11.02.2026, 22:07 ✶
— Co mogę powiedzieć, miałem bardzo spokojny poranek — odpowiedział siostrze, próbując usprawiedliwić się ze swojego dobrego humoru. — Mam szczerą nadzieję, że uda mi się jeszcze dzisiaj wrócić do tego stanu. Planowałem nawet podsumować dyżur w biurze, omawiając z Bonesem ostatnie partie raportów.
Bez względu na to, jak dobrze Brygada Uderzeniowa nie sprawowałaby się w terenie, jedno pozostawało niezmienne: dokumentacje. A ostatnimi czasy można było odnieść wrażenie, że jej ilość, zamiast maleć, to dodatkowo wzrastała, jakby szefostwo próbowało dokręcić im jakąś śrubę. A czy naprawdę była taka potrzeba? W sumie, nie wszyscy w zespole są erudytami, zdał sobie sprawę Longbottom. Dobrze, że przynajmniej mieli do dyspozycji samopiszące pióra, co redukowało liczbę błędów ortograficznych i interpunkcyjnych. W większości przypadków.
— Miło poznać. Erik Longbottom, Brygada Uderzeniowa — przedstawił się krótko, gdy Alexander do nich dołączył, aby po chwili uścisnąć wyciągniętą ku niemu rękę. Obco-brzmiące nazwisko w pierwszej chwili go zmyliło, jednak starał się nie dać tego po sobie poznać. — I brat... szanownej pani dekoratorki. — Wskazał ruchem głowy na Brennę. — Miło widzieć, że spełnia się nie tylko zawodowo. Jest istną geniuszką, jeśli chodzi o wystrój.
Ktoś w końcu był odpowiedzialny za wygląd wnętrza podczas tych wszystkich przyjęć, które były wyprawiane w Warowni. Przynajmniej naprawdę nie szukała kłopotów, pomyślał Erik.
— Może to ktoś z okolicy...? — skomentował, marszcząc wyraźnie czoło, próbując sobie przypomnieć, czy ktoś zgłaszał ostatnio w biurach Brygady Uderzeniowej jakieś zaginięcie. — Trzeba by było rozpytać wśród sąsiadów albo w centrum wioski. Nie rzuciły wam się w oczy żadne plakaty rozwieszone w okolicy? Plotki?
A najlepiej byłoby sprawdzić dodatkowo u nas, dodał bezgłośnie, rozglądając się niespiesznie na prawo i lewo. Wprawdzie zgłoszenia zaginięć wpływały do nich stosunkowo szybko, ale jeśli facet nie miał rodziny lub jego krewni zakładali, że po prostu gdzieś się zawieruszył, to mogli odłożyć wizytę u funkcjonariuszy w czasie. Pokiwał głową na tłumaczenia Brenny. Jeśli nikt nie mieszkał w rezydencji od dłuższego czasu, to było to całkiem niezłe miejsce na ukrycie ciała, biorąc pod uwagę, że podwórze zdążyło trochę zarosnąć przez ten czas. To dodatkowo sugerowało, że była to lokalna sprawa; jeśli ktoś uznał to miejsce za dobre na ukrycie zwłok, to musiał wiedzieć, że mało kto interesuje się posiadłością.
Bez względu na to, jak dobrze Brygada Uderzeniowa nie sprawowałaby się w terenie, jedno pozostawało niezmienne: dokumentacje. A ostatnimi czasy można było odnieść wrażenie, że jej ilość, zamiast maleć, to dodatkowo wzrastała, jakby szefostwo próbowało dokręcić im jakąś śrubę. A czy naprawdę była taka potrzeba? W sumie, nie wszyscy w zespole są erudytami, zdał sobie sprawę Longbottom. Dobrze, że przynajmniej mieli do dyspozycji samopiszące pióra, co redukowało liczbę błędów ortograficznych i interpunkcyjnych. W większości przypadków.
— Miło poznać. Erik Longbottom, Brygada Uderzeniowa — przedstawił się krótko, gdy Alexander do nich dołączył, aby po chwili uścisnąć wyciągniętą ku niemu rękę. Obco-brzmiące nazwisko w pierwszej chwili go zmyliło, jednak starał się nie dać tego po sobie poznać. — I brat... szanownej pani dekoratorki. — Wskazał ruchem głowy na Brennę. — Miło widzieć, że spełnia się nie tylko zawodowo. Jest istną geniuszką, jeśli chodzi o wystrój.
Ktoś w końcu był odpowiedzialny za wygląd wnętrza podczas tych wszystkich przyjęć, które były wyprawiane w Warowni. Przynajmniej naprawdę nie szukała kłopotów, pomyślał Erik.
— Może to ktoś z okolicy...? — skomentował, marszcząc wyraźnie czoło, próbując sobie przypomnieć, czy ktoś zgłaszał ostatnio w biurach Brygady Uderzeniowej jakieś zaginięcie. — Trzeba by było rozpytać wśród sąsiadów albo w centrum wioski. Nie rzuciły wam się w oczy żadne plakaty rozwieszone w okolicy? Plotki?
A najlepiej byłoby sprawdzić dodatkowo u nas, dodał bezgłośnie, rozglądając się niespiesznie na prawo i lewo. Wprawdzie zgłoszenia zaginięć wpływały do nich stosunkowo szybko, ale jeśli facet nie miał rodziny lub jego krewni zakładali, że po prostu gdzieś się zawieruszył, to mogli odłożyć wizytę u funkcjonariuszy w czasie. Pokiwał głową na tłumaczenia Brenny. Jeśli nikt nie mieszkał w rezydencji od dłuższego czasu, to było to całkiem niezłe miejsce na ukrycie ciała, biorąc pod uwagę, że podwórze zdążyło trochę zarosnąć przez ten czas. To dodatkowo sugerowało, że była to lokalna sprawa; jeśli ktoś uznał to miejsce za dobre na ukrycie zwłok, to musiał wiedzieć, że mało kto interesuje się posiadłością.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