15.02.2026, 00:18 ✶
— Dam ci dobrą radę, Brenno. Nie lekceważ starych ludzi. Może część z nich wydaje się słaba i zniedołężniała, ale jakoś udało im się przeżyć tyle lat na tym ziemskim padole, więc mają niejednego asa w rękawie. Ba, powiedziałbym, że wręcz przybywa im ich z wiekiem. — Chociaż osobiście całkiem dobrze dogadywał się ze starszymi wiernymi, zwłaszcza kobietami, tak zaciekłość prowadzenia dyskusji, przez co poniektórych seniorów dalej potrafiła go zadziwić. A przecież miał do czynienia z osobami z naprawdę różnych klas społecznych. — A tak nawiasem mówiąc... Czy na pewno powinnaś wykluczać kogoś z kręgu podejrzanych tylko na podstawie wieku? Widzę tu pole do popełnienia jakiegoś poważnego błędu w śledztwie.
Wysłuchał jej dalszej wypowiedzi w spokoju, gotów udzielić profesjonalnego komentarza.
— Każdy na coś czeka — odparł na słowa Longbottom, raz po raz otwierając i zamykając usta, jakby nie mógł się zdecydować, czy udzielić bardziej wyczerpującej odpowiedzi. — Każdy ma jakiś niedokończony interes. Niektórzy nie chcą przechodzić na drugą stronę bez swojego pupila, jeden facet chce zobaczyć na własne oczy ślub swojej córki, a drugi być świadkiem, jak sąsiedzi wywożą lokalnego burmistrza na taczce.
Wzruszył ponownie ramionami. Ludzie, którzy byli w pełni gotowi do przejścia na drugą stronę Zasłony, raczej rzadko kiedy pozostawali w świecie żywych. Ich nowa koleżanka ewidentnie nie wpisywała się do tej kategorii.
— Turpin jest mocno przywiązana do tej okolicy. Przez lata kreowała się na obrończynię moralności, a zarazem kata tych wszystkich nieobyczajnych jej zdaniem kobiet — kontynuował po chwili, starając się wyjaśnić, co mogło zmotywować staruszkę do pozostania wśród żywych. — Zmarła nie wypełniając powinności, jaką sobie narzuciła. Jej działania mogą nie wynikać ze zdrowych pobudek, ale są w niej zakorzenione na tyle mocno, że nie potrafiłaby po prostu się wycofać. Najwidoczniej jej determinacja wygrywa nawet ze śmiercią.
Uśmiechnął się krzywo. Musiała mieć niezwykle silną wolę i równie ogromną niechęć do osób ze swojego najbliższego otoczenia, skoro w imię ''oczyszczenia'' sąsiedztwa z grzechu postanowiła zawrócić sprzed bram Limbo. Poniekąd wyjaśniało to, czemu tak się opierała zarówno jego tłumaczeniom, jak i funkcjonariuszom BUM. To nie będzie łatwa przeprawa, uświadomił się Macmillan. Oczywiście, byłoby o niebo łatwiej, gdyby Turpin zmieniła się w miłą staruszkę pilnującą kamienicy i harmonogramu mycia klatki schodowej, ale raczej się na to nie zapowiadało.
— To powinno przyspieszyć cały proces — zgodził się Sebastian, gdy Brenna oświadczyła, że dołączy swoją notatkę do skargi. — Dobrze by było skontaktować się z jej rodziną. Nawet dalszą. Może, jakimś cudem, okazałoby się, że chcieliby ją u siebie. Z drugiej strony... Jeśli nie chcą mieć z nią nic wspólnego, to korespondowanie z nimi tylko wydłuży cały proces.
Lepiej myśleć o tym wszystkim z wyprzedzeniem, skomentował bezgłośnie, ważąc w myślach wszystkie za i przeciw. Na razie wniosek wydawał się jasny: Turpin czekała relokacja na cmentarz lub jakiejś odosobnionej lokalizacji z przywiązaniem jej do danego miejsca, o ile bardzo szybko nie zmieni swojego zachowania. Departament Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami może i chciał mieć wszystkie akta na stole przed podjęciem decyzji, ale nie bawił się też z duchami w nieskończoność w kotka i myszkę.
— Szybko wróciłaś do pracy — zauważył, kiedy znaleźli się z powrotem na klatce schodowej. — Czy twoje zwolnienie ze szpitala na pewno przebiegało... zgodnie z procedurami? Wydaje mi się, że mogłabyś spokojnie spędzić jeszcze kilka dni w łóżku. Wiem, że ja bym tym nie wzgardził, gdyby nie... to wszystko, co się stało.
Gdyby nie świadomość tego, że potrzebował go kowen i jego wierni, to zapewne nalegałby na to, żeby zatrzymano go na oddziale nieco dłużej. Bądź co bądź, rzadko kiedy obrywał tak silnymi czarno-magicznymi zaklęciami. A teraz, widząc, że Longbottom już wróciła do akcji, zaczynał czuć względem niej swego rodzaju troskę. Z tego, co się orientował, siedziba jej rodziny całkiem mocno oberwała; wielu na pewno by zrozumiała, gdyby skupiła się na swoich najbliższych. A teraz rzuciła się w wir pracy.
— Jesteś pewna, że to...
