14.02.2026, 11:31 ✶
– Widzę wyraźnie, że jak nie ma mnie w pracy, strasznie się nudzisz. Dobrze, że na to zaradziłam – odparła Erikowi. Cóż, pierwszy dzień wolny od tygodnia, a wyglądało na to, że już przed południem jednak znowu skończyła w pracy. – Prawda? A Alex nie ufa mojemu zdaniu w kwestii wyboru zasłonek. Nie powiem, czuję się tym trochę zraniona – westchnęła Brenna, klepiąc dłonią ramię brata. Nie była tak naprawdę wesoła: nie mogła być, kiedy mieli tutaj ciało i, prawdopodobnie, sprawę morderstwa, bo przecież ten człowiek sam nie zakopał się pod ziemią. Ale z czasem faktycznie człowiek pewne rzeczy zaczynał przyjmować spokojniej.
Dopiero potem przyjdą te trudne momenty. Jak identyfikacja. Czy powiadamianie rodziny o tym, że kogoś znaleźli.
– W okolicy nie ma żadnych plakatów, oboje wiemy, że rejestr zaginionych w Little Hangleton jest stosunkowo bogaty, ale ostatnio nie przepadł nikt od nas, a przynajmniej nie wpłynęło żadne zgłoszenia. Trzeba będzie sprawdzić, czy nie zaginął jakiś mugol – wyrecytowała Brenna bez zająknięcia, bo sprawdzając domy dla Alexa przy okazji sprawdziła też, czy nie dochodziło w nich do jakichś straszliwych zbrodni, poprzedni właściciele nie zaginęli i tak dalej, więc z rejestrami zbrodni z Little Hangleton, podobnie jak tajemniczych zaginięć, była stosunkowo na bieżąco. Ale było trochę gorzej z mugolskimi: tych nie mieli przecież w Ministerstwie, coś mogło umknąć jej uwadze. W każdym razie w ogródku mógł leżeć jakiś niemagiczny, ale też czarodziej, który nie mieszkał w okolicy, a po prostu się tutaj pojawił.
Gdy Alex wrócił z dokumentami, Brenna zajrzała bratu przez ramię i sięgnęła, by przewrócić stronę, a potem następną.
– Hm, wychodzi na to, że poprzedni właściciel tu nie mieszkał od dobrych dziesięciu lat, miejscowi mogli uznać to miejsce za opuszczone… i mugole, i czarodzieje. Te rzeczy pod płotem? Tak sobie myślę, że raczej nie robotnicy je tam porzucili, leżą tam najmniej od paru dni. Może ktoś tutaj właził na teren? Będzie trzeba załatać tę dziurę w ogrodzeniu, jak tylko skończymy. Co do ogrodnika, to chłopcy wezmą jego dane i mógłby stąd spadać, ale on chyba pochodzi stąd, można go spytać, czy nie słyszał o jakichś zaginięciach albo co, jak teraz się uspokoił… – stwierdziła Brenna, z pewnym namysłem oglądając się na krzaki, w których znalazła butelki i papierosy, całkiem blisko miejsca, gdzie w płytkim, prowizorycznym grobie zakopano ciało. Pracownik sam raczej nikogo nie zabił, więc wypytywany przez Alexa nie wiedział, co powiedzieć, ale odpowiednie pytania mogły go na coś nakierować.
/W zależności od waszego wyboru: może być tura na gadanie albo możecie zadeklarować jakieś poczynania (np. chcę zajrzeć do sąsiadów, przyjrzeć się czemuś, rozejrzeć po ogrodzie, spytać o coś ogrodnika) + rzucić na percepcję. Jeżeli nie macie inwencji, to was pociągnę dalej Brenną w kolejnej turze/
Dopiero potem przyjdą te trudne momenty. Jak identyfikacja. Czy powiadamianie rodziny o tym, że kogoś znaleźli.
– W okolicy nie ma żadnych plakatów, oboje wiemy, że rejestr zaginionych w Little Hangleton jest stosunkowo bogaty, ale ostatnio nie przepadł nikt od nas, a przynajmniej nie wpłynęło żadne zgłoszenia. Trzeba będzie sprawdzić, czy nie zaginął jakiś mugol – wyrecytowała Brenna bez zająknięcia, bo sprawdzając domy dla Alexa przy okazji sprawdziła też, czy nie dochodziło w nich do jakichś straszliwych zbrodni, poprzedni właściciele nie zaginęli i tak dalej, więc z rejestrami zbrodni z Little Hangleton, podobnie jak tajemniczych zaginięć, była stosunkowo na bieżąco. Ale było trochę gorzej z mugolskimi: tych nie mieli przecież w Ministerstwie, coś mogło umknąć jej uwadze. W każdym razie w ogródku mógł leżeć jakiś niemagiczny, ale też czarodziej, który nie mieszkał w okolicy, a po prostu się tutaj pojawił.
Gdy Alex wrócił z dokumentami, Brenna zajrzała bratu przez ramię i sięgnęła, by przewrócić stronę, a potem następną.
– Hm, wychodzi na to, że poprzedni właściciel tu nie mieszkał od dobrych dziesięciu lat, miejscowi mogli uznać to miejsce za opuszczone… i mugole, i czarodzieje. Te rzeczy pod płotem? Tak sobie myślę, że raczej nie robotnicy je tam porzucili, leżą tam najmniej od paru dni. Może ktoś tutaj właził na teren? Będzie trzeba załatać tę dziurę w ogrodzeniu, jak tylko skończymy. Co do ogrodnika, to chłopcy wezmą jego dane i mógłby stąd spadać, ale on chyba pochodzi stąd, można go spytać, czy nie słyszał o jakichś zaginięciach albo co, jak teraz się uspokoił… – stwierdziła Brenna, z pewnym namysłem oglądając się na krzaki, w których znalazła butelki i papierosy, całkiem blisko miejsca, gdzie w płytkim, prowizorycznym grobie zakopano ciało. Pracownik sam raczej nikogo nie zabił, więc wypytywany przez Alexa nie wiedział, co powiedzieć, ale odpowiednie pytania mogły go na coś nakierować.
/W zależności od waszego wyboru: może być tura na gadanie albo możecie zadeklarować jakieś poczynania (np. chcę zajrzeć do sąsiadów, przyjrzeć się czemuś, rozejrzeć po ogrodzie, spytać o coś ogrodnika) + rzucić na percepcję. Jeżeli nie macie inwencji, to was pociągnę dalej Brenną w kolejnej turze/
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.