, że czarodziejka ma doświadczenie w rzucaniu takich zaklęć.
Trupy zbliżały się w ich stronę. Wood nie spuszczała z nich wzroku, musiała być czujna, gotowa wykorzystać okazję, jeśli w ogóle się taka pojawi. Trzymała linę mocno w dłoni, aby rzucić ją, gdy przyjdzie na to pora.
Jakimś cudem jeden z utopców wpadł do dziury, którą stworzyła Mavelle, ułatiwało to im zadanie, o ile zbyt szybko się z niej nie wydostanie, jednak dziura była na tyle głęboka, że powinna mu to uniemożliwić - naprawdę lepiej dla nich. Jeden utopiec nie wydawał się być tak wymagającym przeciwnikiem, szczególnie, że była tutaj ich czwórka.
- Jasne!- Odkrzyknęła do mężczyzny. Atak, cofnięcie. Patrzyła, jak Steward próbuje zaatakować stwora, nie udało mu się to jednak. Cofnął się, to był odpowiedni moemnt, żeby ona skorzystała z okazji.
Sukces!
Zamachnęła się liną w ręku, wyglądała jak lasso, tylko, że nie łapała zwierzyny, a potwora. Wood miała smykałkę do wszelkich aktywności. Poczuła się jak ryba w wodzie i udało jej się złapać stwora w stworzoną przez siebie pułapkę. Tylko co teraz? Zaparła się stopami o ziemię, żeby nie pociągnął jej za siebie. Był trochę jak wielki pies na smyczy... - Czy prowadzić go do tej dziury/ - Upewniła się jeszcze.