Urwał niespodziewanie, kiedy już mieli wyjść na zewnątrz, bo dotarły do nich wrzaski. Nie jednej, a dwóch kobiet. Jedną z nich była Turpin, a druga... Cóż, to chyba była sąsiadka, która postanowiła pójść o krok dalej i zgłosić sprawę nawiedzenia do Ministerstwa Magii. I wcale nie ustępowała w krzykach seniorce. Sebastian wybałuszył oczy, gdy usłyszał ciąg synonimów słowa prostytutka odmienionych na najróżniejsze sposoby i formy gramatyczne.
Wysłuchał jej dalszej wypowiedzi w spokoju, gotów udzielić profesjonalnego komentarza.
— Każdy na coś czeka — odparł na słowa Longbottom, raz po raz otwierając i zamykając usta, jakby nie mógł się zdecydować, czy udzielić bardziej wyczerpującej odpowiedzi. — Każdy ma jakiś niedokończony interes. Niektórzy nie chcą przechodzić na drugą stronę bez swojego pupila, jeden facet chce zobaczyć na własne oczy ślub swojej córki, a drugi być świadkiem, jak sąsiedzi wywożą lokalnego burmistrza na taczce.
Wzruszył ponownie ramionami. Ludzie, którzy byli w pełni gotowi do przejścia na drugą stronę Zasłony, raczej rzadko kiedy pozostawali w świecie żywych. Ich nowa koleżanka ewidentnie nie wpisywała się do tej kategorii.
— Turpin jest mocno przywiązana do tej okolicy. Przez lata kreowała się na obrończynię moralności, a zarazem kata tych wszystkich nieobyczajnych jej zdaniem kobiet — kontynuował po chwili, starając się wyjaśnić, co mogło zmotywować staruszkę do pozostania wśród żywych. — Zmarła nie wypełniając powinności, jaką sobie narzuciła. Jej działania mogą nie wynikać ze zdrowych pobudek, ale są w niej zakorzenione na tyle mocno, że nie potrafiłaby po prostu się wycofać. Najwidoczniej jej determinacja wygrywa nawet ze śmiercią.
Uśmiechnął się krzywo. Musiała mieć niezwykle silną wolę i równie ogromną niechęć do osób ze swojego najbliższego otoczenia, skoro w imię ''oczyszczenia'' sąsiedztwa z grzechu postanowiła zawrócić sprzed bram Limbo. Poniekąd wyjaśniało to, czemu tak się opierała zarówno jego tłumaczeniom, jak i funkcjonariuszom BUM. To nie będzie łatwa przeprawa, uświadomił się Macmillan. Oczywiście, byłoby o niebo łatwiej, gdyby Turpin zmieniła się w miłą staruszkę pilnującą kamienicy i harmonogramu mycia klatki schodowej, ale raczej się na to nie zapowiadało.
— To powinno przyspieszyć cały proces — zgodził się Sebastian, gdy Brenna oświadczyła, że dołączy swoją notatkę do skargi. — Dobrze by było skontaktować się z jej rodziną. Nawet dalszą. Może, jakimś cudem, okazałoby się, że chcieliby ją u siebie. Z drugiej strony... Jeśli nie chcą mieć z nią nic wspólnego, to korespondowanie z nimi tylko wydłuży cały proces.
Lepiej myśleć o tym wszystkim z wyprzedzeniem, skomentował bezgłośnie, ważąc w myślach wszystkie za i przeciw. Na razie wniosek wydawał się jasny: Turpin czekała relokacja na cmentarz lub jakiejś odosobnionej lokalizacji z przywiązaniem jej do danego miejsca, o ile bardzo szybko nie zmieni swojego zachowania. Departament Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami może i chciał mieć wszystkie akta na stole przed podjęciem decyzji, ale nie bawił się też z duchami w nieskończoność w kotka i myszkę.
— Szybko wróciłaś do pracy — zauważył, kiedy znaleźli się z powrotem na klatce schodowej. — Czy twoje zwolnienie ze szpitala na pewno przebiegało... zgodnie z procedurami? Wydaje mi się, że mogłabyś spokojnie spędzić jeszcze kilka dni w łóżku. Wiem, że ja bym tym nie wzgardził, gdyby nie... to wszystko, co się stało.
Gdyby nie świadomość tego, że potrzebował go kowen i jego wierni, to zapewne nalegałby na to, żeby zatrzymano go na oddziale nieco dłużej. Bądź co bądź, rzadko kiedy obrywał tak silnymi czarno-magicznymi zaklęciami. A teraz, widząc, że Longbottom już wróciła do akcji, zaczynał czuć względem niej swego rodzaju troskę. Z tego, co się orientował, siedziba jej rodziny całkiem mocno oberwała; wielu na pewno by zrozumiała, gdyby skupiła się na swoich najbliższych. A teraz rzuciła się w wir pracy.
— Jesteś pewna, że to...
Urwał niespodziewanie, kiedy już mieli wyjść na zewnątrz, bo dotarły do nich wrzaski. Nie jednej, a dwóch kobiet. Jedną z nich była Turpin, a druga... Cóż, to chyba była sąsiadka, która postanowiła pójść o krok dalej i zgłosić sprawę nawiedzenia do Ministerstwa Magii. I wcale nie ustępowała w krzykach seniorce. Sebastian wybałuszył oczy, gdy usłyszał ciąg synonimów słowa prostytutka odmienionych na najróżniejsze sposoby i formy gramatyczne.