Jej myśli stały się bardzo głośne, trudno jej było wtedy zwracać uwagę na otoczenie. Tak już miała, że potrafiła zupełnie niespodziewanie się w nich zatracić. Odciąć od rzeczywistości, rozpocząć długą podróż, chociaż ciało nadal stało w tym samym miejscu, to oczy ją zdradzały, zagubione, zamglone spojrzenie. Niby wpatrywała się w jeden punkt, a jednak jakby patrzyła przez niego. Przynajmniej z zewnątrz tak to wyglądało, w środku toczyła bardzo interesującą rozmowę sama ze sobą.
Na pewno nie był to na to odpowiedni moment, mogła tego uniknąć, gdyby wcześniej pozwoliła sobie na chwilę zawahania, gdyby nie uciekała od wspomnień, od myśli, od marzeń. To wszystko postanowiło uderzyć w nią teraz, bardzo intensywnie. Nie była w stanie wyrwać się z tego, zresztą dotarło do niej, że nie chciała tego robić. Ta chwila musiała nadejść, musiała przez to przejść, żeby do niej dotarło, że podejmowała właśnie najbardziej bezsensowną decyzję w swoim życiu, do tego miała ona mieć wpływ na jej przyszłość. Wcześniej nie zastanawiała się nad tym tak dogłębnie, raczej przyjęła, że postąpi tak jak wypada, że spełni oczekiwania, bo przecież to powinno do niej pasować. Zawsze robiła to, co powinno być słuszne, czego od niej oczekiwano, tylko właściwie po co?
Czuła na sobie spojrzenia obecnych tu ludzi. Nie do końca chciała patrzeć teraz na rodziców, brata, czy tych wszystkich innych, których właśnie miała rozczarować. Będzie musiała sobie z tym poradzić, ale później, to nie było to, co teraz chciała zrobić. Zresztą spodziewała się, że uznają to za chwilowe zwątpienie, poślą jej pokrzepiające spojrzenie, które będzie sugerowało, żeby zrobiła to, co trzeba. Zawsze tak postępowała, zawsze robiła, co trzeba. Myślała o innych, o ich oczekiwaniach, nie chciała ich rozczarować, tym razem jednak nie potrafiła tego zrobić. Wydawało jej się, że jeśli tak postąpi to straci wszystko, straci tę część siebie, która była dla niej najbardziej cenna. Miała nadzieję, że jej wybaczą, że jakoś pogodzą się z tym co zamierzała zrobić.
Nie przygotowała się na to. Nikt raczej nie pojawiał się na ołtarzu, w dzień swojego ślubu z planem ucieczki, ona również nie przemyślała tego, wiedziała tylko, że nie mogła tego zrobić. W ogóle nie powinna była się tu znaleźć, nie darzyła stojącego przed nią mężczyzny żadnym uczuciem, tak właściwie to nawet go jakoś specjalnie nie lubiła. Próbował wpasować ją do ram otaczającego ich świata, chciał, żeby była normalna, tylko, że nigdy jej na tym jakoś specjalnie nie zależało. Starała się robić to co słuszne, aby nie rozczarować najbliższych, ale na dłuższą metę to przecież nie miało żadnego sensu, przecież na końcu zostawała sama z podjętymi przez siebie decyzjami, które nieszczególnie jej odpowiadały.
Miała wrażenie, że suknia coraz bardziej przylega do jej ciała, że zaraz uniemożliwi jej oddychanie, do tego ten mdły zapach okropnie ją irytował, musiała znaleźć się na świeżym powietrzu, w końcu odetchnąć, zostawić to wszystko za sobą. To była spontaniczna decyzja, wypuściła dłoń mężczyzny, odsunęła się o krok. Spojrzała na niego, a jej oczy mówiły wszystko. Nie chciała tutaj być, jej ciało się spięło, bo aktualnie próbowała wybrać najlepszą drogę ucieczki. On wiedział, nie dało się nie zauważyć tego pustego spojrzenia. Tym razem nie zamierzała postąpić tak, jak oczekiwano, być może podjęła decyzję w najgorszym momencie, ale była zdecydowana, nie chciała zostać jego żoną. Nie był tym, którego pokochała, nigdy by go nie wybrała. Szkoda, że dotarło to do niej tak późno, i musiała zareagować przed tymi wszystkimi ludźmi.
Spojrzała w kierunku drzwi, tych, które wydawały jej się być najszybszą drogą ucieczki. Wtedy go zobaczyła. W jej oczach pojawił się błysk, czy to było w ogóle możliwe? Czy zaczynała majaczyć. Tak, jak wcześniej wszystko jej się rozmywało, tak teraz bardzo dokładnie widziała jedyną osobę, którą chciała zobaczyć. Zamknęła oczy na krótką chwilę, odetchnęła głęboko, a kiedy je otworzyła znowu patrzyła w tamtym kierunku. Nadal tam był, nadal stał, gotowy pomóc jej stąd uciec. To był bodziec, którego potrzebowała. Bukiet lilii wysunął się z jej dłoni, spadł na ziemię.
