15.02.2026, 01:03 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.02.2026, 01:04 przez Erik Longbottom.)
Odsunął się na bok, gdy Jonathan postanowił przejąć stery przy próbie złamania mechanizmu kolejnej zagadki. Zastanawiał się w jaki sposób funkcjonowały te podziemne komnaty, gdy zamek dalej był zamieszkany. Czy otaczające ich ściany były tak zaklęte, żeby przepuszczać uprawnione osoby przez kolejne próby bez aktywacji żadnych systemów bezpieczeństwa? W takim razie sporo nabroiliśmy, kiedy schody nas pochwyciły, skomentował bezgłośnie, starając się poukładać sobie to wszystko w głowie. Ile jeszcze takich przestojów ich tutaj czeka?
— Jesteś absolutnym geniuszem, wiesz? — pochwalił Selwyna, przekrzywiając głowę w charakterystycznym dla siebie geście.
Wodził przez chwilę wzrokiem po ''panelu'', którego pola były teraz wypełnione kamykami w różnych konfiguracjach. Gdyby sam miał próbować złamać ten szyfr, to zapewne siedzieliby tutaj aż do nadejścia posiłków z wyższych poziomów zamczyska. Na tę chwilę nie potrafił ocenić, czy zagadka po prostu była dla niego zbyt wymagające, czy był to po prostu efekt zamroczenia wywołany wyrwaniem się z więzienia grawitacyjnego... mentalnej pułapki... Czy w czym tam koniec końców został uwięziony.
Wciągnął głośno powietrze do płuc, gdy przejście otworzyło się z nieprzyjemnym skrzypnięciem. Jak stare szafy na naszym strychu, zauważył, mimowolnie przypominając sobie, jak przygotowywał wraz z Brenną poddasze Warowni do zamieszkania. Longbottom poświecił różdżkę, przyglądając się nieufnie drodze na przód. Nie podobało mu się to. Czy kolejne drzwi okażą się jeszcze bardziej wąskie? Świetnie. Po prostu świetnie. Najpierw zejście do piwnicy, pułapka nicości, to teraz jeszcze przejście przez które ledwo się mieścił...
— Lepiej będzie, jak wy pójdziecie przodem — stwierdził, puszczając przede wszystkim Dorę przodem. Była z nich wszystkich najmniejsza, więc było najmniejsze ryzyko, że zablokuje przejście. Erik nie mógł powiedzieć tego samego o Jonathanie czy sobie samym. — Do zobaczenia po drugiej stronie.
Po tej przeprawie Erik z pewnością będzie nosił po sobie ślad. Wpadł do kolejnej komnaty jako ostatni i choć nie utknął na dobre w połowie przejścia, to zdecydowanie odczuł, że był odrobinę zbyt postawny jak na te nieszczęsne drzwi. Jedną ręką masował obolałe biodro, drugą próbował rozświetlić mrok pomieszczenia, w którym właśnie się znaleźli.
— Sala zabiegowa? Laboratorium? — skomentował półgłosem, zauważając walające się tu i ówdzie przyrządy. W Szpitalu świętego Munga na pewno nie używano takich staroci, ba wiejskie zielarki pewnie były lepiej wyposażone niż to miejsce. — Albo... Och. Więzienie?
Skrzywił się na widok klatek.
— Jesteś absolutnym geniuszem, wiesz? — pochwalił Selwyna, przekrzywiając głowę w charakterystycznym dla siebie geście.
Wodził przez chwilę wzrokiem po ''panelu'', którego pola były teraz wypełnione kamykami w różnych konfiguracjach. Gdyby sam miał próbować złamać ten szyfr, to zapewne siedzieliby tutaj aż do nadejścia posiłków z wyższych poziomów zamczyska. Na tę chwilę nie potrafił ocenić, czy zagadka po prostu była dla niego zbyt wymagające, czy był to po prostu efekt zamroczenia wywołany wyrwaniem się z więzienia grawitacyjnego... mentalnej pułapki... Czy w czym tam koniec końców został uwięziony.
Wciągnął głośno powietrze do płuc, gdy przejście otworzyło się z nieprzyjemnym skrzypnięciem. Jak stare szafy na naszym strychu, zauważył, mimowolnie przypominając sobie, jak przygotowywał wraz z Brenną poddasze Warowni do zamieszkania. Longbottom poświecił różdżkę, przyglądając się nieufnie drodze na przód. Nie podobało mu się to. Czy kolejne drzwi okażą się jeszcze bardziej wąskie? Świetnie. Po prostu świetnie. Najpierw zejście do piwnicy, pułapka nicości, to teraz jeszcze przejście przez które ledwo się mieścił...
— Lepiej będzie, jak wy pójdziecie przodem — stwierdził, puszczając przede wszystkim Dorę przodem. Była z nich wszystkich najmniejsza, więc było najmniejsze ryzyko, że zablokuje przejście. Erik nie mógł powiedzieć tego samego o Jonathanie czy sobie samym. — Do zobaczenia po drugiej stronie.
~~*~~
Po tej przeprawie Erik z pewnością będzie nosił po sobie ślad. Wpadł do kolejnej komnaty jako ostatni i choć nie utknął na dobre w połowie przejścia, to zdecydowanie odczuł, że był odrobinę zbyt postawny jak na te nieszczęsne drzwi. Jedną ręką masował obolałe biodro, drugą próbował rozświetlić mrok pomieszczenia, w którym właśnie się znaleźli.
— Sala zabiegowa? Laboratorium? — skomentował półgłosem, zauważając walające się tu i ówdzie przyrządy. W Szpitalu świętego Munga na pewno nie używano takich staroci, ba wiejskie zielarki pewnie były lepiej wyposażone niż to miejsce. — Albo... Och. Więzienie?
Skrzywił się na widok klatek.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