14.02.2026, 21:43 ✶
—25/09/1972—
Hyde Park, Niemagiczny Londyn
Cameron Lupin & Heather Wood
Przynajmniej tutaj można doświadczyć odrobiny normalności, pomyślał ze swego rodzaju ulgą Cameron, rozsiadając się wygodniej na ławce usytuowanej naprzeciw kompleksu publicznych toalet. Heather mówiła, że idzie tylko przypudrować nosek przed dalszym spacerem, więc raczej nie powinien się o nic martwić, prawda? Chyba że w jednej z kabin siedziała w ukryciu Brenna Longbottom, próbująca namówić jego narzeczoną na wyrobienie jeszcze kilku nadgodzin w tym miesiącu. Tak, to mogło być potencjalnym problemem. Ale chyba by mu powiedziała, gdyby musiała wyjść jednak do pracy?
Przez chwilę obserwował jeszcze wejście do damskich toalet, jednak dość szybko jego wzrok zaczął wodzić po drzewach, krzakach i rozpościerającymi się wokół niego widokami. Ostatnimi czasy zieleń działała na niego kojąco. Z początku uważał to nawet za nieco dziwne; nie miał szczególnie dużo pozytywnych wspomnień z wypraw terenowych organizowanych dla niego i jego rodzeństwa przez ojca, ale z drugiej strony, kto nie nabrałby szerszej perspektywy po czymś takim jak Spalona Noc? Z ciężkim sercem patrzył na zrujnowane kamieniczki, osmolone fasady budynków i sklepiki z powybijanymi oknami. Nie wspominając już o tym, że czasem śnił o płomieniach połykających kolejne budynki.
Czy powinien to teraz drążyć? Wystarczyło, że codziennie w pracy mierzył się z konsekwencjami tamtej nocy. Z początku trafiały do nich głównie osoby ranne w głównym pożarze, jednak do Szpitala św. Munga bardzo szybko zaczęli napływać pacjenci z pierwszymi powikłaniami. Dławiący kaszel, łzawiące oczy, trudności w mówieniu będą efektem działania tego dziwnego dymu... Na swój sposób było to nawet gorsze od Beltane. Tam przynajmniej mierzyli się ze względnie normalnymi obrażeniami u pacjentów. A tutaj? Kto wie, jakie efekty uboczne pojawią się u mieszkańców Londynu za kilka miesięcy?
Pokręcił powoli głową, opuszczając spojrzenie na ciągnący się pod jego stopami chodnik; jego uwagę przykuła grupa mrówek, które próbowały dorwać się do wyplutej przez jednego z przechodniów gumy do żucia. Miał teraz tylko dwa priorytety: rodzinę i Heather. Chociaż sądząc po tym, że ta niedawno przyjęła jego oświadczyny, to te dwa elementy miały niedługo zmienić się w jeden. To jest, tak szybko, jak skombinuje faktyczny pierścionek zaręczynowy zamiast drewnianego. I obrączki. Tym też będzie musiał się zająć...
— O, już jesteś! — odezwał się, podnosząc się z miejsca, gdy tylko padł na niego znajomy cień. Zerknął pytająco w kierunku wejścia do toalet, które akurat opuściła całkiem spora grupa kobiet w średnim wieku. — Plotkowałaś z koleżankami? Dowiedziałaś się czegoś ciekawe?
Puścił do niej oko, ściskając lekko rękę Rudej i wznawiając ich spacer; kierowali się do jednej z głównych fontann w parku.
!BINGO C1
Przez chwilę obserwował jeszcze wejście do damskich toalet, jednak dość szybko jego wzrok zaczął wodzić po drzewach, krzakach i rozpościerającymi się wokół niego widokami. Ostatnimi czasy zieleń działała na niego kojąco. Z początku uważał to nawet za nieco dziwne; nie miał szczególnie dużo pozytywnych wspomnień z wypraw terenowych organizowanych dla niego i jego rodzeństwa przez ojca, ale z drugiej strony, kto nie nabrałby szerszej perspektywy po czymś takim jak Spalona Noc? Z ciężkim sercem patrzył na zrujnowane kamieniczki, osmolone fasady budynków i sklepiki z powybijanymi oknami. Nie wspominając już o tym, że czasem śnił o płomieniach połykających kolejne budynki.
Czy powinien to teraz drążyć? Wystarczyło, że codziennie w pracy mierzył się z konsekwencjami tamtej nocy. Z początku trafiały do nich głównie osoby ranne w głównym pożarze, jednak do Szpitala św. Munga bardzo szybko zaczęli napływać pacjenci z pierwszymi powikłaniami. Dławiący kaszel, łzawiące oczy, trudności w mówieniu będą efektem działania tego dziwnego dymu... Na swój sposób było to nawet gorsze od Beltane. Tam przynajmniej mierzyli się ze względnie normalnymi obrażeniami u pacjentów. A tutaj? Kto wie, jakie efekty uboczne pojawią się u mieszkańców Londynu za kilka miesięcy?
Pokręcił powoli głową, opuszczając spojrzenie na ciągnący się pod jego stopami chodnik; jego uwagę przykuła grupa mrówek, które próbowały dorwać się do wyplutej przez jednego z przechodniów gumy do żucia. Miał teraz tylko dwa priorytety: rodzinę i Heather. Chociaż sądząc po tym, że ta niedawno przyjęła jego oświadczyny, to te dwa elementy miały niedługo zmienić się w jeden. To jest, tak szybko, jak skombinuje faktyczny pierścionek zaręczynowy zamiast drewnianego. I obrączki. Tym też będzie musiał się zająć...
— O, już jesteś! — odezwał się, podnosząc się z miejsca, gdy tylko padł na niego znajomy cień. Zerknął pytająco w kierunku wejścia do toalet, które akurat opuściła całkiem spora grupa kobiet w średnim wieku. — Plotkowałaś z koleżankami? Dowiedziałaś się czegoś ciekawe?
Puścił do niej oko, ściskając lekko rękę Rudej i wznawiając ich spacer; kierowali się do jednej z głównych fontann w parku.
!BINGO C1