Zastanawiał się w sumie trochę, dlaczego nie poprosił o pomoc takiej Faye albo Geraldine. Obydwie przecież zawodowo zajmowały się łapaniem magicznych stworzeń, okazjonalnie ich mordowaniem, a Yaxley to dosłownie mieszkała pod płotem i daleko nie miała. Nie musiałby się z nimi spierać odnośnie tego, jak powinni zabrać się do tematu. No dobrze, znając ich charaktery pewnie i tak by doszło do tarć, ale pewnie nie uważałby że nie powinny się odzywać kiedy całymi dniami dłubały w ziemi, a nie biegały za magicznymi stworzeniami. Potarł więc twarz dłonią, czując chyba jakieś takie nagłe zmęczenie, a przecież nawet jeszcze pracy nie zaczęli.
Bardzo starannie odsunął od siebie irytację, tylko po to by równie skrzętnie ominąć cały temat pokrywy, a przynajmniej jej wspomnienie o tym, że ogień zgaśnie pod szczelnym zamknięciem. Siedzący na jego ramieniu smoczognik zamruczał coś gardłowo pod nosem, widząc wyciągnięty do niego palec, ale po chwili pochylił się w jego stronę bardzo chętnie. Nie miał oporów przed przyjmowaniem pieszczot od Helloise, tym bardziej że był z nią wystarczająco obyty.
- Siatkę do wolier trzeba specjalnie potem zabezpieczać, żeby były ognioodporne - zauważył, wkładając wiadro w wiadro, do środka znowu worek z pieprzem, a na koniec zakrył to pokrywką. - Transmutuję ci przecież tę pokrywę z coś, co nie zgasi ognia. Helloise, proszę, przecież bym ich nie podusił - westchnął, bo mogła mieć odrobinę więcej wiary w jego umiejętności. Nie uważał że musiał jej tłumaczyć wszystko krok po kroku, ale jakoś tam doceniał, że się o te istoty martwiła. - Chodźmy już - zarządził, różdżką sprawiając że ekwipunek zawisł w powietrzu i pofrunął za nimi, kiedy ruszyli w stronę gdzie widział gniazda.
!BINGO A5
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast