14.02.2026, 20:20 ✶
Jego gest sprawił, że powstrzymała się od rozświetlenia biura, które to rozświetlenie najprawdopodobniej odsłoniłoby o wiele bardziej jego dysfunkcyjność, a jej - czego nigdy nie powiedziałaby na głos - nieporadność.
Biuro jak klatka.
Nie trzeba było być aurowidzem, żeby odczytać karty leżące na stole.
Tymczasem już od pierwszych słów Atreusa, rozparła się w pozornej wygodzie w swoim fotelu, wzdychając ciężko na piękny sen roztaczany przez podległego jej aurora.
Marzyciel.
– ... i co? Może jeszcze lepszą kawę i pączki do tego? – sarknęła impulsywnie, nie do końca panując nad własną reakcją. Szybko jednak zorientowała się, że nie byli już kolegami biurko w biurko, a narzucona im ministerialną modłą hierarchia zakrzywiała bezpośredniość z którą mogła wyrazić swoje rozgoryczenie. Już i tak było źle.
Teraz to ona lekceważąco machnęła dłonią na własne słowa, palcami rozcierając łuk brwiowy i skroń, jakby gestem chcąc wymazać te słowa zarówno z przestrzeni między nimi, jak i z własnej głowy.
– To byłoby cudowne Bulstrode. Doskonałe. Inicjatywa na medal. Biuro nie ma na to pieniędzy. Zdajesz sobie sprawę, jakiej to wymaga infrastruktury? My na bieżąco nie wyrabiamy się z tym fyrtlem! Każda runa, każdy swąd spalenizny zgłaszany jest obecnie jako aktywność czarnoksięska. Nie wyrabiamy się z niczym, a jakbym teraz miała jeszcze zrobić przegrupowanie... Kogoś zmusić do siedzenia i analizowania danych,komuś wytłumaczyć, że nadgodziny kiedyś, kiedyś zostaną wypłacone. Na razie wszystkim obiecuję urlop, taki rozkaz, na kiedyś, na święte nigdy. Więcej galeonów płynie strugą do Jenkinsowego lalusia niż do nas. Ministerstwo woli sprzątać niż zapobiegać Bulstrode. Ładne masz marzenia i sama z chęcią poszłabym na łowy, ale... nie stać nas. Tylko tyle i aż tyle – czy powinna być tak bezpośrednia? Pewnie nie, ale znajdowała się na skraju a ten nie sprzyjał owijaniu w bawełnę. Nigdy nie była w tym dobra, a teraz... Teraz szczególnie.
Biuro jak klatka.
Nie trzeba było być aurowidzem, żeby odczytać karty leżące na stole.
Tymczasem już od pierwszych słów Atreusa, rozparła się w pozornej wygodzie w swoim fotelu, wzdychając ciężko na piękny sen roztaczany przez podległego jej aurora.
Marzyciel.
– ... i co? Może jeszcze lepszą kawę i pączki do tego? – sarknęła impulsywnie, nie do końca panując nad własną reakcją. Szybko jednak zorientowała się, że nie byli już kolegami biurko w biurko, a narzucona im ministerialną modłą hierarchia zakrzywiała bezpośredniość z którą mogła wyrazić swoje rozgoryczenie. Już i tak było źle.
Teraz to ona lekceważąco machnęła dłonią na własne słowa, palcami rozcierając łuk brwiowy i skroń, jakby gestem chcąc wymazać te słowa zarówno z przestrzeni między nimi, jak i z własnej głowy.
– To byłoby cudowne Bulstrode. Doskonałe. Inicjatywa na medal. Biuro nie ma na to pieniędzy. Zdajesz sobie sprawę, jakiej to wymaga infrastruktury? My na bieżąco nie wyrabiamy się z tym fyrtlem! Każda runa, każdy swąd spalenizny zgłaszany jest obecnie jako aktywność czarnoksięska. Nie wyrabiamy się z niczym, a jakbym teraz miała jeszcze zrobić przegrupowanie... Kogoś zmusić do siedzenia i analizowania danych,komuś wytłumaczyć, że nadgodziny kiedyś, kiedyś zostaną wypłacone. Na razie wszystkim obiecuję urlop, taki rozkaz, na kiedyś, na święte nigdy. Więcej galeonów płynie strugą do Jenkinsowego lalusia niż do nas. Ministerstwo woli sprzątać niż zapobiegać Bulstrode. Ładne masz marzenia i sama z chęcią poszłabym na łowy, ale... nie stać nas. Tylko tyle i aż tyle – czy powinna być tak bezpośrednia? Pewnie nie, ale znajdowała się na skraju a ten nie sprzyjał owijaniu w bawełnę. Nigdy nie była w tym dobra, a teraz... Teraz szczególnie.