• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
1 2 3 4 5 … 16 Dalej »
[lato 1970] Pomóż mi znaleźć drogę do domu

[lato 1970] Pomóż mi znaleźć drogę do domu
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#11
14.02.2026, 15:25  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.02.2026, 15:29 przez Brenna Longbottom.)  
Brenna tak naprawdę wolałaby, gdyby Mathilda ją zostawiła. Dziewczyna była zapłakana i przerażona: i w tej chwili Brenna była rozdarta między zmartwieniem o nią, a o to, że gdzieś w tych podziemiach mogło znajdować się dziecko. Nie wiedziała, nie mogła wiedzieć, jak przerażał tę pannę kontakt z ministerstwem magii, ale pewnie nawet wiedząc, powiedziałaby jej po prostu by znikła, wróciła do domu, umyła się z tej krwi i zapomniała. Może musiałaby znaleźć ją później, by umieścić parę rzeczy w raporcie, ale chciała, by Mathilda była bezpieczna bardziej niż by kogoś powiadomiła. Pretensje o zniknięcie? Jak mogłaby je mieć do młodej, przerażonej dziewczyny, która nic nie była jej winna?
Na pytanie kiwnęła głową, automatycznie, odrywając wzrok od Quirell i wpatrując się w korytarz. Przygasiła światło, tak by w razie potrzeby dostrzec, że ktoś do nich „dołącza”, ale by nie rzucało za wiele blasku – by nie oślepiało ich i nie ściągało uwagi. Nie odzywała się, stojąc nieruchomo, w oczekiwaniu: chyba spodziewała się, że ktokolwiek tam jest, trafi tutaj, prosto do nich i czekała na odpowiedni moment, a inkantacja Icarcerous tańczyła jej na języku…
Ale nikt nie przyszedł, a Mathilda, choć przerażona, postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce.
Brenna nigdy świadomie nie puściłaby jej nigdzie samej. Ale nie miała pojęcia, co tej chodzi po głowie, gdy powiedziała, żeby Brenna „tylko się nie bała”, a potem… potem nagle na nadgarstku Brenny siedział wąż.
W takich sytuacjach człowiek zwykle zamierał albo próbował gada zrzucić. Zwalczyła odruch trzepnięcia dłonią, ale przez jej głowę błyskawicznie przeszło bardzo dużo myśli, włącznie z tą, że Mathilda jednak współpracowała może z tym, kto tego człowieka tu zabił, Fiona była przynętą, a ten wąż zaraz ją ukąsi i zabije. Nie miała pojęcia, jak bardzo był trujący, w ogóle nie znała się na wężach, ale wyglądał tak egzotycznie, a egzotyczne, magiczne zwierzaki, bywały chyba niebezpieczne…
– Mathilda? – powiedziała, i jej głos na moment stracił ten wcześniejszy spokój, a potem powtórzyła imię drugi raz, gdy dziewczyna zamieniła się w węża i pomknęła wzdłuż korytarza, tym razem już z jakimś ponagleniem, naciskiem… bo wcale nie podobało się jej, że dziewczę właśnie samotnie postanowiło udać się w głąb podziemi, w których ktoś zginął. – Mathilda!
Wąż. To wyjaśniało, dlaczego chodziła z tym całym Artemisem i czemu istota tak jej słuchała. Brenna nie odważyła się ruszyć za nią biegiem, niepewna, jak zareaguje na to wąż, siedzący tuż przy jej szyi, a i czy po prostu wtedy nie ryzykowałaby, że dziewczę w wężowej postaci zadepcze. Adrenalina i tak krążyła jej w żyłach, ale teraz serce zaczęło pompować tę jeszcze szybciej i Brenna ostrożnie, krok za krokiem, ruszyła za Quirrelówną… która na całe szczęście szybko wróciła i sprawiło to, że z ust Brenny wydostało się pełne ulgi westchnięcie. Nie odpowiedziała od razu, najpierw patrząc, czy coś, ktoś kobiety nie ścigał.
Coś, co nie żyło, co?
– Może to ghul. Albo nieumarły – powiedziała w końcu, bardzo cicho, wolną dłonią wskazując na Artemisa, w niemej prośbie o zabranie węża, bo nie mogła stwierdzić, że czuła się pewnie, kiedy ten siedział tuż przy jej szyi, w miejscu tak wrażliwym, a w każdej chwili mogły zostać zaatakowane. Ghule były… jak wampiry: nieżywe, ale i nie martwe, i jeśli jakiś odpowiadał za to, co tu się działo, trzeba było go obezwładnić i aresztować. Jeśli biegał tu jakiś infernus, takiego już należało się pozbyć. Słowa dziewczyny wcale nie wydawały się więc Brennie irracjonalne, a i w pewnym sensie chyba wolała zmierzyć się w tych podziemiach z czymś, co było martwe niż z żywym człowiekiem.
Zmysły animagów były czułe, więc oby Mathilda miała rację.
Bo jeżeli miała, to nie było tu żadnego dziecka. Nie było tu żywego dziecka przynajmniej.
Ale zanim będą mogły stąd zniknąć, a ona sprowadzi tu ekipę, musiała zyskać pewność.
– Albo duch płata nam figle… – Mogło tak być, ale ciało wydawało się bardzo realne: jeśli nawet odgłos kroków był dziełem ducha, to trup już chyba nie? – Mathi, możesz się aportować. Poradzę sobie, obiecuję. Jeśli ktokolwiek tu jest wytropię go – szepnęła, uspokajająco, czekając, aż Artemis wróci do swojej właścicielki.
A potem to ona się przemieniła. Światło różdżki wygasło, ale wilczy węch prowadził Brennę skuteczniej niż mogłyby ludzkie oczy.

