11.02.2026, 20:54 ✶
Przysłuchiwał się tej rozmowie, przysłuchiwał i rozmyślał. Guinevera objawiała mu się zawsze jako dobra dusza. Inteligentna, silna, ale też… o neutralnym, czy nawet chaotycznym stosunku do prawa.
- W tej prośbie, gdy o tym rozmyślam, mniej wchodzi w grę intencja łamania litery prawa. Owa litera jest wystarczająco elastyczna, by sobie z nią radzić, zwłaszcza jeśli chodzi o omawiany zakres Twoich usług i możliwości, którymi dysponujesz. W tej prośbie jest o wiele, wiele więcej pytania o Twoją dyskrecję i możliwości zbudowania lojalności, względem osób, które czasem ślizgną się wobec wspomnianej elastyczności nieco za bardzo. - Oparł się na podłokietnikach, palce ułożył w piramidkę pomagającą skupić myśli i wewnętrzną energię.
- Twój wkład, zwłaszcza teraz, po Spalonej Nocy, która drastycznie ukazała nam dysproporcję w tej nierównej walce, byłby nieoceniony. Szpital pozostaje pod egidą czystokrwistej rodziny, uprzywilejowana kasta sprawuje pieczę nad oddziałami. Wiele osób traci zaufanie do odpowiedniego blendu społeczności, podziały wzrastają, podobnie jak zabijająca przyszłość nieufność. Czasem, trzeba będzie pomóc komuś i zapomnieć jego twarz, wraz z okolicznościami tego spotkania. Czasem udać się w miejsce, by ochraniać ludzi, których działania muszą pozostać niejawne. Ja… przez wzgląd na naszą przeszłość wiem, że zrobiłabyś to dla mnie, tak jak i ja ruszyłbym z pomocą dla Ciebie, gdyby sprawa dotyczyła czegokolwiek w czym mógłby cokolwiek zdziałać. - Nie był pewien, czy takie plany były wobec McGonagallówny, ale sam tego oczekiwał od osobistego lekarza rodzinnego. W przypadku kobiety nie zamierzał jednak szukać na nią haka, nie uciekać się do szantażu i krótkiej smyczy współzależności. Ich wspólne wartości. To jest to po co chciał sięgnąć, pokazać mianownik tak niski że niemal identyczny. Taką przynajmniej nosił w sercu nadzieję.
- Pytanie, czy masz ochotę i przestrzeń, aby czynić to nie tylko dla mnie, ale dla innych, dla tych z którymi łączyła by Cię tylko i aż nienawiść do tej wojny, nienawiść do Voldemorta i przemożna chęć działania, które miałoby w końcu przywrócić naszym ulicom spokój. Czy jesteś gotowa podjąć ryzyko - mówił cicho, poważnie, mówił wprost z serca ożywionego w londyńskim popiele idealisty. Czas ognia. Czas próby. - Czułbym się pewniej, gdybyś powiedziała tak. Moje serce i nastawienie do Ciebie moja droga nie zmienią się, jeśli odmówisz. - Uśmiechnął się smutno z ostatnim zdaniem, traktując McGonagallównę jak jedną z bliższych sercu kuzynek, choć przecież nie byli ze sobą spokrewnieni. Cenił jej przenikliwość i bezpośredniość w wyrażaniu sądów. Jego wewnętrzny strateg łkał nad tym ile kart zostało ujawnionych przy filiżance herbaty, bez żadnej gwarancji dla Selwyna, że ryzyko jest opłacalne. Spalona Noc nie dawał im ani wyboru ani czasu. Czarny Pan rósł w siłę, społeczność wciąż nie podniosła się po pożarze z kolan. Być może nie powinien tyle mówić, lecz raz wypuszczone słowa, płynęły same.
- W tej prośbie, gdy o tym rozmyślam, mniej wchodzi w grę intencja łamania litery prawa. Owa litera jest wystarczająco elastyczna, by sobie z nią radzić, zwłaszcza jeśli chodzi o omawiany zakres Twoich usług i możliwości, którymi dysponujesz. W tej prośbie jest o wiele, wiele więcej pytania o Twoją dyskrecję i możliwości zbudowania lojalności, względem osób, które czasem ślizgną się wobec wspomnianej elastyczności nieco za bardzo. - Oparł się na podłokietnikach, palce ułożył w piramidkę pomagającą skupić myśli i wewnętrzną energię.
- Twój wkład, zwłaszcza teraz, po Spalonej Nocy, która drastycznie ukazała nam dysproporcję w tej nierównej walce, byłby nieoceniony. Szpital pozostaje pod egidą czystokrwistej rodziny, uprzywilejowana kasta sprawuje pieczę nad oddziałami. Wiele osób traci zaufanie do odpowiedniego blendu społeczności, podziały wzrastają, podobnie jak zabijająca przyszłość nieufność. Czasem, trzeba będzie pomóc komuś i zapomnieć jego twarz, wraz z okolicznościami tego spotkania. Czasem udać się w miejsce, by ochraniać ludzi, których działania muszą pozostać niejawne. Ja… przez wzgląd na naszą przeszłość wiem, że zrobiłabyś to dla mnie, tak jak i ja ruszyłbym z pomocą dla Ciebie, gdyby sprawa dotyczyła czegokolwiek w czym mógłby cokolwiek zdziałać. - Nie był pewien, czy takie plany były wobec McGonagallówny, ale sam tego oczekiwał od osobistego lekarza rodzinnego. W przypadku kobiety nie zamierzał jednak szukać na nią haka, nie uciekać się do szantażu i krótkiej smyczy współzależności. Ich wspólne wartości. To jest to po co chciał sięgnąć, pokazać mianownik tak niski że niemal identyczny. Taką przynajmniej nosił w sercu nadzieję.
- Pytanie, czy masz ochotę i przestrzeń, aby czynić to nie tylko dla mnie, ale dla innych, dla tych z którymi łączyła by Cię tylko i aż nienawiść do tej wojny, nienawiść do Voldemorta i przemożna chęć działania, które miałoby w końcu przywrócić naszym ulicom spokój. Czy jesteś gotowa podjąć ryzyko - mówił cicho, poważnie, mówił wprost z serca ożywionego w londyńskim popiele idealisty. Czas ognia. Czas próby. - Czułbym się pewniej, gdybyś powiedziała tak. Moje serce i nastawienie do Ciebie moja droga nie zmienią się, jeśli odmówisz. - Uśmiechnął się smutno z ostatnim zdaniem, traktując McGonagallównę jak jedną z bliższych sercu kuzynek, choć przecież nie byli ze sobą spokrewnieni. Cenił jej przenikliwość i bezpośredniość w wyrażaniu sądów. Jego wewnętrzny strateg łkał nad tym ile kart zostało ujawnionych przy filiżance herbaty, bez żadnej gwarancji dla Selwyna, że ryzyko jest opłacalne. Spalona Noc nie dawał im ani wyboru ani czasu. Czarny Pan rósł w siłę, społeczność wciąż nie podniosła się po pożarze z kolan. Być może nie powinien tyle mówić, lecz raz wypuszczone słowa, płynęły same.