– Przede wszystkim trzeba by ustalić jak to coś się tutaj w ogóle znalazło… Bo rytuał rytuałem, może się okazać, że to się może powtórzyć. Tylko… No to nie wygląda na świeże – druga sprawa to to, co to miało na celu i jaki miałby być tego efekt? Raczej nie za dobry, tutaj oboje chyba się zgadzali, że obecność krwi nie zwiastowała niczego dobrego i nie chodziło o przyzwanie motylków (tych zresztą nigdzie nie było). – Gdy byłeś tu jeszcze wcześniej, to nic nie słyszałeś? – no i czas, przedział czasu też mógł się tu okazać istotny.
– Albo obu – jeden wywoływał duchy, a drugi je egzorcyzmował, więc tak po prawdzie ekspertyza jednego jak i drugiego mogłaby się tutaj przydać. To znaczy o ile to wszystko miało jakiś związek z duchami, a Guinevere wydawało się, że owszem, mogło. Ale mogło to być też okropne pudło. – Żeby zaprzyjaźnił się z duchami z twojej piwnicy i doprowadziły cię do bólu głowy przy najbliższej okazji? – podchwyciła, ale choć uśmiechnęła się, to nie patrzyła teraz na Cathala, tylko ciągle obserwowała bęben, jak i ołtarz, by w końcu odwrócić się i popatrzeć po podłodze, ścianach i suficie – czy tam nie ma czegoś oczywistego, co pominęli, gapiąc się na te bardziej rzucające się w oczy rzeczy.
W końcu jednak w odruchu zaczesała kosmyk długich włosów za ucho.
– Widziałam już różne dziwne rzeczy, łącznie z nawiedzoną ruiną pośrodku niczego, która przez całą deszczową noc przypominała zupełnie sprawny dom, ale nie dziwne ołtarzyki w ukrytej piwniczce w domu w sercu Londynu – cóż, być może wpływ na to miał fakt, że nieczęsto w Londynie bywała, czuła się tutaj odrobinę nieswojo, pośród tych dziwnych ulic i uliczek, gdzie zawsze potrzebowała znacznie więcej czasu by odnaleźć właściwą drogę (ale za każdym razem było odrobinę lepiej). Zgadzała się co do tego, że dobrze będzie wziąć jakieś próbki, cokolwiek – i że procedury są ważne, żadne z nich przecież nie chciało nagle się zorientować, że zostali obłożeni klątwą, bo dotknęli gołymi rękoma czegoś, czego nie powinni.
Z westchnieniem wyszła pierwsza drabinką i poczekała, aż Shafiq też się wygramoli.
– Masz tu jakiś zapasowy aparat? – zapytała, odwróciwszy się plecami do otworzonej ciągle klapy, by wejść zaraz na schody prowadzące na górę. Zdążyło już wylecieć jej z głowy, że porobiła te piękne rysuneczki w sadzy w mieszkaniu Cathala. – Bo rękawice to nie problem, zawsze mogę transmutować cokolwiek innego. Ale aparatu tak nie zrobię.