12.02.2026, 12:43 ✶
Klik.
Klik.
Klik…
Wraz z wypełnieniem każdego pola coś klikało w drzwiach, aż w końcu, przy położeniu kryształków w ostatnim, zgrzytnęły iście potępieńczo, jakby wcale nie chciały się otwierać. Kamyczki znów wysypały się z pól i potoczyły po podłodze na wszystkie strony, ale drzwi zaczęły się otwierać, bardzo powoli, skrzypiąc przy tym niemiłosiernie. Lata, które upłynęły, musiały wpłynąć na mechanizm, i nie zdołały otworzyć się do końca: musieli wciskać się jedno po drugim, a o ile Dora nie miała problemu, to rośli Erik i Jonathan już trochę tak.
I drzwi zamknęły się oczywiście natychmiast, gdy weszli do środka.
W końcu jeśli ich zaginieni tutaj weszli, musiało się stać coś, co sprawiło, że utknęli, prawda…?
*
Czy ktoś, kto rzucił klątwę na cały klan, zamieniając jego członków w potwory, mógł być dobrym czarodziejem?
Na pewno pracownia, która znajdowała się za zaklętymi schodami i zabezpieczonymi mechanizmem drzwiami, nie wyglądało jak miejsce, w którym pracowano dla dobra ludzkości, przy zachowaniu etyki i dbałości o bezpieczeństwo pracy. Pomieszczenie było duże, gdzieś z drugiej strony było widać przejście, prawdopodobnie do drugiej części, za ścianą, nie oddzielonej jednak drzwiami. W pobliżu wejścia znajdowała się przerdzewiała klatka, zwisająca z sufitu, na tyle duża, że zmieściłby się w niej człowiek… ale mogli w niej trzymać też zwierzęta. Prawda? W bladym świetle różdżek widzieli, że na stołach stały jakieś przyrządy, ale na tyle staroświeckie, że nikt z nich ich nie rozpoznawał, pergaminy – niektóre w miarę zachowane, inne pokruszone albo niemożliwe do odczytania ze względu na upływ czasu – a na kamiennej posadce tu i ówdzie umieszczono pieczęcie. W samym środku pomieszczenia znajdował się i krąg: Dora nie była pewna, co dokładnie miał robić, ale prawdopodobnie albo zatrzymywać coś w środku, albo nie wypuszczać na zewnątrz… Pod jedną ze ścian stały cztery posągi, niezbyt pięknie wykonane, pewnie bardzo stare, przedstawiające prawdopodobnie wojowników z klanu.
A tuż przy przejściu do drugiej części pomieszczenia wisiała jeszcze jedna klatka.
I choć przez półmrok i parę metrów odległości nie widzieli dokładnie: wyglądało na to, że ktoś jest w środku.
/odpisy do 9 rano 15.02/
Klik.
Klik…
Wraz z wypełnieniem każdego pola coś klikało w drzwiach, aż w końcu, przy położeniu kryształków w ostatnim, zgrzytnęły iście potępieńczo, jakby wcale nie chciały się otwierać. Kamyczki znów wysypały się z pól i potoczyły po podłodze na wszystkie strony, ale drzwi zaczęły się otwierać, bardzo powoli, skrzypiąc przy tym niemiłosiernie. Lata, które upłynęły, musiały wpłynąć na mechanizm, i nie zdołały otworzyć się do końca: musieli wciskać się jedno po drugim, a o ile Dora nie miała problemu, to rośli Erik i Jonathan już trochę tak.
I drzwi zamknęły się oczywiście natychmiast, gdy weszli do środka.
W końcu jeśli ich zaginieni tutaj weszli, musiało się stać coś, co sprawiło, że utknęli, prawda…?
*
Czy ktoś, kto rzucił klątwę na cały klan, zamieniając jego członków w potwory, mógł być dobrym czarodziejem?
Na pewno pracownia, która znajdowała się za zaklętymi schodami i zabezpieczonymi mechanizmem drzwiami, nie wyglądało jak miejsce, w którym pracowano dla dobra ludzkości, przy zachowaniu etyki i dbałości o bezpieczeństwo pracy. Pomieszczenie było duże, gdzieś z drugiej strony było widać przejście, prawdopodobnie do drugiej części, za ścianą, nie oddzielonej jednak drzwiami. W pobliżu wejścia znajdowała się przerdzewiała klatka, zwisająca z sufitu, na tyle duża, że zmieściłby się w niej człowiek… ale mogli w niej trzymać też zwierzęta. Prawda? W bladym świetle różdżek widzieli, że na stołach stały jakieś przyrządy, ale na tyle staroświeckie, że nikt z nich ich nie rozpoznawał, pergaminy – niektóre w miarę zachowane, inne pokruszone albo niemożliwe do odczytania ze względu na upływ czasu – a na kamiennej posadce tu i ówdzie umieszczono pieczęcie. W samym środku pomieszczenia znajdował się i krąg: Dora nie była pewna, co dokładnie miał robić, ale prawdopodobnie albo zatrzymywać coś w środku, albo nie wypuszczać na zewnątrz… Pod jedną ze ścian stały cztery posągi, niezbyt pięknie wykonane, pewnie bardzo stare, przedstawiające prawdopodobnie wojowników z klanu.
A tuż przy przejściu do drugiej części pomieszczenia wisiała jeszcze jedna klatka.
I choć przez półmrok i parę metrów odległości nie widzieli dokładnie: wyglądało na to, że ktoś jest w środku.
/odpisy do 9 rano 15.02/