13.02.2026, 12:19 ✶
– Tak, jeśli zaklęto ten bęben. Być może jakimś rytuałem.
Proste zaklęcia nie były trwałe, ale niektórzy rzemieślnicy potrafili sprawiać, że magia nie przemijała, i być może któryś z nich stworzył ten bęben. Albo świece i dziwnie wyglądający ołtarz pomogły przeprowadzić jakiś dziwaczny rytuał. Jaki? Cathal na razie nie umiał stwierdzić, chociaż był rozkojarzony, bo myślał o wszystkich możliwościach, przetwarzając sobie w głowie te, które znał, a które wymagały świec czy bębnów.
– Może trzeba będzie przyprowadzić tutaj jego albo Sebastiana.
Pomyślał o Macmillanie głównie ze względu na fakt, że jeśli skojarzenia kobiety były słuszne i ktoś tutaj naprawdę próbował wywoływać duchy, to jakieś złośliwe widmo było ostatnią rzeczą, jakiej potrzebował w swojej piwnicy. Może jeżeli to były praktyki religijne, Macmillan zresztą będzie wiedział więcej?
– W najgorszym razie jeśli Jamil mnie wkurzy, można go tutaj zamknąć – dodał jeszcze, jakby odrobinę się rozpogadzając, chociaż wciąż wpatrywał się w bęben, pokryty, zdaje się, krwią. Ludzką, zwierzęcą? Nie był może specjalistą w każdej dziedzinie, ale nie wydawało mu się, aby istniały rytuały i zaklęcia, które używały krwi i były nieszkodliwe.
W jego kieszeni też skrywał się woreczek ze skóry wsiąkiewki, zaskakująco przydatny przedmiot, zdobyty na Lammas, nie miał jednak przy sobie rękawiczek, które wyjął jakiś czas temu ani aparatu fotograficznego, nie wspominając już o fiolkach.
– Dobrze będzie zdrapać trochę tej krwi i wziąć świecę. Powinienem mieć jakiś pojemnik w którejś z szuflad – ocenił, bo może ktoś znający się na produkcji tych ostatnich, a Anwar sobie z tym radził i co nieco wiedziała Nell, mogliby ocenić, z czego je wykonano – i czy były przeznaczone do jakiegoś konkretnego celu. Zaś Cathal mimo całej złości na bębniarza, miał w głowie zakorzenione pewne procedury. Póki nie był pewny, z czym mają do czynienia, nie zamierzał brać tej świecy do kieszeni. (To znaczy: procedury dotyczące nie naruszania stanowiska, bo gdyby kierował się tymi prawnymi, to pewnie teraz zawiadamiałby Brygadę, a nie planował zbadać, co takiego pojawiło się w jego piwnicy.)
Machnął różdżką, by wyczarować drabinkę, po której będą mogli się wydostać i machnął ręką, by Ginny wyszła pierwsza, a potem też wdrapał się na górę. Nie zamykał klapy absolutnie celowo, w końcu wcześniej była w jakiś sposób zamaskowana.
Proste zaklęcia nie były trwałe, ale niektórzy rzemieślnicy potrafili sprawiać, że magia nie przemijała, i być może któryś z nich stworzył ten bęben. Albo świece i dziwnie wyglądający ołtarz pomogły przeprowadzić jakiś dziwaczny rytuał. Jaki? Cathal na razie nie umiał stwierdzić, chociaż był rozkojarzony, bo myślał o wszystkich możliwościach, przetwarzając sobie w głowie te, które znał, a które wymagały świec czy bębnów.
– Może trzeba będzie przyprowadzić tutaj jego albo Sebastiana.
Pomyślał o Macmillanie głównie ze względu na fakt, że jeśli skojarzenia kobiety były słuszne i ktoś tutaj naprawdę próbował wywoływać duchy, to jakieś złośliwe widmo było ostatnią rzeczą, jakiej potrzebował w swojej piwnicy. Może jeżeli to były praktyki religijne, Macmillan zresztą będzie wiedział więcej?
– W najgorszym razie jeśli Jamil mnie wkurzy, można go tutaj zamknąć – dodał jeszcze, jakby odrobinę się rozpogadzając, chociaż wciąż wpatrywał się w bęben, pokryty, zdaje się, krwią. Ludzką, zwierzęcą? Nie był może specjalistą w każdej dziedzinie, ale nie wydawało mu się, aby istniały rytuały i zaklęcia, które używały krwi i były nieszkodliwe.
W jego kieszeni też skrywał się woreczek ze skóry wsiąkiewki, zaskakująco przydatny przedmiot, zdobyty na Lammas, nie miał jednak przy sobie rękawiczek, które wyjął jakiś czas temu ani aparatu fotograficznego, nie wspominając już o fiolkach.
– Dobrze będzie zdrapać trochę tej krwi i wziąć świecę. Powinienem mieć jakiś pojemnik w którejś z szuflad – ocenił, bo może ktoś znający się na produkcji tych ostatnich, a Anwar sobie z tym radził i co nieco wiedziała Nell, mogliby ocenić, z czego je wykonano – i czy były przeznaczone do jakiegoś konkretnego celu. Zaś Cathal mimo całej złości na bębniarza, miał w głowie zakorzenione pewne procedury. Póki nie był pewny, z czym mają do czynienia, nie zamierzał brać tej świecy do kieszeni. (To znaczy: procedury dotyczące nie naruszania stanowiska, bo gdyby kierował się tymi prawnymi, to pewnie teraz zawiadamiałby Brygadę, a nie planował zbadać, co takiego pojawiło się w jego piwnicy.)
Machnął różdżką, by wyczarować drabinkę, po której będą mogli się wydostać i machnął ręką, by Ginny wyszła pierwsza, a potem też wdrapał się na górę. Nie zamykał klapy absolutnie celowo, w końcu wcześniej była w jakiś sposób zamaskowana.