Co się dzieje?
1 – chodzi sobie tu ghul
2 – chodzi sobie tu nieumarły
3 – w sumie to tylko jakiś duch spłatał figla
Rzut 1d3 - 1


Warknęła, cicho, gdy nos pochwycił zapach, bardzo charakterystyczny.
W porządku, albo kolejne ciało, albo mieli tutaj ghula. I to nie tego domowego. Czarodziej, który powstał z martwych i... może tu przypadkiem zabłądził, a może zabił tego człowieka, którego znalazły. I w takim wypadku winien zostać aresztowany, jak każdy, kto popełnił taką zbrodnię.
Ruszyła w ślad za tropem, powoli, powstrzymując chęć rzucenia się biegiem. Była w obcym, potencjalnie pełnym niebezpieczeństw miejscu. Ostrożność była wskazana. I w końcu... w końcu coś poruszyło się w mroku.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (3899), Mathilda Quirrell (4394)




Wiadomości w tym wątku
[lato 1970] Pomóż mi znaleźć drogę do domu - przez Brenna Longbottom - 21.01.2026, 10:50
RE: [lato 1970] Pomóż mi znaleźć drogę do domu - przez Mathilda Quirrell - 21.01.2026, 20:02
RE: [lato 1970] Pomóż mi znaleźć drogę do domu - przez Brenna Longbottom - 22.01.2026, 09:45
RE: [lato 1970] Pomóż mi znaleźć drogę do domu - przez Mathilda Quirrell - 23.01.2026, 20:17
RE: [lato 1970] Pomóż mi znaleźć drogę do domu - przez Brenna Longbottom - 23.01.2026, 20:57
RE: [lato 1970] Pomóż mi znaleźć drogę do domu - przez Mathilda Quirrell - 25.01.2026, 18:16
RE: [lato 1970] Pomóż mi znaleźć drogę do domu - przez Brenna Longbottom - 25.01.2026, 21:12
RE: [lato 1970] Pomóż mi znaleźć drogę do domu - przez Mathilda Quirrell - 03.02.2026, 12:05
RE: [lato 1970] Pomóż mi znaleźć drogę do domu - przez Brenna Longbottom - 03.02.2026, 12:51
RE: [lato 1970] Pomóż mi znaleźć drogę do domu - przez Mathilda Quirrell - 14.02.2026, 10:12
RE: [lato 1970] Pomóż mi znaleźć drogę do domu - przez Brenna Longbottom - 14.02.2026, 15:25
RE: [lato 1970] Pomóż mi znaleźć drogę do domu - przez Mathilda Quirrell - 15.02.2026, 15:14
RE: [lato 1970] Pomóż mi znaleźć drogę do domu - przez Brenna Longbottom - 15.02.2026, 20:26

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa