14.02.2026, 23:07 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.02.2026, 00:15 przez Brenna Longbottom.)
– Gdybym znała odpowiedź na to drugie pytanie, byłabym bardzo bogatą swatką – odparła mu Brenna, bo przecież też nie wiedziała: mogła widzieć, kiedy zostać nie było warto albo robić tego nie powinieneś, ale skąd wiedzieć, że ktoś jest wart tego, by z nim być? Że sam jesteś tego wart? – Co do pierwszego, sądzę, że to indywidualna sprawa, Anthony. To przecież mogą być i złe powody. Są ludzie, którzy zostają, bo tak jest wygodniej albo bo boją się samotności.
Czy miała wrażenie, że pytał o nią? Może. Ale chociaż zwykle nie miała problemów faktycznie z rozmawianiem o emocjach, i tak naprawdę nigdy nie miała i kłopotów z wyciąganiem do ludzi rąk, to na pewno nie zamierzała wyjaśniać w tym tańcu Anthony’emu, dlaczego ona została. Dlaczego w ogóle tu była, z tym konkretnym partnerem, choć pewnie nie dało się tego uznać za mądre, i choć nie mogła wiedzieć, czy nie popełnia błędu.
Decydowało sto jeden drobnych spraw, o których opowiadanie mu nie wydawało się jej najlepszym pomysłem.
– Mam wrażenie, że gdybym nawet wzięła ślub po pijanemu, twój kuzyn nie byłby pierwszym, który dostałby zaproszenie – zakpiła. – Nie chcę, żebyś do niego pisał. Ani żeby robił dla niej cokolwiek. Anthony Borgin prawdopodobnie wspierał śmierciożerców. A jeśli nawet nie wspierał ich, to na pewno wspierał Stanleya, i to wystarczyło, by wzniosła pomiędzy nimi mury niewidzialne, ale wysokie i trudne do sforsowania. – Wiem. Choć nie sądzę, by jakaś musiała wymyślać o mnie jakieś plotki.
Nie umiałaby wymienić jednym tchem wszystkich jego dziewczyn, bo kiedyś nie interesowała się jego życiem prywatnym, a kiedy jakby zaczęli się spotykać nie była tak walnięta, aby nagle poszła robić badania na ten temat. Ale nie była ślepa ani durna – wiedziała, że jeszcze w maju był zaręczony z Elaine, i naprawdę w Ministerstwie ciężko było przegapić swojego czasu wielką awanturę z Ludovicą Nott i plotki o zamieszaniu w sprawę jakichś zakładów i byłych. Nie bez powodu Mav w swoim czasie ciągnęła Brenna zawsze w drugą stronę, kiedy auror majaczył gdzieś na horyzoncie. Wiedziała też, że większość jego dziewczyn należała do tych uważanych za najlepsze partie i najbardziej niezwykłe, i że może być tylko kolejnym nazwiskiem na długiej liście. Ale chwilowo… po prostu przyjmowała do wiadomości, że z żadną z nich nie został.
A jeśli szło o plotki, to o niej mówiono gorsze rzeczy niż to że miała męża. Ze strony jakiejś szalonej byłej byłby to absolutny brak inwencji, rozpuszczać tego typu pogłoski.
– Powodzenia z kotem i asystentem, Anthony – powiedziała krótko, odwracając się, by odejść.
Czy miała wrażenie, że pytał o nią? Może. Ale chociaż zwykle nie miała problemów faktycznie z rozmawianiem o emocjach, i tak naprawdę nigdy nie miała i kłopotów z wyciąganiem do ludzi rąk, to na pewno nie zamierzała wyjaśniać w tym tańcu Anthony’emu, dlaczego ona została. Dlaczego w ogóle tu była, z tym konkretnym partnerem, choć pewnie nie dało się tego uznać za mądre, i choć nie mogła wiedzieć, czy nie popełnia błędu.
Decydowało sto jeden drobnych spraw, o których opowiadanie mu nie wydawało się jej najlepszym pomysłem.
– Mam wrażenie, że gdybym nawet wzięła ślub po pijanemu, twój kuzyn nie byłby pierwszym, który dostałby zaproszenie – zakpiła. – Nie chcę, żebyś do niego pisał. Ani żeby robił dla niej cokolwiek. Anthony Borgin prawdopodobnie wspierał śmierciożerców. A jeśli nawet nie wspierał ich, to na pewno wspierał Stanleya, i to wystarczyło, by wzniosła pomiędzy nimi mury niewidzialne, ale wysokie i trudne do sforsowania. – Wiem. Choć nie sądzę, by jakaś musiała wymyślać o mnie jakieś plotki.
Nie umiałaby wymienić jednym tchem wszystkich jego dziewczyn, bo kiedyś nie interesowała się jego życiem prywatnym, a kiedy jakby zaczęli się spotykać nie była tak walnięta, aby nagle poszła robić badania na ten temat. Ale nie była ślepa ani durna – wiedziała, że jeszcze w maju był zaręczony z Elaine, i naprawdę w Ministerstwie ciężko było przegapić swojego czasu wielką awanturę z Ludovicą Nott i plotki o zamieszaniu w sprawę jakichś zakładów i byłych. Nie bez powodu Mav w swoim czasie ciągnęła Brenna zawsze w drugą stronę, kiedy auror majaczył gdzieś na horyzoncie. Wiedziała też, że większość jego dziewczyn należała do tych uważanych za najlepsze partie i najbardziej niezwykłe, i że może być tylko kolejnym nazwiskiem na długiej liście. Ale chwilowo… po prostu przyjmowała do wiadomości, że z żadną z nich nie został.
A jeśli szło o plotki, to o niej mówiono gorsze rzeczy niż to że miała męża. Ze strony jakiejś szalonej byłej byłby to absolutny brak inwencji, rozpuszczać tego typu pogłoski.
– Powodzenia z kotem i asystentem, Anthony – powiedziała krótko, odwracając się, by odejść.
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.