11.02.2026, 11:15 ✶
Adrenalina tak właśnie działała - widziało się lepiej, czuło się więcej, słyszało się wyraźniej. Nabierało się siły, o której normalnie nawet się nie wiedziało. Adrenalina wraz z wysiłkiem, z jakim wiązała się bójka, rozgrzały ciało, dzięki czemu jego mobilność się zwiększała - nie czuli jeszcze takiego zmęczenia, jakiego pewnie powinni już doznać.
Jessie nie zapuszczał się tak często w mugolskie części ulicy Pokątnej - chyba powinien to zmienić - musiał więc zaufać Henry'emu, że dobrze ich poprowadzi. Co nie było wcale wielkim wyczynem, bo Henry jeszcze nigdy nie dał powodu, by mu nie ufać. Na chwilę jedynie się zachwiał, kiedy Lockhart pociągnął go za rękaw, ale bez sprzeciwu pobiegł za nim, dopóki nie dobiegli do przystanku, na który wkrótce podjechał autobus, do którego mogli wskoczyć. Za szybą Jessie zauważył jeszcze, jak grupka z Dziurawego Kotła wybiega zza rogu, rozgląda się, a kiedy nie nigdy ich nie widzieli, G(ł)ównodowodzący Ćpun zaczął krzyczeć, machać rękami i tupać nogą.
-Kretyn - zaśmiał się Jessie i wrócił do Henry'ego. -Ale chyba przez jakiś czas nie powinniśmy się pokazywać w Dziurawym Kotle.
Skoro tamten barman nie był skory do ogarnięcia towarzystwa, które zdecydowanie nie powinno być wpuszczane do wszelakich barów, innych jadłodajni, a właściwie to jakichkolwiek miejsc publicznych, a prędzej wezwałby Brygadę, żeby zajęli się Jessiem i Henrym, to następnym razem mogliby nie zdążyć nawet dotrzeć do baru i już zostaliby zgarnięci.
-Żyjesz? - spytał i otoczył Henry'ego ramieniem, w razie, gdyby kumpel miał mu paść.
Babcia, siedząca kilka miejsc przed nimi, zmierzyła ich chłodnym spojrzeniem, krzywiąc się przy tym, jak stara rodzynka.
Autobus zatrzymał się na kolejnym przystanku, mogli więc wyjść i Jessie pociągnął Henry'ego do najbliższej ławki, na której mógł usiąść.
-No już, oddychaj - powiedział i zaczął wachlować mu przed twarzą ręką. -Będziesz rzygał?
Fakt, wrażeń było całkiem sporo. Alkohol we krwi i opadająca adrenalina nie były dobrym połączeniem, ale Jessie włałciwie nie miał zamiaru narzekać na to, jak potoczył się ten wieczór.
Jessie nie zapuszczał się tak często w mugolskie części ulicy Pokątnej - chyba powinien to zmienić - musiał więc zaufać Henry'emu, że dobrze ich poprowadzi. Co nie było wcale wielkim wyczynem, bo Henry jeszcze nigdy nie dał powodu, by mu nie ufać. Na chwilę jedynie się zachwiał, kiedy Lockhart pociągnął go za rękaw, ale bez sprzeciwu pobiegł za nim, dopóki nie dobiegli do przystanku, na który wkrótce podjechał autobus, do którego mogli wskoczyć. Za szybą Jessie zauważył jeszcze, jak grupka z Dziurawego Kotła wybiega zza rogu, rozgląda się, a kiedy nie nigdy ich nie widzieli, G(ł)ównodowodzący Ćpun zaczął krzyczeć, machać rękami i tupać nogą.
-Kretyn - zaśmiał się Jessie i wrócił do Henry'ego. -Ale chyba przez jakiś czas nie powinniśmy się pokazywać w Dziurawym Kotle.
Skoro tamten barman nie był skory do ogarnięcia towarzystwa, które zdecydowanie nie powinno być wpuszczane do wszelakich barów, innych jadłodajni, a właściwie to jakichkolwiek miejsc publicznych, a prędzej wezwałby Brygadę, żeby zajęli się Jessiem i Henrym, to następnym razem mogliby nie zdążyć nawet dotrzeć do baru i już zostaliby zgarnięci.
-Żyjesz? - spytał i otoczył Henry'ego ramieniem, w razie, gdyby kumpel miał mu paść.
Babcia, siedząca kilka miejsc przed nimi, zmierzyła ich chłodnym spojrzeniem, krzywiąc się przy tym, jak stara rodzynka.
Autobus zatrzymał się na kolejnym przystanku, mogli więc wyjść i Jessie pociągnął Henry'ego do najbliższej ławki, na której mógł usiąść.
-No już, oddychaj - powiedział i zaczął wachlować mu przed twarzą ręką. -Będziesz rzygał?
Fakt, wrażeń było całkiem sporo. Alkohol we krwi i opadająca adrenalina nie były dobrym połączeniem, ale Jessie włałciwie nie miał zamiaru narzekać na to, jak potoczył się ten wieczór.