Nie mogła w to uwierzyć, nie spodziewała się, że się tutaj pojawi, nie pisała mu przecież o ślubie, zignorowała jego list. Bała się z nim spotkać. Ograniczyła kontakt, nie odezwała się ani słowem po ich ostatnim wspólnym spotkaniu, kiedy wróciła do domu. Nie chciała zawracać mu głowy, wiedziała przecież, że to nigdy nie było to, czego pragnął. Walczyła ze sobą, pisała listy, których nigdy nie wysłała, żeby się nie narzucać, żeby nie być jego ciężarem. Brakowało jej ich rozmów, tych przypadkowych spotkań, kiedy docierało do niej, że nic się nie zmieniało, nadal potrafili być blisko, mimo mijającego czasu. Zawsze był jej, zawsze rozumiał, zawsze pojawiał się u jej boku, kiedy go najbardziej potrzebowała. Pokochała go zupełnie niespodziewanie, nigdy tego nie planowała, tak naprawdę nie miała pojęcia, kiedy to się stało, nigdy mu o tym nie wspomniała, bo wydawało jej się, że tego nie chciał. Zastanawiała się, jakby to było, gdyby wiedział, czy wtedy też zaczęliby się mijać, nie sprawdziła tego, bo mógł tego nie chcieć, a ona bała się odrzucenia. Wolała pozostać w zawieszeniu, tęsknić, wracać do wspomnień podczas bezsennych nocy, chociaż tyle jej zostało.
Pojawił się tutaj, jak zawsze kiedy było źle, znowu mógł uratować ją z opresji, nie miała pojęcia o tym, że postanowi się tu zjawić. Nie sądziła, że interesuje go, co się dzieje w jej życiu, zastanawiała się czasem, co by powiedział, gdyby zobaczył ją po tych kilku latach, czy dostrzegłby, że jest nieszczęśliwa próbując jakoś odnaleźć się tej nowej rzeczywistości bez niego. Łatwiej było założyć, że jest mu obojętna, że to było tylko chwilowe, kiedy ich drogi się ze sobą krzyżowały, chociaż czy naprawdę była skłonna w to uwierzyć? Dla niej to zawsze było dużo więcej, nie chciała jednak ryzykować, wtedy nie. Teraz wszystko się zmieniło, bo tu był, to było potwierdzeniem tego, że o niej myślał, że wcale o niej nie zapomniał.
Nie spoglądała na innych ludzi, nie mieli dla niej w tej chwili żadnego znaczenia, liczył się tylko on, to jego potrzebowała, chociaż kiedy znalazła się w tym miejscu tego nie wiedziała, teraz wszystko wydawało jej się być oczywiste, nie potrzebowała niczego więcej, decyzja została przez nią podjęta. Nie liczyło się to, że nie widzieli się przez ostatnie kilka lat, to nie miało żadnego znaczenia, pojawił się tutaj wtedy kiedy najbardziej go potrzebowała. Nie odwracała wzroku nawet na chwilę, patrzyła tylko na niego, chwyciła materiał sukni w swoje palce i ruszyła przed siebie, nie rzuciła w stronę mężczyzny na ołtarzu nawet krótkiego spojrzenia, nie interesowało jej to, co działo się w jego głowie. Serce biło jej jak oszalałe, ale wiedziała, że postępuje słusznie. Ruszyła szybkim krokiem przed siebie, pobiegła w stronę tego, który od zawsze był jej jedynym wyborem, w stronę tego, którego zawsze kochała.
W kowenie nastała cisza, można było mieć wrażenie, że czas się zatrzymał, nie było słychać nawet oddechów, nikt nie odezwał się ani słowem, wszyscy spoglądali na nich, jednak byli bierni, najwyraźniej cała ta sytuacja zaskoczyła ich również, bo przecież Prudence nigdy nie zachowywała się nieodpowiedzialnie, zawsze robiła to, co trzeba, tym jednym razem jednak wybrała inną drogę. Jej ucieczce sprzed ołtarza towarzyszył tylko dźwięk obcasów, które uderzały w kamienną podłogę.
Nie myślała o rodzicach, o gościach, tylko o tym, że chciała być gdzieś indziej właśnie z nim, jak najdalej stąd, chciała, żeby jak kiedyś ją przytulił i powiedział, że wszystko będzie dobrze, mimo, że nie miała pojęcia, dlaczego się tu znalazł, powód nie był istotny, był tutaj, zaznaczył swoją obecność i to wystarczało.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control